Robert Lewandowski po naprawdę udanym, czteroletnim okresie gry dla FC Barcelona zdecydował się na poszukanie zupełnie nowych dla siebie wyzwań i pierwszy raz w karierze trafił do klubu spoza Europy.
W połowie lipca "Lewy" został zaprezentowany oficjalnie jako zawodnik Chicago Fire, a więc drużyny występującej na co dzień w Major League Soccer. Początki nie były jednak dla Polaka łatwe.
Należy zacząć od tego, że potencjalny debiut napastnika przeciwko Vancouver Whitecaps się nie odbył z powodu... trudnych warunków atmosferycznych wywołanych przez ogromne pożary w Kanadzie. Potyczkę przeniesiono o kilka miesięcy, a "RL9" ostatecznie przyodział nowe barwy po raz pierwszy przeciwko Interowi Miami.
Niestety zarówno ten mecz, jak i późniejsze starcie z New York City zakończyło się dla CF porażką. Lepszy czas "The Firemen" zaczął się od rywalizacji z Charlotte FC, którą nie tylko wygrali, ale i sam Lewandowski zdobył wówczas dublet. Potem dorzucił do tego jeszcze trafienie z Santos Laguna w Leagues Cup, więc można rzec, że były gwiazdor "Blaugrany" zaczyna się powoli rozkręcać w całkowicie nowym środowisku.
Wejście "Lewego" na najwyższe obroty będzie bez dwóch zdań niezwykle potrzebne dla Fire, które może osiągnąć pewien naprawdę wyczekiwany sukces, którego zespołowi brakowało przez blisko dwie dekady.
Stało się, zapadła klamka ws. możliwego następcy Lewandowskiego. "99 procent"
Chicago Fire chce przełamać nieciekawą passę. Lewandowski i spółka mogą dokonać przełomowego sukcesu
"Men in Red" są bowiem na naprawdę dobrej drodze, by po raz drugi z rzędu awansować do play-offów MLS. Po raz ostatni zawodnicy z "Wietrznego Miasta" grali w tej fazie sezonu rok po roku w latach... 2008 - 2009.
Wówczas zresztą była to część większej serii (pięć występów w p-o z rzędu od 2005 do 2009 r.), natomiast później nastały lata posuchy, a wyjątkami były tylko sezony 2012 i 2017.
W kampanii 2025 CF zajęło ósme miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej i po swoistym barażu z Orlando City ostatecznie odpadło z play-offów w pierwszej rundzie (porażka w dwóch meczach z Philadelphia Union). Teraz jednak Gregg Berhalter i jego podopieczni mają apetyty na znacznie więcej.
Wszystko to dlatego, że jak na razie po 18 rozegranych spotkaniach "Strażacy" zajmują trzecie miejsce w Eastern Conference. Do końca rozgrywek regularnych pozostało co prawda jeszcze sporo czasu (finisz nastąpi tu na początku listopada), ale jak na razie sytuacja wygląda dla ekipy Roberta Lewandowskiego naprawdę dobrze.
Kolejny mecz Chicago Fire już 20 sierpnia o 01.30 według czasu polskiego - a rywalem będzie w tym przypadku... Orlando City.













