Bolesne 7:0. Lewandowski podwyższył "wynik". A to już niepokojące
Strzelając gola w meczu Polska - Albania Robert Lewandowski nie tylko pomógł naszej reprezentacji odwrócić losy spotkania, przedłużając nadzieję na mundial, ale i pokazał, jak wielkie jest uzależnienie naszej kadry od swojego kapitana. 37-latek wyszedł na prowadzenie 7:0 w "pojedynku" z pozostałymi napastnikami. A to już niepokojące. Cofamy się do stanu, który miał odejść w zapomnienie w okresie po Euro 2024. A tymczasem - być może - jest coraz gorzej.

10 czerwca 2024 roku, Warszawa. To miał być tylko niewinny sparing przed Euro 2024, zresztą ostatni przed wyjazdem do Niemiec. Zakończył się jednak fatalnie. Bo choć prowadzona wówczas przez trenera Michała Probierza kadra pokonała Turcję 2:1, wzbudzając entuzjazm, kontuzji nabawił się Robert Lewandowski.
Szybko stało się jasne, że kapitan nie pomoże w wymierny sposób naszej kadrze na mistrzostwach, przynajmniej w dwóch pierwszych meczach. I choć sprawa była poważna, nie było to raczej rozpaczliwe bicie na alarm, a próba szukania odpowiednich alternatyw.
Dało się bowiem wyczuć, że nasza kadra jest w stanie poradzić sobie i walczyć bez Roberta Lewandowskiego. Oczywiście, wciąż była to olbrzymia wyrwa, która jednak nie łamała całkiem polskiego zespołu, a robiła tylko miejsce dla innych.
Te nastroje dodatkowo podtrzymał mecz z Holandią, w którym Adam Buksa strzelił po rzucie rożnym gola na 1:0, a "Biało-Czerwoni" byli chwaleni za brawurową i chwilami bardzo sprawną grę z piłką przy nodze. Wydawało się, że na niemieckich boiskach rodził się nowy zespół. Zespół, który nie będzie już uzależniony od Roberta Lewandowskiego. Zespół, który wciąż będzie liczył na swojego kapitana, lecz będzie odporny na jego brak. Kolejne - niespełna - dwa lata brutalnie zweryfikowały jednak tę tezę. A bez "Lewego" Polska nie byłaby już w grze o Euro.
Reprezentacja Polski. Nie ma Lewandowskiego, jest problem. Kapitan wciąż zbawienny
Wyciągając bramki i asysty Roberta Lewandowskiego ani nie ogralibyśmy Finlandii w Warszawie, ani nie zremisowalibyśmy na PGE Narodowym z Holandią, ani nie pokonalibyśmy Malty w delegacji, ani nie ruszylibyśmy w zwycięską pogoń za Albanią w miniony czwartek. Uzależnienie od kapitana w pełnej krasie.
W sześciu meczach rozegranych pod wodzą trenera Jana Urbana Robert Lewandowski strzelił 4 gole i zanotował 3 asysty. Jak na jego tle poradziły sobie nasze trzy nominalne "dziewiątki" - Krzysztof Piątek, Adam Buksa oraz Karol Świderski? Wszyscy trzej zanotowali łącznie... okrągłe 0 bramek i tyle samo ostatnich podań. Starszy kolega bije ich więc na głowę 7:0, choć rozegrali razem 280 minut, co przy 492 minutach "Lewego" może i nie robi wrażenia, ale predestynuje ich do choćby zaznaczenia swojej boiskowej obecności.
- Czy polskiemu futbolowi grozi w niedalekiej przyszłości brak napastników gotowych do gry w reprezentacji? - został zapytany Jan Urban przez PAP jeszcze w październiku.
Obym się mylił, ale na dziś - na pewno. Mam nadzieję, że w przyszłości pokażą się młodzi, utalentowani zawodnicy, bo na teraz faktycznie tak jest, że nie ma po prostu większego wyboru
A jego słowa pozostają aktualne także dzisiaj.
I trudno nie pomyśleć sobie, że świetna jest dla nas wysoka forma Roberta Lewandowskiego i to, że wciąż go mamy. Ale i przykre jest to, że wciąż MUSIMY go mieć.












