Burza, a potem nagła decyzja Lewandowskiego. Bezlitosny werdykt. Ogłaszają publicznie ws. kapitana
Robert Lewandowski i opaska kapitańska reprezentacji Polski - to "związek", który przetrwał już dwie burze. Jedna z nich miała miejsce już na samym początku, gdy obecny snajper FC Barcelony przejmował zaszczytną funkcję po Jakubie Błaszczykowskim. A wówczas podjął decyzję, która wprowadzała zmiany w polskiej szatni. Szczegóły sprawy ujawniła książka Sebastiana Staszewskiego "Lewandowski. Prawdziwy". Na jej kartach nie brakuje także bezlitosnej krytyki wymierzonej w Lewandowskiego jako kapitana przez jego kolegów z szatni. I to pod nazwiskiem.

Robert Lewandowski dumnie dzierży miano kapitana reprezentacji Polski od 2014 roku aż do teraz, z przerwą na ubiegłoroczną "wojenkę" z byłym już selekcjonerem Michałem Probierzem, który postanowił zerwać opaskę z jego ramienia, podając ją na srebrnej tacy Piotrowi Zielińskiemu.
Tamta sytuacja wywołała wielką burzę, wyrastającą do miana ogólnokrajowej afery, która ostatecznie zakończyła się dymisją trenera.
Ogromne zamieszanie wywołały jednak także okoliczności, w których to sam Robert Lewandowski przejmował schedę po Jakubie Błaszczykowskim. Nie dość, że nasz wybitny skrzydłowy utrzymywał napięte stosunki ze swoim następcą, to jeszcze niesmak wywołał u niego sposób, w jaki dowiedział się o decyzji Adama Nawałki. A ta była dla niego wielce bolesna.
Lewandowski jako kapitan reprezentacji? Mocne głosy krytyki z szatni
Robert Lewandowski nie był wówczas - delikatnie rzecz ujmując - postacią wielce lubianą prywatnie w szatni reprezentacji Polski. Ale wpadł na pomysł, który miał zjednać mu zwolenników, a przy tym pobudzić pozostałych reprezentantów do współdźwigania odpowiedzialności za wynik. Opisał to na kartach biografii naszego snajpera "Lewandowski. Prawdziwy" jej autor Sebastian Staszewski.
Kapitan wymyślił także, aby krótkie motywacyjne przemowy przed meczami wygłaszali również inni piłkarze. Chciał, aby poczuli się częścią zespołu i nie bali się odpowiedzialności
I dodał: - Sam Lewandowski mówcą jest kiepskim. Nie ma mocnego głosu, a w niektórych momentach brzmi nieco piskliwie. Analizując jego wywiady, można dojść do wniosku, że wiele wypowiadanych przez niego zdań jest niegramatycznych i nieskładnych. Brakuje im również rytmu i tonacji.
Właśnie dlatego koncepcja Roberta Lewandowskiego mogła okazać się niezwykle trafiona. Zwłaszcza, że jego zdolności oratorskie bezlitośnie skrytykowali - i to pod nazwiskiem - we wspomnianej książce jego koledzy z szatni, porównując "Lewego" do innych wybitnych postaci, które się przez nią przewinęły.
- W tym, co mówił, nie było odpowiedniej energii. Czuło się różnicę, jak przekazywał coś Robert, a na przykład Boruc albo Błaszczykowski - stwierdził Bartosz Kapustka.
Kuba miał znacznie więcej typowo kapitańskich cech. Odnosiłem wrażenie, że dla niego najważniejsza była drużyna, a dla Roberta podobny priorytet, co zespół, miały jego indywidualne osiągnięcia. To dało się wyczuć, ale i usłyszeć
To jedna z historii, która pozwala zajrzeć za kulisy reprezentacji Polski i poznać prywatne zdanie jej przedstawicieli, co może stanowić nie lada gratkę dla kibiców. Zazwyczaj bowiem zawodnicy skrywają swoje myśli za PR-owym przekazem. A tym razem nie bali się otwarcie skrytykować kapitana, z którym przecież mogą jeszcze w najbliższym czasie (w przypadku Arkadiusza Milika po rozwiązaniu problemów zdrowotnych) spotkać się na zgrupowaniu reprezentacji Polski.
Bartosz Kapustka miał już zresztą taką okazję przy okazji listopadowych meczów z Holandią i Maltą, rozegranych już po premierze książki "Lewandowski. Prawdziwy".












