Reklama

Reklama

Zbigniew Boniek: Można patrzeć z optymizmem w przyszłość

- Nie zagłaskujmy tej drużyny. Fajnie, że walczy, potrafi wygrywać. Idziemy do przodu. Pamiętamy jednak, że w piłce jesteś jedynie tak dobry, jak twój ostatni mecz - powiedział prezes PZPN Zbigniew Boniek.

Który awans było trudniej wywalczyć - drużynie Jerzego Engela na mistrzostwa świata 2002, gdy był pan wiceprezesem związku, czy teraz kadrze Adama Nawałki na Euro 2016, kiedy jest pan szefem federacji?

Reklama

Zbigniew Boniek: Kiedy o tym myślę, to tak naprawdę dostrzegam podobieństwa. I wtedy, i teraz były kłopoty przed eliminacjami, krytykowano reprezentację. Wówczas przełomowym meczem okazał się remis w sierpniu 2000 roku w Bukareszcie 1-1 z Rumunią, po którym drużyna się odrodziła i od początku kwalifikacji spisywała się bardzo dobrze. Pokonała na wyjeździe Ukrainę, a u siebie Białoruś. Tym razem takim spotkaniem okazał się mecz z Litwą w Gdańsku. Wygraliśmy 2-1, a do kwalifikacji przystąpiła gotowa drużyna, która za chwilę pokonała Niemców 2-0. Pod pewnymi względami było więc podobnie.

Co jest większą siłą reprezentacji Nawałki? Szkielet drużyny, z Łukaszem Fabiańskim, Kamilem Glikiem, Grzegorzem Krychowiakiem, Arkadiuszem Milikiem i królem strzelców eliminacji Robertem Lewandowskim, czy może np. fakt, że piłkarze potrafią wytrzymać presję?

- Kilka spraw. Wielką wartością jest to, co selekcjoner potrafił wydobyć z piłkarzy, jeśli chodzi m.in. o taktykę. Również fakt, że nie spalają się psychicznie, "nie pękają", grają do końcowych sekund. Proszę zauważyć również, że mamy liderów w różnych formacjach, zaczynając od bramki, gdzie zresztą jest kilku takich zawodników. Można patrzeć z optymizmem w przyszłość. Swoją drogą, trochę śmiać mi się chce, gdy słyszę, że nie mamy na razie się z czego cieszyć.

Z jednej strony we Francji zagra prawie co druga reprezentacja w Europie, ale z drugiej - zabraknie m.in. trzeciej drużyny MŚ 2014 Holandii, uczestnika 1/8 finału ostatniego mundialu Grecji czy silnej kadrowo Serbii. Brak szczególnie Holendrów to chyba jedna z największych sensacji ostatnich lat w światowym sporcie?

- Prawie zawsze się zdarza coś takiego i kogoś mocnego brakuje w turnieju. To tylko pokazuje, że w futbolu łatwo jest tylko na papierze i w telewizji. We Francji nie zagra więcej dobrych zespołów. Nie tylko Holendrzy, Grecy czy Serbowie, ale również te, które w listopadzie odpadną w barażach. 

O trenerze Nawałce mówi się, że piłkarze przy nim "rosną". Przykładem Arkadiusz Milik czy Krzysztof Mączyński.

- Zgadza się, ale nie zagłaskujmy tej drużyny. Fajnie, że walczy, potrafi wygrywać. Idziemy do przodu. Pamiętamy jednak, że w piłce jesteś jedynie tak dobry, jak twój ostatni mecz. Dlatego konsekwentnie robimy swoje.

W listopadzie reprezentacja zagra u siebie towarzyskie spotkania z Islandią i Czechami. Pierwotnie pierwszym rywalem miała być Walia, ale to się zmieniło. Co się stało?

- Walijczycy zachowali się nie fair. Umówiliśmy się z nimi, że jeśli coś aranżujemy, to już nikogo innego nie będziemy szukać. Można powiedzieć, iż podaliśmy sobie ręce w tej sprawie. Myśleliśmy więc, że jesteśmy dogadani. Tymczasem Walijczycy zaczęli zmieniać swoją decyzję, prawdopodobnie zagrają z Holendrami. Cóż, trudno. Islandia, gdy tylko dowiedziała się o takim obrocie sprawy, wyraziła chęć sparingu z nami. To silny, ciekawy zespół, również uczestnik Euro 2016. Już w eliminacjach ostatnich mistrzostw świata spisywali się bardzo dobrze, odpadli dopiero w trudnych barażach (z Chorwacją - przyp. red).

Trener Nawałka, pytany niedawno o najtrudniejszy moment eliminacji, powiedział, że nie było takiego. A dla pana który moment był najtrudniejszy?

- Po ostatnim gwizdku sędziego meczu z Irlandią w Warszawie.

Dlaczego? Przecież wygraliśmy 2-1 i zapewniliśmy sobie awans.

- Było najtrudniej, ponieważ... prawie każdy chciał się ze mną napić. Gdybym nie odmawiał toastów, chyba do dzisiaj bym nie wytrzeźwiał.

Który z piłkarzy obecnej reprezentacji najbardziej przypomina panu... Bońka sprzed lat? Który ma najwięcej cech, jakie pan wtedy posiadał?

- To były inne czasy, futbol wyglądał wówczas zupełnie inaczej. Jeśli nie mówimy jednak o sprawach tylko piłkarskich, to może... Krychowiak. On zawsze mocno wierzy, jest bardzo ambitny. Wszyscy piłkarze kadry narodowej wierzą w siebie i w to, co robią, ale Grzegorz najgłośniej o tym mówi. Z niego te emocje chyba najbardziej wychodzą.

Pojawiły się informacje, że premie dla piłkarzy za awans będą najwyższe w historii naszego futbolu. To prawda?

- Bez komentarza. Przed nami długa zima, niech sobie ten temat krąży w różnych środowiskach.

Kiedy wybierzecie bazę dla reprezentacji na Euro 2016?

- Pozostało jeszcze trochę czasu. Mamy grupę ludzi z federacji, którzy pojadą do Francji, zobaczą różne ośrodki i selekcjoner podejmie decyzję.

Od początku pracy Nawałki z kadrą podkreślał pan, że bardzo w niego wierzy. M.in. podczas zjazdu PZPN wiosną 2014 roku, gdy reprezentacja miała za sobą kilka porażek. Teraz może już pan powiedzieć z ręką na sercu - naprawdę wierzył pan w selekcjonera, czy bronił go, ponieważ musiał być pan konsekwentny wobec swojego wyboru i inaczej nie wypadało?

- Ja nigdy w życiu niczego nie udaję.


Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Boniek | reprezentacja Polski | eliminacje Euro 2016

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje