Flick ma nosa, a "Lewy" - już 32. trofeum
Występ polskiego napastnika w finale Superpucharu Hiszpanii był przed El Clasico mniej pewny niż on sam w starciu z defensywą Realu Madryt. Hansi Flick przyznał przed meczem, że przeczuwa dobry występ Polaka - i się nie pomylił.

Spodziewałem się występu od pierwszej minuty Ferrana Torresa, który ostatnio nie strzelał, ale wydawało się, że wygrał rywalizację o miejsce w składzie z Lewandowskim, który w tym roku będzie świętował 38. urodziny. W mediach częściej niż o dobrych meczach Polaka, pisze się o potencjalnych klubach, do których może niebawem trafić. Przeważają egzotyczne kierunki, a Lewandowski niejako odpowiadając na taki stan rzeczy, po końcowym gwizdku stwierdził: "Jestem w dobrym momencie, jeszcze mogę grać na topowym poziomie!".
I pokazał, że może. Że chociaż nie wszedł nawet na minutę w półfinale, to już w tym roku zdobył bramkę w ważnym meczu - i to nie byle jaką, bo sprytną, nawet jeśli z pomocą w końcówce derbów Barcelony z Espanyolem przyszedł… brzuch.
Owszem, występ środkowego napastnika zawsze będzie postrzegany przez pryzmat gola. Dlatego gdy świetnie zrobił "mijankę", odpowiednio wyczuwając tempo wyjścia na prostopadłą piłkę od Pedriego, a później dobrze przyjął futbolówkę - a z tym nie zawsze jest bezproblemowo - i podciął ją tuż przed interweniującym Courtoius, odetchnąłem. Kamień z serca. Pięści przy klatce złączone. Zrobił swoje.
Ale to - oprócz tej bramkowej akcji, ociekającej klasą piłkarską - był naprawdę dobry mecz Lewego. Czasem już po chwili widać po dziewiątce Blaugrany, kiedy dobrze czuje się na boisku. Kiedy będzie celnie podawał, wygrywał pojedynki, nie będzie miał kłopotów z utrzymaniem się przy piłce, również na etapie jej przyjęcia. W tym finale można było odetchnąć już wtedy, gdy dobrze zgrywał głową, a na skrzydłach podaniami nieźle wypuszczał Yamala i Raphinię. Szybciej zdobywał pozycję w wyścigu na krótki słupek przy dośrodkowaniach.
Tylko pięć razy stracił piłkę - tyle samo co Ferran Torres, choć przecież grał od Hiszpana dwa razy dłużej. Dla porównania: Lamine Yamal zanotował 22 straty. Polak popracował też w obronie, co przecież nie jest priorytetem wśród jego boiskowych zadań. Szkoda, że trzykrotnie obrońcy Realu blokowali jego strzały - zwłaszcza ten tuż przed zmianą miał potencjał na zamienieniu się w dublet. I tak jednak nie mamy prawa na liczby RL9 narzekać.
Cztery bramki strzelone Realowi Madryt - to coś, z czego Robert Lewandowski zasłynął po raz pierwszy tak bardzo na całym świecie i w Superpucharze Hiszpanii, na raty, nawiązuje do tego spektakularnego osiągnięcia z półfinału Ligi Mistrzów. Polak pokonał bramkarza "Królewskich" w każdym z ostatnich czterech takich El Clasico: w 2023, 2024, 2025 i wreszcie 2026 roku.
A dokładając do tego pamiętny dublet na Santiago Bernabeu w lidze - i po jednym, niewspomnianym dotąd w tekście trafieniu i dla Borussii Dortmund, i dla Bayernu Monachium - mamy 12 bramek Lewandowskiego strzelonym klubowi, do którego dołączenia był kilkukrotnie blisko w trakcie swojej fenomenalnej kariery.
12 goli w 18 meczach z Realem Madryt. Kosmiczny bilans. Najlepszy pod tym względem jest oczywiście Leo Messi (26 goli), ale Argentyńczyk grał przeciwko Realowi aż 47 razy. Brzmi to niewiarygodnie, ale średnią gola na mecz w Klasykach "Lewy" ma lepszą do Messiego. Poza tym - żaden z piłkarzy w erze nowożytnego futbolu nie zdobył więcej. Griezmann i Suarez mają tyle samo. Polak pokonał bramkarza Los Blancos częściej niż Samuel Eto'o (11) czy David Villa (10). Rivaldo, Aubameyang, Morata, Raphinha - trafiali siedmiokrotnie.
Kosmos.
Mówimy przecież o jednym z największych klubów świata, który regularnie "kąsi" polski piłkarz.
Kiedyś to było - tak będziemy niedługo mówić o tym, co wciąż się dzieje dzięki Lewandowskiemu teraz.







![Terminarz zimowych igrzysk olimpijskich na dziś [14.02.2026, HARMONOGRAM]](https://i.iplsc.com/000LSTEEME5KGI7J-C401.webp)





