Godziny do meczu Barcelony, a tu takie wieści. Możliwy wielki przewrót u Lewandowskiego i spółki
FC Barcelona mierzyła się w niedzielę na wyjeździe z Betisem Sewilla. Podczas gdy Xavi Hernandez i jego podopieczni przygotowywali się do meczu, w mediach pojawiły się sensacyjne informacje o przybyciu do stolicy Katalonii… Jose Mourinho. Portugalski szkoleniowiec został dopiero co zwolniony z AS Roma, przez co hiszpańscy dziennikarze od razu zasugerowali, że 60-latek może zostać następcą krytykowanego coraz mocniej Xaviego. To oznaczałoby rewolucję w drużynie Roberta Lewandowskiego.

Xavi Hernandez nie ma ostatnio najlepszej prasy. Prowadzona przez niego FC Barcelona ma problemy w lidze, a w finale Superpucharu Hiszpanii została upokorzona przez Real Madryt, z którym przegrała aż 1:4. Wielu kibiców o niepowodzenia oskarża właśnie szkoleniowca, który ich zdaniem nie wykorzystuje potencjału kadrowego "Dumy Katalonii".
Tymczasem zarząd klubu deklaruje pełne poparcie dla trenera. Trudno jednak oszacować, jak długo Joan Laporta i jego współpracownicy będą wykazywać się cierpliwością wobec Xaviego. Bez wątpienia hiszpański szkoleniowiec musi wysłać przełożonym jasne sygnały, że wie, co zrobić, aby Barcelona wróciła na właściwe tory.
FC Barcelona: Jose Mourinho pojawił się na lotnisku w stolicy Katalonii
Nie brakuje bowiem chętnych do zastąpienia go na prestiżowym stanowisku trenera Katalończyków. W ostatnich dniach do giełdy nazwisk dopisano nazwisko Jose Mourinho. 60-letni Portugalczyk został zwolniony z AS Roma i obecnie jest bezrobotny. Jego agent postanowił podgrzać atmosferę, informując, że zgłosił kandydaturę swojego klienta jako potencjalnego szkoleniowca FC Barcelona.
W niedzielę oliwy do ognia dolał sam zainteresowany. Mourinho pojawił się bowiem na barcelońskim lotnisku, gdzie dopadli go lokalni dziennikarze.
Nagranie z terminala umieścił w mediach społecznościowych profil "El Chiringuito".
Mourinho starał się trzymać język za zębami. Powiedział jednak, że jego przyszłość pozostaje otwarta. Na pytanie o pracę w Barcelonie tylko się uśmiechnął.
Jakub Żelepień, Interia











