Im dalej od Chicago Fire, tym mniej znaczy nazwisko Lewandowski
Wokół obiektów Chicago Fire Robert Lewandowski jest dziś najważniejszym nazwiskiem. Na treningach mówi o nim cała szatnia, klub przygotowuje kampanię reklamową, a polscy dziennikarze pojawią się w liczbie niespotykanej wcześniej przy okazji meczu MLS. Wystarczy jednak odjechać kilka kilometrów, wsiąść do taksówki albo zatrzymać przypadkowego mieszkańca Chicago, by odkryć zupełnie inną rzeczywistość. Znalezienie Amerykanina, który nie zna Lewandowskiego, wciąż jest łatwiejsze niż trafienie na takiego, który bez wahania rozpozna jego twarz.

Korespondencja z Chicago
Na obiektach Chicago Fire można odnieść wrażenie, że do miasta przyjeżdża człowiek, którego przedstawiać nie trzeba. O Robercie Lewandowskim mówią piłkarze, trenerzy i pracownicy klubu. Wokół jego transferu pojawili się dziennikarze z Polski. Zawodnicy opowiadają, czego chcą się od niego nauczyć, a przedstawiciele Fire liczą, ilu nowych kibiców dzięki niemu pojawi się na stadionie. W tym świecie Lewandowski jest oczywistością. Jednym z najwybitniejszych napastników swojego pokolenia, kapitanem reprezentacji Polski, byłym zawodnikiem Bayernu Monachium i Barcelony. Piłkarzem, którego nazwisko przez lata regularnie pojawiało się w Lidze Mistrzów i największych plebiscytach.
Problem zaczyna się wtedy, gdy opuszcza się tę bańkę. Dla Polaków trudny do uwierzenia, ale ja już przywykłem.
Twarz znana tylko w części miasta
Chicago jest ogromną metropolią, ale nie funkcjonuje jak jedno wielkie środowisko sportowe. To raczej kilka różnych światów istniejących obok siebie. Są kibice futbolu amerykańskiego. Są ludzie żyjący baseballem, podzieleni pomiędzy dwa miejscowe kluby. Są sympatycy koszykówki, którzy wciąż patrzą na sportową historię miasta przez pryzmat największych sukcesów Bulls. Są fani hokeja. I jest piłka nożna, która próbuje znaleźć dla siebie coraz więcej miejsca, ale nadal nie wyznacza rytmu życia całego Chicago.
Te środowiska często się nie przecinają. Dlatego kibic baseballa nie zna Lewandowskiego.
Z drugiej strony rozpoznawalność Lewandowskiego może być tutaj podobna do rozpoznawalności najlepszego baseballisty, hokeisty albo futbolisty amerykańskiego na polskiej ulicy. Człowiek może być wielką gwiazdą, zarabiać miliony dolarów, zdobywać najważniejsze trofea i regularnie występować przed dziesiątkami tysięcy widzów, a mimo to pozostać anonimowy dla większości ludzi po drugiej stronie oceanu. Nie świadczy to o jego klasie. Pokazuje jedynie, jak silne są granice pomiędzy sportowymi kulturami.
Łatwiej znaleźć kogoś, kto go nie zna
Poza obiektami Chicago Fire znalezienie Amerykanina, który rozpozna Roberta Lewandowskiego, wcale nie jest łatwe. Znacznie prostsze okazuje się trafienie na osobę, która spojrzy na jego zdjęcie i wzruszy ramionami. Czasem padnie ostrożne pytanie: - Czy to piłkarz?. Czasem ktoś spróbuje zgadnąć, z jakiego kraju pochodzi. Wielu mieszkańców Chicago wie, że do Fire ma dołączyć ważna gwiazda, ale nie potrafi połączyć nazwiska z twarzą. Inni nie słyszeli nawet o samym transferze.
Dobrze pokazały to także rozmowy z dwoma kierowcami taksówek. Obaj przyjechali do USA z krajów, w których piłka nożna nie jest sportem całkowicie obcym. Jeden pochodził z Erytrei, drugi z Uzbekistanu, ale najwidoczniej przesiąknęli Ameryką. Bo żaden nie rozpoznał Lewandowskiego.

Kierowca z Erytrei najpierw zapytał, jakiej narodowości jest człowiek pokazany na zdjęciu. Dopiero po krótkim wyjaśnieniu dowiedział się, że to polski napastnik, który ma zostać nową gwiazdą Chicago Fire. Na końcu stwierdził, że wolałby, aby do Chicago przyszedł Lionel Messi.
To zdanie dobrze opisuje pozycję Lewandowskiego na amerykańskim rynku. Polak jest nazwiskiem wielkim, ale nie uniwersalnym. Messi stał się marką rozpoznawalną również przez osoby, które nie śledzą futbolu. Lewandowski nadal potrzebuje kontekstu: wyjaśnienia, kim jest, gdzie grał i dlaczego jego transfer ma tak duże znaczenie.
Dla Fire właśnie tutaj zaczyna się więc najważniejsza część pracy.
Dwa różne Chicago
Transfer Lewandowskiego pokazuje, że w jednym mieście mogą istnieć jednocześnie dwie prawdy. W pierwszej z nich trwa wielkie wydarzenie. Chicago Fire sprowadza światową gwiazdę, polscy kibice wykupują bilety, media przyjeżdżają na treningi, a zawodnicy nie mogą się doczekać spotkania z nowym kolegą. W drugiej Lewandowski pozostaje nieznajomym mężczyzną ze zdjęcia. Kimś, o kogo narodowość trzeba zapytać i kogo nazwisko niewiele mówi bez dodatkowego wyjaśnienia.
Im dalej od obiektów Chicago Fire, tym częściej dominuje ta druga rzeczywistość. Nie jest to jednak argument przeciwko wielkości transferu. Przeciwnie. Pokazuje skalę wyzwania, przed którym stoi klub. Fire nie sprowadza wyłącznie piłkarza mającego zdobywać bramki. Sprowadza człowieka, który ma przebić się przez bardzo szczelny amerykański rynek sportowy.
Pierwszy etap już się udał: Lewandowski poruszył Polonię i środowisko piłkarskie. Teraz musi jeszcze przedstawić się reszcie Chicago.










