Agent Lewandowskiego w akcji. W Barcelonie iskrzy. Burza o 12 mln
Przyszłość Roberta Lewandowskiego wciąż pozostaje niepewna. Co dalej z Polakiem? Na to pytanie odpowiedzieć mogą - poza samym zainteresowanym - jedynie jego reprezentant Pini Zahavi oraz prezes FC Barcelona - Joan Laporta. Obaj mają zresztą spotkać się w przyszłym tygodniu ramach negocjacji, które powinny pomóc przybliżyć obie strony do rozwiązania, jakiekolwiek by ono nie było. Przed kluczowymi być może rozmowami głośno jest o izraelskim agencie. Katalońskie media wspominają bowiem o jego działaniach z przeszłości, podkreślając, że można je przełożyć na obecną sytuację.

Kwestia dalszej przyszłości Roberta Lewandowskiego powinna zostać rozwiązana przed końcem rozgrywek ligowych, a być może i przed ostatnim meczem FC Barcelona na Camp Nou, tak by w razie odejścia z klubu, Polak mógł pożegnać się z kibicami. A mowa o spotkaniu z Realem Betis, które zaplanowano na 17 maja. Czasu pozostało więc niewiele.
Dlatego też prezes Joan Laporta postanowił najwyraźniej przejść do działania i - jak donoszą media - zwołał spotkanie z agentem "Lewego" Pinim Zahavim, które ma odbyć się w przyszłym tygodniu. I podczas którego wszystkie karty powinny zostać wyłożone na stół.
Przez wizytą 82-latka w stolicy Katalonii głośno jest o osobie 82-latka, który w szatni Barcelony dba nie tylko i interesy polskiego napastnika.
- Pini Zahavi, jeden z czołowych agentów piłkarskich, przyjedzie w przyszłym tygodniu do Barcelony, aby ustalić kwestie przyszłości dwóch swoich gwiazd. Chodzi o przedłużenie kontraktu Hansiego Flicka do 2028 roku (z opcją prolongaty do 2029 roku) oraz kwestię przyszłości Lewandowskiego, napastnika, który zdobędzie tzeci tytuł mistrza La Liga w ciągu czterech lat gry w Barcelonie. Podczas gdy Niemiec chce zostać, Polak jest zasmucony, widząc, że gra coraz mniej i że klub oferuje mu znacznie niższy kontrakt, mimo że był najlepiej opłacanym zawodnikiem w drużynie - podsumowuje obecną sytuację "Mundo Deportivo".
Negocjacje na linii Zahavi - FC Barcelona. W mediach już głośno
Katalońska redakcja zapowiada jednak jednocześnie, że mimo świetnych stosunków łączących Piniego Zahaviego z Joanem Laportą, a tym samym całym klubem, ten nie będzie skupiał się na korzyści drużyny z Camp Nou, a na swoich klientach.
Pini Zahavi nie jest z Barcelony, jest agentem z własnymi celami
"Mundo Deportivo" podkreśla, że Pini Zahavi już w przeszłości przeprowadzał ruchy, które negatywnie odbijały się na Barcelonie. Za przykład podano tutaj transfer Neymara do PSG, który - jak czytamy - "wpędził Barcelonę w poważny kryzys sportowy i instytucjonalny". A Pini Zahavi zarobił na nieszczęściu klubu, wzbogacając się o 12 mln euro z tytułu prowizji na transakcji, która zamknęła się w oszałamiającej kwocie 222 mln euro.













