Pierwsza połowa starcia pomiędzy Chicago Fire i Santos Laguna nie przebiegła pod dyktando ekipy Roberta Lewandowskiego, który w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego, rozegrał całe spotkanie. Drużyna z "Wietrznego miasta" schodziła na przerwę przegrywając 0:1.
W drugiej części nadszedł jednak zwrot, a bramki Philipa Zinckernagela oraz Robina Loda - kolejno z 72. i 90. minuty spotkania sprawiły, że rzutem na taśmę gospodarze mieli sięgnąć po zwycięstwo. Autorem nokautu był z kolei Robert Lewandowski.
Polak świetnie odnalazł się w polu karnym i dobił piłkę, którą po strzale Zinckernagela obronił golkiper rywali. Dzięki temu kapitan reprezentacji Polski ustalił wynik spotkania na 3:1, przy okazji strzelając swoją pierwszą bramkę w Leagues Cup. Jak się okazuje, trafienie to było jeszcze ważniejsze, bo definitywnie przekreśliło szanse rywali na dalszą grę w turnieju.
- Był to trzeci gol Lewandowskiego w trzech spotkaniach w barwach Chicago Fire. Wcześniej, przed meczem otwarcia Leagues Cup, dwukrotnie wpisał się na listę strzelców w starciu z Charlotte FC. Porażka ta wyeliminowała Santos Lagunę z dalszej rywalizacji. W czwartek drużyna ta rozegra swój ostatni mecz w turnieju, mierząc się z Philadelphia Union - informuje po meczu Leagues Cup na swojej oficjalnej stronie internetowej.
Dla drużyny Roberta Lewandowskiego to trzecie kolejne zwycięstwo z rzędu we wszystkich rozgrywkach. W dwóch z nich - z Charlotte w MLS i teraz w Leagues Cup, Polak trzykrotnie wpisał się na listę strzelców.
Kolejne spotkanie Chicago Fire w ramach Leagues Cup zaplanowane jest na godzinę 3:00 w nocy z czwartku na piątek 14 sierpania. Wtedy ekipa Roberta Lewandowskiego podejmie Cruz Azul, w którym w przeszłości występował m.in. Mateusz Bogusz.














