Flick dostał wiadomość. Tak rozstrzyga się przyszłość Lewandowskiego. Koniec złudzeń
FC Barcelona przegrała dwumecz z Atletico Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, a Robert Lewandowski nie odegrał w nim żadnej kluczowej roli. Polak na boisku spędził łącznie tylko 68 minut na 180. Jego rola w drużynie Hansiego Flicka w ostatnim czasie znów zmalała, co zbiegło się w czasie z wielkim przełamaniem innego napastnika Barcy. Rywalizacja z Atletico zdecydowanie przybliżyła odejście Polaka.

Przyszłość Roberta Lewandowskiego jest ważnym tematem w hiszpańskich mediach od dłuższego czasu. Ostateczna decyzja w tej sprawie ma zostać podjęta do końca kwietnia.
"Duma Katalonii" latem będzie chciała sprowadzić środkowego obrońcę i napastnika. Jeśli tak się stanie, jeden z piłkarzy grających na tej pozycji będzie musiał prawdopodobnie pożegnać się z klubem.
Będzie to albo Robert Lewandowski - albo Ferran Torres. Do niedawna obaj piłkarze znajdowali się w bardzo złej formie i wydawało się, że wybór wcale nie jest tak oczywisty.
Teraz jednak okoliczności się zmieniły. Robert Lewandowski w ostatnich dniach musiał pogodzić się z tym, że jego rola w drużynie Hansiego Flicka bardzo mocno osłabła.
W pierwszym meczu z Atletico Madryt Polak rozegrał tylko 45 minut. Został zmieniony już w przerwie. Mimo że w weekend w ogóle nie zagrał z Espanyolem, w rewanżu z Atletico na wyjeździe również nie znalazł się w podstawowym składzie. Na boisku pojawił się na ostatnie 23 minuty. I gdy już przebywał na murawie, zdołał oddać tylko jeden strzał na bramkę. Poza tym pozostał niewidoczny.
Waży się przyszłość Lewandowskiego. Odejście z Barcelony coraz bliżej?
W kontekście przyszłości Roberta Lewandowskiego był to bardzo ważny okres. Czas, w którym Polak nie został obdarzony zaufaniem przez Hansiego Flicka.
Co gorsza dla Polaka, zbiegło się to w czasie z wystrzałem formy Ferrana Torresa. Hiszpan strzelił dwa gole w derbach Barcelony z Espanyolem i dorzucił jedno trafienie z Atletico. W Madrycie był bardzo bliski zanotowania dwóch bramek, ale raz znalazł się na spalonym. Tym niemniej - jego wykończenie w tamtej sytuacji to była klasa światowa.
Ferran Torres nagle błysnął. Zapewnił Barcelonie dwa występy na poziomie napastnika, który jest transferowym marzeniem klubu, czyli Juliana Alvareza. Gdyby Torres grał tak na co dzień, Barcelona nie musiałaby "na wczoraj" kupować nowego napastnika, ponieważ posiadałaby w kadrze "prawdziwego kozaka" na tej pozycji. Wówczas mogłaby się skupić na wzmocnieniu obrony, czyli zdecydowanie najsłabiej obsadzonej formacji.
Dwa występy nie sprawią, że nagle wszyscy znów nabiorą się na Ferrana Torresa. Hiszpan musi podtrzymać tę formę. Dał jednak Hansiemu Flickowi jasny sygnał, że nadal ma drużynie wiele do zaoferowania.
Do tej pory jego główną przewagą była większa intensywność w pressingu, czyli bardzo ważnym elemencie systemu Hansiego Flicka. Teraz Hiszpan dołożył do tego jeszcze dobrą postawę w rozegraniu i znakomite wykończenie. Poza tym - jest młodszy i ma ważny kontrakt. To wystarczająco wiele argumentów, aby przypuszczać, że jego odejście z Barcelony na ten moment jest bardzo mało prawdopodobne.
Po tym dwumeczu o wiele więcej zaczęło wskazywać na to, że Robert Lewandowski ostatecznie opuści Barcelonę. Nie stanie się tak tylko wówczas, gdy klub uzna, że wymiana na pozycji napastnika nie jest konieczna, a sam Polak zgodzi się na drastyczną obniżkę swojej pensji. Biorąc jednak pod uwagę cały sezon w wykonaniu Lewandowskiego i Torresa, jest to mało realistyczny scenariusz. Po dwumeczu z Atletico Madryt zdecydowanie więcej zaczęło wskazywać na to, że Polak pożegna się z "Dumą Katalonii" po tym sezonie. Być może od tej decyzji będzie zależeć również jego przyszłość w reprezentacji Polski.











