Reklama

Reklama

Żewłakow: Wyniki stanowią istotę gry, ale kibice muszą poczekać

Michał Żewłakow, który w meczu z Australią (1-2) po raz 99. wystąpił w piłkarskiej reprezentacji Polski, przyznał, że ze spokojem podchodzi do ewentualnego setnego meczu, choć gdyby się nie udało osiągnąć tej granicy, czułby niedosyt.

Na liście piłkarzy z największą liczbą spotkań w drużynie narodowej 34-letni Żewłakow jest drugi, ustępując tylko o jedno obecnemu prezesowi PZPN Grzegorzowi Lacie.

- Mam nadzieję, że nie będzie miał nic przeciwko, bym go dogonił, ale o to trzeba zapytać prezesa. A tak poważnie, to zrobię wszystko, by dostać powołanie na najbliższe mecze. Zależy mi bardzo na grze w kadrze, a setny występ nie jest celem samym w sobie. Podchodzę do tego spokojnie. Jeśli się uda, będę zaszczycony i szczęśliwy. Jeśli nie, to zostanie 99 i ... trochę niedosytu - powiedział kapitan "Biało-czerwonych".

Reklama

Jak dodał, gdy 11 lat temu debiutował w reprezentacji, nawet nie marzył o takiej liczbie występów.

- Piłkarz zaczynający grać w kadrze nie myśli o takich liczbach, które rzeczywiście trochę działają na wyobraźnię. Jednak jak widać dzięki konsekwencji, uporowi i ambicji, nawet niedoścignione marzenia mogą się spełnić - przyznał.

Kapitan drużyny narodowej ze spokojem podchodzi nie tylko do zbliżającego się jubileuszu, ale i słabych ostatnio wyników. Jest przekonany, że wkrótce niezła gra poparta zostanie skutecznością i lepszymi rezultatami.

- W spotkaniach z Ukrainą (1-1) i Australią (1-2) było sporo dobrej gry, klarownych sytuacji, ale to nie przełożyło się na wyniki, które wszystkich by satysfakcjonowały. Czekamy na mecz, w którym uda się to wszystko połączyć i jestem pewny, że on prędzej czy później przyjdzie - podkreślił.

- Gramy cały czas z drużynami, które liczą się w futbolu, występują w mistrzostwach świata. Uczymy się, nabieramy doświadczenia, z czasem przyjdą wyniki. Jestem spokojny, bo pamiętam podobną sytuację, gdy trenerem był Jerzy Engel, a po długiej serii bez zwycięstwa rozegraliśmy bardzo udane eliminacje do mundialu w 2002 roku - dodał.

Choć jego zdaniem, na tym etapie budowy drużyny wyniki nie są najważniejsze, to zdaje sobie sprawę, że kibice robią się niecierpliwi.

- Przygotowania do Euro 2012 to jedno, ale nie wolno zapominać, że wyniki stanowią istotę gry w piłkę. Kibice chcą oglądać drużynę, która wygrywa. Musimy wyjść naprzeciw tym oczekiwaniom, mam nadzieję, że już w październikowych meczach z USA i Ekwadorem. Na razie jednak muszą się uzbroić w cierpliwość. Przecież nie takie drużyny, jak reprezentacja Polski, przy zmianie oblicza, zawodników i trenera długo czekały aż wskoczą na właściwy pułap - zauważył.

- Myślę, że w naszej grze widać stały progres, choć szkoda, że na razie nie ma to przełożenia na wyniki. W spotkaniu z Australią o niepowodzeniu zdecydowały chwile dekoncentracji, zawiodła trochę asekuracja. Ciągle jednak nad tym pracujemy, podobnie jak nad skutecznością i rozegraniem piłki w ataku. Efekty muszą przyjść - stwierdził obrońca Ankaragucu Ankara, który chwalił stawiającego pierwsze kroki w polskiej kadrze Sebastiana Boenischa.

- Bardzo pozytywnie wkomponował się w drużynę. Gra ofensywnie, dobrze dośrodkowuje. Potrzeba mu jednak trochę czasu, by okrzepł, by na dobre poznał zespół, panujące w nim zasady, taktykę, sposób poruszania po boisku. Możemy mieć jednak z niego sporo pociechy - ocenił Michał Żewłakow.

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski | kibice | Żewłakow

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje