Reklama

Reklama

Złota Piłka. Ósme miejsce Lewandowskiego, czyli dlaczego do szczytu jest tak daleko

Mogło być zdecydowanie gorzej, bo pojawiające się od niedzieli informacje – na szczęście nieprawdziwe - wskazywały, że Robert Lewandowski będzie poza czołową „dziesiątką”. Wtedy byłoby ogromne rozczarowanie, bo kapitan polskiej reprezentacji zasłużył zdecydowanie na więcej. Ale i tak pozostał niedosyt.

Konkurencja była ogromna, ale ósme miejsce nie odpowiada rzeczywistej randze Lewandowskiego w dzisiejszym futbolu. Nie po tym, co Polak pokazuje od kilku miesięcy na boiskach Bundesligi i w Lidze Mistrzów. Nikt nie popisywał się taką regularnością. Nikt z wielkich nie trafiał częściej w tym roku, co zresztą zostało podkreślone podczas specjalnego programu na temat Złotej Piłki France Football.   

Reklama

Co zatem sprawiło, że Lewandowski nie mógł liczyć na więcej?

Nadzieje na pierwszą piątkę, a być może na podium były ogromne, ale pewnie trochę na wyrost. Polak nie osiągnął jednak wiele w tegorocznej Lidze Mistrzów, odpadł szybko z Bayernem, a jakie to ma znaczenie - niech świadczy liczba zawodników Liverpoolu w czołówce klasyfikacji. Czterech w czołowej siódemce. Nawet przed rokiem w siódemce było "jedynie" trzech francuskich mistrzów świata.

Powody niskiej pozycji Lewandowskiego są tak naprawdę dwa. Pierwszym jest system głosowania, w którym jurorzy wskazują jedynie pięciu zawodników z nominowanej "30". To sprawia, że poza absolutną czołówką, czyli zdobywcami Ligi Mistrzów (najczęściej) albo piłkarzami takimi jak Messi czy Ronaldo (oni mają miejsce niejako z urzędu, także za zasługi), na dalszych miejscach często mamy do czynienia z loterią, w której niewiele decyduje o pięciu pozycjach wyżej lub niżej. Różnice punktowe są często niewielkie, a powody do polemiki ogromne.

Dobrym przykładem niech będzie dyskusja, która rozgorzała we Francji. Czy Benzema, zbierający pochlebne recenzje w Realu, rzeczywiście był w tym sezonie najgorszy z całej czwórki nominowanych Francuzów? Jak jego 26. miejsce ma się do Llorisa (23.) albo Griezmanna (18., bez większych sukcesów)? I czy rzeczywiście przepaść dzieli go od Mbappe (6.). Patrząc na klasyfikację, tak to może wyglądać.  

Wracając do Lewandowskiego, ważniejsze jest jeszcze coś innego. Polak był jedynym przedstawicielem Bundesligi wśród nominowanych. Przypadek? Raczej nie. Przed rokiem z ligi niemieckiej nie było nikogo. W plebiscycie, w którym osiągnięcia w danym roku są oczywiście bardzo ważne, znaczenie ma również to, jak zawodnik jest postrzegany daleko od Europy. A tam większą siłę przebicia mają inni. I mimo wszystko większą rozpoznawalność, także zespołową, jak widać na przykładzie Liverpoolu.

Dlatego nawet jeśli ósme miejsce pozostaje niedosytem, trudno w dzisiejszych warunkach liczyć na więcej. Można się na to zżymać, ale tak jest. O dwa stopnie wyższa od Lewandowskiego pozycja Kyliana Mbappe (który poza tytułem i koroną króla strzelców w Ligue1, nie miał większych sukcesów na boisku), jest być może najlepszym podsumowaniem.

Francuzi mają takie wyrażenie frapper l'imaginaire - które w poniedziałek padło nie raz - co w wolnym tłumaczeniu możemy oddać jako zdolność do pobudzania wyobraźni. W Europie i wszędzie na świecie.

Sukces w Złotej Piłce zależy dzisiaj również od tego. 

Remigiusz Półtorak

Zobacz relację z gali Złotej Piłki  w Paryżu

Dowiedz się więcej na temat: Robert Lewandowski | Złota Piłka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje