Reklama

Reklama

Andrzej Szarmach: Robert Lewandowski w słabszej lidze tyle by nie strzelał

Wyczyny strzeleckie Roberta Lewandowskiego robią gigantyczne wrażenie na całym świecie. Głos na ich temat zabrał znakomity przed laty reprezentant Polski, Andrzej Szarmach.

"Lewy", który lada dzień powróci na murawę po kontuzji, jakiej nabawił się w meczu reprezentacji Polski przeciwko Andorze wciąż ma szanse na poprawienie strzeleckiego rekordu wszech czasów Bundesligi autorstwa Gerda Muellera. Aby to zrobić, musi strzelić w sezonie łącznie 41 goli (40, by wyrównać wynik "Bombera"). Prosty rachunek pokazuje zatem, że będzie potrzebować w pozostałych do zakończenia sezonu, czterech spotkaniach sześciu bramek.

Co ciekawe, Szarmach, który udzielił wywiadu "Przeglądowi Sportowemu" nie uważa, by Polak był aktualnie najlepszym zawodnikiem świata. - Wolę mówić, że jest jednym z najlepszych - podkreśłił.

Sceptycyzm byłego kadrowicza widać też w dalszej części rozmowy. Otóż uważa on, że swoją skuteczność Lewandowski zawdzięcza również temu, że... gra w wielkim klubie, a cała drużyna "ustawiona jest pod niego". - Paradoksalnie w innym, słabszym klubie tylu goli by nie strzelał. Nawet w polskiej lidze pewnie by tyle nie strzelał - wypalił. Podkreślił także, iż w trakcie swojej zawodowej kariery "Lewy" "miał dużo szczęścia", choć oczywiście włożony przez niego wysiłek nie podlega żadnej dyskusji.

70-letni obecnie Szarmach w barwach reprezentacji Polski rozegrał 61 spotkań. Wraz z nią sięgnął po trzecie miejsce podczas mistrzostw świata w 1974 i 1982 roku.

TC

Reklama



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje