Furia w Barcelonie. Nagły telefon do UEFA. To wcale nie koniec
Tegoroczne ćwierćfinały Ligi Mistrzów przysporzyły mnóstwo emocji - nie tylko tych pozytywnych. Wściekłe są zwłaszcza obozy dwóch wyeliminowanych hiszpańskich gigantów - Realu Madryt i FC Barcelona, które nie mogą się pogodzić z niekorzystnymi dla siebie decyzjami sędziów. Prezes "Dumy Katalonii" Joan Laporta wykonał w tej sprawie nawet telefon do szefa UEFA - Aleksandra Ceferina. A jak się okazuje, to wcale nie był koniec.

Po rewanżowym starciu z Bayernem Monachium, eliminującym Real Madryt z UEFA Champions League, hiszpańskie media i eksperci są oburzeni pracą Slavko Vincicia - arbitra, który dał się we znaki Polakom przy okazji barażowego starcia z reprezentacją Szwecji. Tym razem Słoweniec podpadł Hiszpanom, zwłaszcza za sprawą wyrzucenia z boiska Eduardo Camavingi.
Swoje pretensje względem arbitrów ma także FC Barcelona, rozgoryczona decyzjami, jakie zapadały na jej niekorzyść w obu odsłonach niezwykle dramatycznego dwumeczu z Atletico Madryt. A w wyrażaniu swoich frustracji przodował nie kto inny, jak sam prezes Joan Laporta, który w niedawnych wyborach zapewnił sobie reelekcję na stanowisku.
Liga Mistrzów. Sędziowskie kontrowersje. Joan Laporta interweniuje w UEFA
Kataloński włodarz wprost odniósł się do głosów sugerujących, że to jego klub jest ferowany przez decyzję arbitrów, uderzając w osoby szerzące taką narrację.
- Są bezwstydni. Mówienie, że sędziowie faworyzują Barcelonę, jest bezwstydne. Wystarczy spojrzeć na ten mecz Ligi Mistrzów. To hańba i nikt w to nie wierzy - grzmiał Joan Laporta.
- To hańba - dodał, wyrażając swoje niezadowolenie z faktu odrzucenia skargi, jaką FC Barcelona skierowała do UEFA.
Na tym jednak miał nie poprzestać. A kulisy jego działań przedstawili dziennikarze "Mundo Deportivo".
Jak informuje tamtejsza redakcja, Joan Laporta "zadzwonił bezpośrednio do Aleksandra Ceferina, aby wyrazić swoje niezadowolenie". Wykorzystał tym samym dobre relacje, które łączą go obecnie z szefem UEFA. Uległy one poprawie, gdy klub nawiązał współpracę z europejską federacją, jednoznacznie odrzucając wizję Superligi.
I to jednak wcale nie był koniec działań sternika "Dumy Katalonii".
Oprócz rozmowy telefonicznej z prezesem UEFA Laporta podjął również działania bezpośrednio na Estadio Metropolitano. Prezes-elekt FC Barcelona wiedział bowiem, że są tam obecni Theodoros Theodoridis i Giorgio Marchetti, ponieważ widział ich przed meczem. Pierwszy z nich jest sekretarzem generalnym UEFA, a drugi jego zastępcą
- W przerwie meczu Laporta zwrócił się do nich i skarżył się nie tylko na decyzje Clementa Turpina w pierwszej połowie (w szczególności na nieodgwizdany rzut karny na Danim Olmo i faul Musso na Fermínie), ale także na decyzje Iztvana Kovacsa na stadionie Camp Nou (nieodgwizdany rzut karny za rękę Pubilla, wyrzucenie z boiska Cubarsiego, nieukarane faule Koke) - czytamy dalej.
Wściekłe skargi Joana Laporty w niczym mu już jednak nie pomogą. FC Barcelona musi uzbroić się w cierpliwość w oczekiwaniu na kolejny triumf w Lidze Mistrzów, który po raz ostatni święciła w kampanii 2014/15.












