Drużyna Chicago Fire - delikatnie mówiąc - niemrawo weszła w rozgrywki MLS po mundialowej przerwie. Ale Leagues Cup? To już zupełnie inna historia. W dwóch pierwszych spotkaniach "Strażacy" zgarnęli komplet punktów, ogrywając najpierw Necaxę (2:0), a później także Santos Lagunę (3:1) przy bramkowym udziale Roberta Lewandowskiego.
W meczu z Cruz Azul kapitan reprezentacji Polski i jego klubowi koledzy stanęli przed szansą, by udanie zwieńczyć dotychczasowe starania, pieczętując swój awans do ćwierćfinału amerykańsko-kanadyjsko-meksykańskiego turnieju. Nasz rodak zresztą - bez niespodzianki - wybiegł w podstawowym składzie.
Mecz w teorii rozpoczął się po myśli Chicago Fire, ale to Meksykanie stworzyli sobie pierwszą dogodną okazję. Gdy Omar Campos posłał niebezpieczne zagranie wzdłuż bramki, wystarczyło, by Gabriel Fernandez lekko trącił piłkę. Ale nie zdołał tego zrobić. Skutku nie przyniósł także jego kapitalny strzał głową z 9. minuty, bo jeszcze lepszą interwencją popisał się stojący między słupkami ekipy z "Wietrznego Miasta" Chris Brady.
Co ciekawe, choć mecz był rozgrywany w Chicago, to ekipa Cruz Azul była jego formalnym gospodarzem, co dało się odczuć na trybunach. Podkreślali to także amerykańscy komentatorzy zaznaczając, że na stadionie zjawiła się mocna grupa zagorzałych fanów z Meksyku.
Na murawie tymczasem nie brakowało chwilami brudnej gry, czego efektem była żółta kartka, jaką w 17. minucie obejrzał Willer Ditta za faul na Robercie Lewandowskim, po którym Polak z grymasem bólu trzymał się za plecy. Po chwili jednak był bliski strzelenia gola głową, ale skiksował mimo niepewnego wyjścia bramkarza. Potem napędził jeszcze piętą atak "Strażaków" zakończoną zablokowanym uderzeniem Philipa Zinckernagela.
Więcej godnych odnotowania sytuacji w pierwszej połowie już nie było. Obie ekipy zeszły do szatni przy remisie 1:1 w strzałach celnych i bez bramek, co też premiowało każdą z drużyn awansem do dalszej fazy rozgrywek Leagues Cup.
Zapis relacji na żywo z meczu Cruz Azul - Chicago Fire:
Druga połowa mogła rozpocząć się od widowiskowej bramki Roberta Lewandowskiego. Mogła, bo arbiter uznał, że walczący o pozycję Polak faulował obrońcę. I choć trafił do siatki, jego trafienie nie zostało uznane.
Niejako w odpowiedzi po drugiej stronie boiska z dystansu huknął Agustin Palavecino. Siła się zgadzała, ale zabrakło precyzji i tak piłka wylądowała wprost w rękawicach bramkarza. Po chwili Argentyńczyk powinien zanotować asystę po kontrataku, w którym Cruz Azul zbudowało przewagę 3 na 1. Meksykanie jednak w spektakularny sposób zaprzepaścili swoją szansę.
Leagues Cup. Nieuznany gol Lewandowskiego. Chicago Fire w ćwierćfinale
W 65. minucie dało słyszeć się kolejny głośny zawód - tym razem ze strony sympatyków z "Wietrznego Miasta". Do chóru rozczarowań dołączył także sam Philip Zinckernagel który skiksował, stojąc tuż przed bramką, po czym padł na murawę, z niedowierzaniem łapiąc się za głowę.
Na swoje szczęście 31-latek zdołał się błyskawicznie zrehabilitować szczęśliwą - ale jednak - asystą przy bramce na 1:0, którą zdobył Puso Dithejane.
Po zmianie wyniku Robert Lewandowski i Philip Zinckernagel natychmiast opuścili plac gry, a zastąpili ich Maren Haile-Selassie oraz Robin Lod.
Wydawało się, że jedna bramka może przesądzić o wyniku meczu. Z tego poczucia wybił jednak wszystkich w 81. minucie Nicolas Ibanez, doprowadzając do wyrównania uderzeniem w górny róg bramki.
Remis oznaczałby serię rzutów karnych, na które można już było się szykować. Ale nie dopuścił do niej Puso Dithejane, kompletując dublet w trzeciej minucie doliczonego czasu gry uderzeniem z bliskiej odległości.
Chicago Fire z kompletem punktów awansowało do fazy pucharowej z pierwszego miejsca. Cruz Azul odpadło natomiast z dalszej rywalizacji.













