Reklama

Reklama

Cezary Kucharski: Jestem niewinny, nigdy nikogo nie szantażowałem

Cezary Kucharski udzielił pierwszego wywiadu od momentu zatrzymania go przez policę i postawienia mu prokuratorskich zarzutów. Zapewnia, że jest niewinny i nigdy nie posunął się do szantażu wobec Roberta Lewandowskiego.

Kucharski zdecydował się na rozmowę z "Pulsem Biznesu". Jak można było się spodziewać, zaprzecza zarzutom o szantaż, którego ofiarą stać się miał Lewandowski. Kwestionuje też profesjonalizm działania prowadzącej sprawę prokuratury. Konsekwentnie podtrzymuje tym samym wyjaśnienia, których udzielił podczas pierwszego przesłuchania - krótko po wtorkowym zatrzymaniu.

- Nieco po szóstej rano zapukali funkcjonariusze policji, było ich aż sześcioro - relacjonuje Kucharski. - Od razu wręczyli mi do podpisania jakieś dokumenty. Poprosiłem, żebyśmy poczekali na przyjazd adwokata. Funkcjonariusze byli profesjonalni i sympatyczni. W czasie tych kilku godzin nawet o piłce trochę pogadaliśmy.

Reklama

Śledczych interesował jednak przede wszystkim charakter relacji między Kucharskim a Lewandowskim na przestrzeni ostatniego roku. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że 48-letni obecnie menedżer szantażował piłkarza, domagając się od niego 20 mln euro. W zamian oferował milczenie w sprawie rzekomych oszustw podatkowych, jakich kapitan reprezentacji Polski miał się dopuszczać na szkodę niemieckiego fiskusa.

Kucharski noc spędził w areszcie. W środę usłyszał prokuratorskie zarzuty i wyszedł na wolność. Musiał jednak wpłacić milion euro poręczenia majątkowego. Odebrano mu paszport. Ma również zakaz kontaktowania się z Lewandowskim oraz jego małżonką.      

Tego samego dnia w Internecie pojawiło się nagranie, na którym słychać rozmowę Kucharskiego z Lewandowskim prowadzoną podczas spotkania w restauracji. Opublikowany materiał zdaje się potwierdzać wersję organów ścigania. Z toczonego dialogu wynika, że rzeczywiście doszło do szantażu.

Kucharski konsekwentnie jednak twierdzi, że opublikowany fragment wyrwano z kontekstu. Jego zdaniem chodziło wyłącznie o rozliczenia między nim a Lewandowskim. A kwota, która pada w nagraniu - 20 mln euro - pojawiała się już wcześniej w wypracowywanym od 2017 roku porozumieniu między stronami. Mieli o niej wiedzieć pełnomocnicy piłkarza.

Czy faktycznie tak było, oceni sąd. Tymczasem prawnicy menedżera kwestionują nie tylko winę swojego klienta, ale również zasadność jego zatrzymania oraz wysokość poręczenia majątkowego.

- Nie rozumiem, dlaczego zostałem zatrzymany. Po pierwsze - jestem niewinny, nigdy nikogo nie szantażowałem. Po drugie - za zarzuty, które mi postawiono, grozi grzywna, ograniczenie wolności lub pozbawienie wolności do lat trzech. Moi adwokaci twierdzą jednak, że do więzienia trafia tylko niewielki odsetek oskarżonych, a zdecydowana większość dostaje grzywnę. Gdybym został wezwany do prokuratury, oczywiście bym się stawił. Nie trzeba było robić tego teatru, najazdu na dom i biuro - tłumaczy Kucharski.

Sprawa ma charakter wybitnie rozwojowy. Niewykluczone, że zarzuty usłyszy również dziennikarz niemieckiego magazynu "Der Spiegel". Niektóre okoliczności ujawnionych do tej pory zdarzeń wskazują, że mógł on brać świadomy udział w próbie wymuszenia pieniędzy od napastnika Bayernu Monachium.

"Der Spiegel" jako pierwszy poinformował o rzekomo zaległych rozliczeniach piłkarza z niemieckim fiskusem. Miał to być efekt działania podjętego z premedytacją i obliczonego na ominięcie obowiązujących przepisów podatkowych, czemu służby prasowe zawodnika w oficjalnym komunikacie zaprzeczyły. Jeśli medialne rewelacje znajdą potwierdzenie w rzeczywistości, przed wymiarem sprawiedliwości stanie również sam Lewandowski.   

UKi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje