Barcelona nie dowierza. Komunikat tuż po meczu. Padł zarzut
Nie tak środowe święto futbolu na Camp Nou wyobrażał sobie obóz FC Barcelona. Po pierwszej odsłonie dwumeczu to Atletico Madryt jest znacznie bliżej awansu do półfinału Ligi Mistrzów po zwycięstwie 2:0 na terenie rywala. "Duma Katalonii" jest zniesmaczona nie tylko samym wynikiem spotkania, ale też jego przebiegiem i tym, co wydarzyło się na murawie. A wyraz temu dała w jednoznaczny sposób w pomeczowej publikacji na swojej oficjalnej stronie internetowej.

- Surowa sprawiedliwość - w takich słowach oficjalny portal FC Barcelona podsumował wynik wczorajszej batalii z Atletico Madryt. Nie oznacza to jednak, że kataloński klub uznaje końcowy rezultat za adekwatny. - Dziesięcioosobowy zespół Blaugrany zasłużył na więcej, ale bramki Alvareza i Sorlotha stawiają go przed niezwykle trudnym zadaniem w rewanżowym meczu - czytamy dalej. W podsumowaniu padły także słowa o "najbardziej okrutnym rezultacie".
"Duma Katalonii" całkowicie słusznie uznała za punkt zwrotny moment faulu Pau Cubarsiego na Giuliano Simeone. Nie dość bowiem, że jej stoper wyleciał po nim z boiska, to na dodatek Julian Alvarez zdobył dzięki temu cudowną bramkę z rzutu wolnego.
- Cios był szczególnie dotkliwy, biorąc pod uwagę dominację Barcelony w poprzednich 30 minutach - podkreśla "Barca".
Liga Mistrzów. FC Barcelona reaguje na porażkę z Atletico Madryt
Gospodarze nie pozostawili także bez reakcji sytuacji z 54. minuty, gdy Marc Pubill zatrzymał ręką piłkę wprowadzoną wcześniej - jak mogło się wydawać - do gry przez bramkarza Juana Musso. Publiczność na Camp Nou swoimi reakcjami natychmiast domagała się rzutu karnego w tej sytuacji, a pełne kontrowersji dyskusje trwają także już po meczu.
Do sprawy odniósł się także oficjalny portal Barcelony, a słowa na nim zamieszczone, brzmią jak zarzut.
Gdy najbardziej kuriozalna ręka z możliwych mogła skutkować rzutem karnym dla Barcelony, sędzia wolał odwrócić wzrok
Odgwizdania "jedenastki" w tamtej sytuacji domagało się zresztą już po meczu wprost wielu przedstawicieli szatni Barcelony. Jednym z nich był Gerard Martin.
- W tej akcji bramkarz kładzie piłkę i zagrywa ją. Piłka jest w grze. Oczywiście, zawodnik zatrzymuje ją ręką. Sędzia na bieżąco może tego nie widzieć, bo to trochę głupie zagranie, ale VAR musi to zobaczyć. Piłka jest w grze, a on zatrzymuje ją ręką - wyzłośliwiał się obrońca "Dumy Katalonii".
Mimo bolesnej porażki i wiszących nad nią kontrowersji FC Barcelona wprost ogłasza jednak, że jej wiara w końcowy sukces pozostaje niezachwiana. Podopiecznych trenera Hanseigo Flicka czeka jednak ogromne wyzwanie na Estadio Metropolitano. Ten mecz zostanie rozegrany już w przyszły wtorek.












