Holendrzy kompletnie zaskoczeni. Lewandowski ujawnia kulisy tuż po meczu
Wystarczyła sekunda nieuwagi i zdezorientowana obrona Holendrów została całkowicie zaskoczona. Była 43. minuta piątkowego meczu na PGE Narodowym, a Jakub Kamiński właśnie świętował trafienie - dające nam jak się okazało jeden punkt - które zanotował po genialnej asyście Roberta Lewandowskiego. Jak do tego doszło? Kapitan "Biało-Czerwonych" przedstawił po meczu swoją perspektywę, wypowiadając się przy okazji szerzej na temat współpracy z 23-letnim skrzydłowym.

Jeszcze we wtorek uwaga skupiona wokół wspomnianej dwójki dotyczyła spraw pozasportowych, związanych z gestykulacją snajpera FC Barcelona, która nie przypadła do gustu młodszemu koledze. Kilka dni później liczyło się już jednak tylko to, by zaskoczyć Holandię. A ta sztuka powiodła się parze Lewandowski - Kamiński pod koniec pierwszej połowy.
Wszystko rozpoczęło się od przejęcia pod własnym polem karnym. Piłka trafiła pod nogi naszego dynamicznego skrzydłowego, który nie zamierzał już zwalniać i na pełnej prędkości wymienił podanie z kapitanem naszej kadry, który odwdzięczył mu się zakrawający, o boiskowy artyzm prostopadłym zagraniem.
Później wystarczyło już tylko nie dać się złapać Virgilowi van Dijkowi i na koniec pokonać bramkarza. A Jakub Kamiński zrobił to perfekcyjnie, zagrywając piłkę między nogami Barta Verbruggena.
Polska - Holandia. Robert Lewandowski o współpracy z Kamińskim. "Zawsze lubiłem..."
Jak wyglądała akcja bramkowa w oczach Roberta Lewandowskiego? Kapitan przedstawił jej kulisy ze swojej perspektywy tuż po meczu, nie kryjąc zadowolenia, ale mając i przy tym parę uwag do całej drużyny.
- Po przyjęciu, obróciłem się i zobaczyłem, że van Dijk zostawił dużo miejsca i zaczął biec w drugą stronę, a "Kamyk" zrobił super ruch. Zauważyłem, że nie mam co mu grać do nogi, tylko przy jego szybkości trzeba posłać prostopadłą piłkę, żeby został jeden na jeden z bramkarzem, który w dodatku był wysoko i cofał się. Sytuacja wyszła fajnie. Ale mieliśmy jeszcze jedną czy dwie sytuacje, gdy brakowało szybszego przyjęcia z wrzutką, żeby skuteczniej zaatakować - stwierdził snajper FC Barcelona.
Robert Lewandowski został zapytany także wprost o współpracę z Jakubem Kamińskim na przestrzeni całego spotkania (obaj zeszli z boiska tuż przed końcem w doliczonym czasie gry). I przyznał, że lubi grać u boku piłkarzy poruszających się właśnie tak, jak zawodnik grający obecnie w barwach FC Koln.
Zawsze uwielbiałem zawodników, którzy wybiegają na wolne przestrzenie. Wielokrotnie przyjmowałem piłkę, zastawiałem się i grałem komuś za plecy do przodu. W klubach mogłem to robić wręcz na pamięć. To dla napastnika zawsze duże ułatwienie. Bo gdy wie, że jego partner wbiega za linię defensywy, wtedy obrońca inaczej reaguje. Nie może atakować na sto procent. Ruchy "Kamyka" na wolne pole to coś, co ciągle próbuje, a to daje nam dużo swobody. I gdy podniesie się głowę do góry, można stworzyć sytuację taką, jak ta dzisiaj
Z PGE Narodowego - Tomasz Brożek











