Reklama

Reklama

Zlatko Kostic: Stan murawy będzie problemem...

​- Murawa nie jest w najlepszym stanie i będzie stanowić problem dla obu zespołów - uważa Zlatko Kostic, były piłkarz m.in. hiszpańskiego Ecija Balompie i Buducnosti Podgorica. W piątek 7 września Polacy meczem z Czarnogórą rozpoczną eliminacje do MŚ 2014.

- Stadion Pod Goricom, na którym odbędzie się piątkowe spotkanie, jest jedynym w naszym kraju zatwierdzonym przez UEFA. Korzysta z niego i reprezentacja, i Buducnost, i inne kluby grające w europejskich pucharach, ostatnio Zeta Golubovci. Murawa nie jest w najlepszym stanie i będzie stanowić problem dla obu zespołów - powiedział 39-letni Kostic, były napastnik klubów z Czarnogóry, Grecji i Hiszpanii.
- Kolejna kwestia to utrzymanie boiska w naszym gorącym klimacie. Zwłaszcza, że Buducnost nie zatrudnia na stałe osób odpowiedzialnych za plac gry. Z tego powodu mistrz kraju na co dzień trenuje w innym miejscu, nawet ze sztuczną nawierzchnią, a dopiero dzień, dwa przed swoim meczem tutaj się przenosi. Z tego obiektu tak często ktoś korzysta, że już np. młodzieżowe i juniorskie kadry występują w roli gospodarza w mieście Niksic. Zresztą tamtejszy klub Sutjeska to obecnie lider ekstraklasy - dodał.
Polska reprezentacja przebywa na zgrupowaniu w Gdańsku, a do czarnogórskiej stolicy przyleci czarterem w czwartkowe południe. Podopieczni selekcjonera Waldemara Fornalika muszą być przygotowani na znacznie wyższą temperaturę powietrza niż w ojczyźnie.
- Teraz mamy 32 stopnie Celsjusza, ale na czwartek i piątek zapowiadany jest lekki, wschodni wiatr. On przyniesie chłód i z pewnością wieczorem temperatura spadnie do 25-26 stopni. Tegoroczne lato było gorące, termometry pokazywały nawet 45-46 stopni. Straszny upał był w lipcu, kiedy Buducnost rywalizowała ze Śląskiem Wrocław w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Któregoś dnia było takie piekło, że wskaźnik w moim samochodzie pokazywał, że na zewnątrz są 52 stopnie. Oczywiście swoje zrobił rozgrzany asfalt, ale i tak można sobie wyobrazić, co się tutaj działo - opowiadał Kostić.
Pochodzi on z Podgoricy, tu zaczynał karierę, a w wieku 22 lat przeniósł się do hiszpańskiego drugoligowca Ecija Balompie. W 1999 roku przyjechał do Warszawy i miał grać w Legii.
- Trenowałem kilka dni i miałem już podpisać kontrakt. Niestety, nic z tego nie wyszło, chociaż do dziś pamiętam jak mocno chwalił mnie trener Dariusz Kubicki. Dostałem wiadomość z domu, że zachorowała moja matka i musiałem pilnie wracać do Czarnogóry. A potem trafiła się oferta z Panachaiki i przeniosłem się do Grecji. Problemy z prawym kolanem sprawiły, że mając 29 lat skończyłem z graniem. Obecnie pracuję jako szkoleniowiec 15-latków w Buducnosti i współprowadzę akademię trenerską dla chłopców w wieku 6-12 lat - przyznał.
Kostic twierdzi, zresztą podobnie jak wielu jego rodaków, że w piątkowy wieczór faworytem będą gospodarze. - Nie zapominam, że Czarnogóra ma ok. 700 tys. mieszkańców, więc pewnie niewiele więcej niż Polska samych piłkarzy. Ale mamy mnóstwo talentów i wielką nadzieję, że futboliści powoli, powoli pójdą w ślady świetnych piłkarzy ręcznych, waterpolistów czy koszykarzy. Zwycięstwo jest realne, ale i z remisu będziemy zadowoleni. Przecież to dopiero początek eliminacji - ocenił.
Z Podgoricy Radosław Gielo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL