Co stało się w szatni? Polacy ujawniają ws. Lewandowskiego. "Była cisza"
Porażka z reprezentacją Szwecji okazała się bolesna z dwóch powodów. Nie tylko przekreśliła nasze nadzieje związana z awansem na mundial, ale i sprawiła, że pod znakiem zapytania stanęła dalsza przyszłość w barwach narodowych naszego kapitana - Roberta Lewandowskiego. Czy po meczu w szatni z jego ust padła jakakolwiek deklaracja? Głos w tej sprawie zabrali piłkarze, ujawniając kulisy scen, jakie rozegrały się po meczu w Solnie.

Niestety, mistrzostwa świata A.D. 2026 odbędą się bez udziału reprezentacji Polski. Nasze szanse na występ na imprezie rozgrywanej w Meksyku, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych przekreśliła wtorkowa porażka ze Szwecją w Solnie. Szwedzi trzykrotnie wychodzili w nim na prowadzenie. Dwa razy zdołaliśmy doprowadzić do wyrównania, ale na trzecią odpowiedź w naszym wykonaniu zabrakło już czasu.
Porażkę w sposób szczególny przeżywał kapitan "Biało-Czerwonych" Robert Lewandowski, który jako pierwszy ruszył w stronę polskich kibiców, dziękując im za wsparcie, najdłużej stał przy ich sektorze i jako ostatni opuścił murawę, wyraźnie rozemocjonowany tym, co właśnie się stało.
Już samo to wyglądało jak potencjalne pożegnanie z reprezentacją Polski. A gdy potem 37-latek opublikował jeszcze w sieci post okraszony słynnym utworem Andrei Bocelliego "Time to say goodbye", lawina domysłów ruszyła na dobre.
Szwecja - Polska. Co działo się w szatni? Piłkarze ujawniają
Sam "Lewy" odniósł się potem do sprawy przed kamerami TVP Sport, tonując nastroje. - To nie była żadna deklaracja. Po takim meczu ciężko cokolwiek powiedzieć, bo nie wiem, czy słowa, które chce powiedzieć będą pasowały do tego, co czujemy. Futbol bywa brutalny. Możesz grać dobrze, a na końcu zostajesz z niczym - przekazał najskuteczniejszy napastnik w historii naszej kadry.
Żadna decyzja nie została ogłoszona przez Roberta Lewandowskiego także w szatni, gdy barażowy pył porażki zaczął powoli opadać. Przytłaczające sceny zza kulis relacjonowała w rozmowie z polskimi dziennikarzami część naszych kadrowiczów.
Była cisza. Każdy z nas zdawał sobie z tego sprawę, że dziś na boisku robiliśmy wszystko, żeby ten mecz wygrać. Zadecydowały na pewno jakość, błędy indywidualne, szczęście. Szkoda, bo uważam, że gdybyśmy doprowadzili do dogrywki, to byśmy ten mecz wygrali
Wspomnianą ciszę przerwać mieli tylko trener Jan Urban oraz prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej - Cezary Kulesza.
- Co trener mógł powiedzieć. Że trzeba patrzeć przed siebie, że trzeba podnieść głowy, wracać do klubów, zrobić swoją robotę do końca sezonu. I to nam tak naprawdę pozostało po tym wszystkim - przekazał zawodnik FC Koln.
Podobnie pomeczowe sceny z szatni zapamiętał także Bartosz Bereszyński.
Nie działo się nic specjalnego. Bardziej prezes przemówił, czy poinformował o swojej decyzji o przedłużeniu kontraktu z trenerem. Była raczej cisza. Nie ma co ukrywać, że takie mecze bolą. Że takie porażki bolą. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że dzisiaj pewnie znaczna część straciła swoje szanse na ostatni mundial w karierze. Po takim meczu jest duży niedosyt, ale główna emocja to smutek i poczucie, że to mogło skończyć się inaczej
Zaznaczył przy tym, że sam na ten moment czuje się na tyle dobrze, by wciąż kontynuować swoją reprezentacyjną karierę.
O ewentualne deklaracje Roberta Lewandowskiego, Kamila Grosickiego i Bartosza Bereszyńskiego dotyczące końca kariery reprezentacyjnej zapytany został wprost także Piotr Zieliński.
- Nie, nie. Żadna deklaracja nie padła. My się cieszymy, że są z nami. Ich doświadczenie i jakość piłkarska bardzo dużo nam daje, czy to w przypadku Lewego czy Grosika. Bereś jest troszkę młodszy od nich, więc nie wiem, czemu wplątany jest zawsze w to kończenie. Ma 33 lata, więc ma tam jeszcze trochę grania przed sobą. Ja się cieszę, bo razem rozpoczynaliśmy karierę reprezentacyjną i wiem, ile on daje reprezentacji. Nie pamiętam też słabszego meczu w jego wykonaniu. Zawsze był tym zawodnikiem, który trzymał poziom i dużo dawał. Liczę na to, że nie będzie radykalnych zmian, bo ta reprezentacja fajnie grała dzisiaj i dobrze to wygląda za trenera Urbana - ogłosił.
I Jan Bednarek potwierdził, że Robert Lewandowski nie zabrał głosu w szatni, lecz tego wieczoru było to - jego zdaniem - zupełnie niepotrzebne.
- Przemawiał prezes, przemawiał trener. Wydaje mi się, że Lewy nie musiał nic dodawać. Wszystko zostało powiedziane. Na pewno był smutny i rozczarowany, jak my wszyscy. Bo wiemy, że dla nas wszystkich był to ważny mecz. Bardzo nam na tym zależało. Ale to piłka nożna. Niestety, ktoś musi wygrać, ktoś przegrać. A dzisiaj to my wracamy do domu smutni. Teraz trzeba się zreflektować, naprawić to, co nie działało najlepiej i mam nadzieję, że ta reprezentacja będzie tak rosła, jak do tej pory.










