Powoli zaczyna odnajdować się w nowych barwach Robert Lewandowski. Ten po transferze do Chicago Fire w pierwszych dwóch spotkaniach zupełnie nie przypominał siebie. Ani w meczu z Interem Miami, ani z New York City nie wpisał się na listę strzelców. Nie zaliczył również żadnej asysty.
Do przełomu doszło w ostatnim ligowym meczu przeciwko Charlotte. Tam 37-latek udowodnił swoją wartość i pokazał, że dalej umie strzelać piękne gole. Dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, dzięki czemu zapewnił swojemu zespołowi trzy punkty (2:1). Na kolejną okazję do trafień nie trzeba było długo czekać. W nocy z czwartku na piątek "Strażacy" rywalizowali z Necaxą w ramach Leagues Cup. Jednocześnie był to debiut Polaka w tych rozgrywkach. Spotkanie zaczął w podstawowym składzie.
Początek należał do rywali. Dość nieoczekiwanie dłużej utrzymywali się przy piłce i byli dokładniejsi. Fire natomiast sprawiało wrażenie zestresowanych. Było sporo chaosu, a także pojawiały się błędy w komunikacji. Co więcej, Necaxa miała swoje okazje na pierwszego gola. Swoich sił próbowali Agustin Oliveros, a także Emilio Rodriguez. Za każdym razem na linii dobrze interweniował Chris Brady.
W 13. minucie po raz pierwszy znać o sobie dał Lewandowski. Ten mógł wykorzystać doskonałą wrzutkę kolegi z zespołu, lecz jego uderzenie wolejem okazało się niecelne. Bez dwóch zdań była to wówczas najlepsza okazja na gola w tym meczu. Z czasem "Strażacy" przejmowali kontrolę nad meczem, lecz brakowało konkretów.
Do nich w końcu doszło. Tuż przed 30. minutą groźny strzał oddał Philip Zinckernagel. Ten był jednak w sam środek. Zespół z MLS nie przestawał atakować. I to przyniosło oczekiwany efekt. Z lewej strony podanie w pole karne posłał Puso Dithejane. Futbolówkę próbował opanować Lewandowski, jednakże był zbyt daleko. Na szczęście drużyny w odpowiednim miejscu pojawił się Jonathan Dean. Ten przyjął i "kropnął" na bliższy słupek. W ten sposób po 31. minutach gry Chicago Fire prowadziło 1:0.
Meksykańska ekipa po utracie gola znacznie przyśpieszyła grę. Brady musiał zachować czujność, bowiem piłka kilkukrotnie znajdowała się w jego polu karnym. Wszelkie próby zespołu z Liga MX były często zwyczajnie zbyt lekkie, by go zaskoczyć. Po pierwszej połowie tablica wyników wskazywała 1:0.
Necaxa atakowała, Lewandowski nagle zmieniony
Druga część spotkania mogła rozpocząć się "z wysokiego c". Przedstawiciel meksykańskiego futbolu miał świetną okazję, by doprowadzić do remisu. Wszystko za sprawą doskonale ustawionego Faravelliego. Ten po zgraniu jednego z kolegów mógł z najbliższej odległości wpakować piłkę do siatki. Uderzył jednak w sam środek, gdzie obecny był Brady. Po chwili ten sam gracz miał kolejną okazję. Jego strzał z okolic 11. metra zatrzymał się tylko na poprzeczce.
Zespół ze stanu Illinois mógł odpowiedzieć. I w roli głównej kolejny raz pojawił się Robert Lewandowski. Polak po podaniu prostopadłym Dithejane stanął niemal oko w oko z bramkarzem rywali. Niestety jego próba została zatrzymana. Co ciekawe, była to ostatnia okazja Polaka. Po 63. minutach opuścił murawę.
Chicago Fire nie zamierzało się zatrzymywać. W 70. minucie ofensywną szarżą popisał się Andrew Gutman. Defensor wbiegł w wolne pole i wykorzystał podanie Saletrosa. Zachowując zimną krew pewnie pokonał wybiegającego Luisa Jimeneza. Ekipa z MLS prowadziła już 2:0. W międzyczasie czerwoną kartkę za nadmierne dyskusje otrzymał Martin Varini - trener zespołu Necaxy.
Finalnie ekipa Gregga Berhaltera wygrała całe spotkanie 2:0, dzięki czemu zapisała na swoim koncie premierowe trzy punkty w fazie grupowej Leagues Cup. Następne spotkanie z udziałem zespołu odbędzie się w nocy z niedzieli na poniedziałek (9 na 10 sierpnia) o godz. 2:00. Rywalem Chicago Fire będzie Santos Laguna.

















