Reklama

Reklama

Barcelona nie chce wojny z Bayernem. Transfer Lewandowskiego jest za drogi?

"60 mln euro, których żąda Bayern za Roberta Lewandowskiego odstrasza Barcelonę" - napisał kataloński dziennik "Sport" przypominając, że to cena z kosmosu, biorąc pod uwagę, że Polak w sierpniu skończy 34 lata, a do końca kontraktu w Monachium zostało mu zaledwie 12 miesięcy.

Barcelona sprzedała właśnie 10 proc. praw telewizyjnych z meczów ligowych na okres 25 lat. Fundusz Sixth Street zapłacił za to 200 mln euro, ale te pieniądze pokryją straty klubu w obecnym sezonie. Po dwóch latach życia ponad stan i generowania deficytu, klub z Katalonii musi wykazać, że ekonomicznie wychodzi na prostą. Wtedy będzie mógł dokonywać transferów w letnim oknie. Na nie szefowie Barcy dopiero mają zdobyć pieniądze sprzedając kolejne aktywa - na przykład udziały w sieci sklepów firmowych.

Lewandowski numerem 1 na liście Barcelony

Lista życzeń Barcelony jest tego lata długa. Otwiera ją Robert Lewandowski. Są jednak na niej także: Andreas ChristensenFranck KessieCesar Azpilicueta i Marcos Alonso, którzy, co prawda, przyjdą na Camp Nou za darmo, ale klub musi znaleźć pieniądze na ich pensje. Marzeniem prezesa Joana Laporty jest stoper Jules Kounde z Sevilli, za którego Barcelona będzie musiała zapłacić minimum 60 mln euro. Francuz ma 23 lata i na długo może być liderem defensywy Katalończyków.

Reklama

Numerem 1 dla trenera Xaviego Hernandeza jest jednak Lewandowski. Pisze o tym "Sport", potwierdzają to inne media hiszpańskie. Prezes Laporta ma bardzo dobre kontakty z agentem Polaka Pinim Zahavim, problem polega na tym, że Zahaviego nie znoszą w Monachium za to, że przed rokiem zabrał im i przeniósł za darmo do Realu Madryt Austriaka Davida Alabę.

"Barcelona jest wdzięczna Lewandowskiemu za determinację wykazaną przy transferze" - podkreśla "Sport". Polak jasno powiedział, że okres gry dla Bayernu uważa za zakończony. "Lewandowski zawierzył Laporcie, związał swoją przyszłość z Camp Nou, ale zaczyna się niepokoić, czy Barcelona zdąży załatwić transfer, czyli dogadać się z Bayernem przed 12 lipca, gdy Bawarczycy rozpoczną okres przygotowawczy do kolejnego sezonu" - pisze "Sport".

Barcelona nie chce iść na wojnę z Bayernem

Lewandowski nie chce już wracać do Monachium. Jeśli jednak tego nie zrobi, i wbrew woli szefów Bayernu nie stawi się w klubie 12 lipca, będzie to wyglądało na strajk i eskalację zimnej wojny. "Sport" podkreśla, że Barcelona nie chce iść na otwarty konflikt z Bayernem. Więcej na tym straci niż zyska. Laporta wie, że szefowie bawarskiego klubu to ludzie twardzi i nieprzejednani, jeśli nie rozmawia się z nimi grzecznie i po dobroci. Tak właśnie Barca chce rozmawiać z Bawarczykami. Chodzi o porozumienie, a nie eskalację konfliktu.

Barcelona ma zamiar przekonać Bayern, zapłacić za transfer, ale kwota 60 mln euro za 34-letniego gracza, nawet z najwyższej półki, jest dla klubu z Camp Nou nie do przyjęcia. Przecież oprócz tych 60 mln Barcelona wyda dwa razy tyle na trzyletni kontrakt Polaka. "Wtedy Lewandowski okaże się naprawdę ekstremalnie drogi" - pisze "Sport".

Drogą wyjścia są spokojne, grzeczne i rzeczowe negocjacje z Bayernem, by obniżył cenę do 40 mln euro. To Bawarczycy są wciąż pracodawcą Polaka. Laporta chce to uszanować. Lewandowski z kolei nie ma zamiaru tkwić w tej niezręcznej sytuacji do końca sierpnia, gdy zamknie się okno transferowe. Potrzebny jest spokój i pośpiech. Czy to uda się Barcelonie pogodzić?

ZOBACZ TEŻ:

Barcelona obiecała Lewandowskiemu, że złoży kolejną ofertę Bayernowi

Niepewny transfer Lewandowskiego. Barcelona musi najpierw załatać dziurę w budżecie

Nieoczywisty kandydat na zastąpienie Lewandowskiego w Bayernie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL