Feta już gotowa. Lewandowski bohaterem Barcelony. Była 81. minuta
Mistrzowska feta wisi już w powietrzu, a zapewne jest już nawet gotowa. FC Barcelona pokonała w sobotnim meczu 34. kolejki La Liga Osasunę 2:1, choć przez długi czas biła głową w mur. Impas przerwał jednak w 81. minucie Robert Lewandowski, po którym do siatki trafiali jeszcze Ferran Torres oraz Raul Garcia. Zwycięstwo oznacza, że "Duma Katalonii" może już jutro zagwarantować sobie kolejny tytuł mistrza Hiszpanii. Teraz wszystko zależy od piłkarzy Realu Madryt.

Hansi Flick nie owijał w bawełnę, mówiąc o tym, że chce jak najszybciej zapewnić sobie tytuł mistrza Hiszpanii. Obronę tronu mógł dać Barcelonie już sobotni mecz z Osasuną. By tak się stało, musiał jednak zostać wygrany, a dodatkowy warunek - w postaci konieczności urwania w niedzielę punktów Realowi Madryt - leżał w gestii jej sąsiadów zza miedzy z ekipy Espanyolu.
Najpierw jednak swoje musieli zrobić sami podopieczni niemieckiego szkoleniowca, który posłał w bój od pierwszej minuty Roberta Lewandowskiego. A ten mógł odwdzięczyć się za tę szansę już w 10. minucie, po zgraniu Daniego Olmo. Polak huknął z kilkunastu metrów, aż miło, ale piłka przeleciała tuż nad okienkiem bramki Osasuny. 37-latek schował twarz w dłoniach, wiedząc, że był blisko trafienia, które z pewnością pretendowałoby do miana gola kolejki.
Tymczasem gospodarze nie zamierzali bezczynnie stać, patrząc na próby piłkarskich popisów w wykonaniu piłkarzy "Dumy Katalonii". I sami szukali swoich szans. Na pierwszy plan przy kolejnych atakach Osasuny wychodził raz za razem Ante Budimir, którego rolę w ekipie rywala podkreślał podczas piątkowej konferencji prasowej Hansi Flick. To właśnie Chorwat w początkowej fazie meczu mógł wywalczyć rzut karny, którego zresztą otwarcie się domagał, a później po jednym z jego zagrań interweniować musiał Joan Garcia, łapiąc wstrzeloną w pole karne piłkę.
Na pierwszy celny strzał Barcelony przyszło nam czekać do 22. minuty. Oddał go sprzed pola karnego - po krótko rozegranym rzucie rożnym - Roony Bardghji. Było to uderzenie silne, lecz nie na tyle, by zaskoczyć Sergio Herrerę z takiej odległości. Dlatego też hiszpański golkiper stanął na wysokości zadania.
Osasuna - Barcelona. Do przerwy bez bramek
W znacznie lepszym położeniu mógł znaleźć się w jednym z kolejnych ataków Osasuny wspomniany już Ante Budimir. Nie dość jednak, że nie poradził sobie z dostarczoną mu nad obrońcami piłką, to jeszcze został złapany na spalonym. W 36. minucie nie liczył już więc na wsparcie kolegów, a sam ruszył w szalony rajd rozpoczęty na wysokości linii środkowej boiska, a zakończony strzałem z pola karnego Barcelony. Na nieszczęście 34-latka piłka nie trafiła jednak do siatki, a w słupek.
Ta sytuacja, podobnie jak próba Budimira sprzed "szesnastki" w następnej akcji, stanowiła sygnał ostrzegawczy dla Barcelony, która wprawdzie optycznie przeważała, ale nie byłą tak konkretna, jak Osasuna w swoich pojedynczych wypadach. W grze "Dumy Katalonii" brakowało elementów zaskoczenia. A gdy już Joao Cancelo był w stanie w niesztampowy sposób dostarczyć piłkę w pole karne do Fermina Lopeza, ten nie zdołał skorzystać z tego w wymierny sposób. I tak dość rozczarowująca - przynajmniej dla gości - pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem.
Na początku drugiej odsłony kibice gospodarzy po raz pierwszy mogli poważnie zadrżeć w obawie przed stratą gola. Dani Olmo doszedł bowiem do sytuacji strzeleckiej, stojąc kilka metrów od bramki. To jednak nie wystarczyło, by pokonać bramkarza, bo na jego drodze stanął jeszcze Alejandro Catena, bohatersko przyjmując piłkę na własne ciało.
W pierwszym kwadransie po zmianie stron aktywny w ataku był Robert Lewandowski. Raz zagrał piętą, raz walczył o możliwość uderzenia głową, a raz przy próbie minięcia linii obrony został brutalnie - choć zdaniem sędziego zgodnie z przepisami - sprowadzony do parteru. Te próby nie przełożyły się jednak na realne zagrożenie, co można powiedzieć też o postawie całej Barcelony.
Tymczasem Osasuna wciąż nie rezygnowała z walki o swoje szanse, czego efektem był kontratak z 69. minuty zakończony dryblingiem i celnym strzałem Rubena Garcii. Gdyby piłka powędrowała nieco bliżej słupka, Joan Garcia mógłby być w tarapatach. A tak, zdołał sparować futbolówkę.
Lewandowski znów trafia. Polak bohaterem FC Barcelona. Tytuł o krok
Wobec problemów z konstrukcją groźnych ataków pozycyjnych piłkarze Barcelony często uciekali się do dośrodkowań. Te jednak - delikatnie mówiąc - były dalekie od ideałów. W końcu jednak w 81. minucie Marcus Rashford zdołał dograć piłkę wprost na głowę Roberta Lewandowskiego. A ten zrobił swoje, z zimną krwią pokonując Sergio Herrerę.
Było to 13. trafienie Polaka w tym sezonie La Liga. Trafienie być może kluczowe, bo niewykluczone, że pomoże ono pieczętować tytuł mistrza Hiszpanii już w tej kolejce. Wszystko zależy jednak teraz już tylko od piłkarzy Realu Madryt oraz Espanyolu.
Bramka "Lewego" nie była jednak ostatnim akcentem tego spotkania, bo potem padły jeszcze kolejne bramki. W 86. minucie prowadzenie Barcelony podwyższył Ferran Torres, a po dwóch minutach o bramkę kontaktową postarali się jeszcze gospodarze. Nadzieję na choćby jeden punkt dał miejscowym fanom Raul Garcia, głową pokonując Joana Garcię.
Na więcej piłkarzy Osasuny nie było już jednak stać. Po nerwowej końcówce podopieczni trenera Hansiego Flicka mogli dopisać do swojego konta kolejne trzy punkty i rozpocząć planowanie mistrzowskiej fety. Jeśli nie dojdzie do niej już teraz, kolejna szansa nadarzy się już za tydzień. A okazja ku temu będzie wyśmienita, bo w przyszłą niedzielę czeka nas piłkarska uczta przy "El Clasico", czyli starciu Barcelony z Realem Madryt.












