Reklama

Reklama

​Wojciech Szczęsny bramkarzem Paulo Sousy?

- Każda decyzja nowego selekcjonera będzie dobra, byle nie utrzymywał w kadrze tej patologii, którą fundowali nam jego poprzednicy - mówi Interii Jan Tomaszewski.

Dariusz Wołowski, Interia: Tuż po nominacji na selekcjonera Paulo Sousa powiedział, że podjął decyzję w sprawie bramkarza numer 1 reprezentacji Polski, ale do pierwszych powołań zatrzyma ją dla siebie. Ma pan jakieś przeczucia?

Jan Tomaszewski (były reprezentant Polski): Mam niemal pewność, że postawi na Wojciecha Szczęsnego. Sousa to były piłkarz Juventusu Turyn i Interu Mediolan, jako trener prowadził Fiorentinę, a więc liga włoska jest mu bliska. Nawet gdyby nie była, bezsporny jest fakt, że Szczęsny jest dziś jednym z najlepszych bramkarzy świata, następcą legendarnego Gianluigiego Buffona. Gra w wielkim klubie, a co najważniejsze trenuje z gigantami piłki takimi jak Cristiano Ronaldo. Łatwiej się rozwijać, kiedy na co dzień bronisz strzały najlepszych. W porównaniu z Juventusem klub Łukasza Fabiańskiego West Ham United to jednak tylko przeciętniak.

Reklama

Wszyscy to wiedzą, ale Jerzy Brzęczek i Adam Nawałka nie potrafili wybrać bramkarza numer 1.

- Dlatego nasza kadra była pośmiewiskiem piłkarskiej Europy. Weźmy ostatnie trzy mecze kadencji Brzęczka: z Ukrainą do bramki wstawił Skorupskiego, z Włochami Szczęsnego, z Holandią Fabiańskiego. Toż to szczyt absurdu. Dziś, gdy bramkarz bywa jedenastym piłkarzem z pola i musi często grać nogami, zgranie i porozumienie między nim, a obrońcami jest szczególnie ważne. Tymczasem Brzęczek żonglował bramkarzami, jakby nie rozumiał rzeczy elementarnych. Tak mnie kiedyś zirytował, że w jednym z wywiadów zaapelowałem do Wojtka Szczęsnego, żeby na znak protestu zrezygnował z kadry. Bo jak można tak traktować jednego z najlepszych bramkarzy na świecie?

Nawałka prowadził kadrę zupełnie dobrze, ale w kwestii bramkarzy popełniał ten sam karygodny błąd. Spójrzmy na Niemców. Broni Manuel Neuer, choć Marc-Andre ter Stegen spisuje się świetnie w Barcelonie. Ale Joachim Loew wie, że bramkarz numer 1 być musi, żeby drużyna czuła spokój i stabilizację za plecami.

Na mundialu w Rosji Neuer zawalił Niemcom awans z grupy. Był świeżo po kontuzji. Może Loew powinien wtedy jednak postawić na Ter Stegena?

- Nie. Bo Neurer jest najlepszy na świecie. Co nie znaczy, że nie popełnia błędów i nie ma chwil słabości. Ale z bramki może go usunąć tylko ktoś lepszy. A lepszego nie ma. Bramkarz jest dla drużyny jak matka, a matka jest tylko jedna. Pamięta pan jak Juergen Klinsmann pół roku przed mundialem w Niemczech w 2006 roku ogłosił, że bronił będzie Jens Lehmann, a nie Oliver Kahn - najlepszy golkiper mistrzostw w Korei i Japonii? Klinsmann chciał mieć na mundialu spokój w szatni, zamiast rywalizacji o pozycję numeru 1 w bramce. Ten spokój jest bezcenny dla drużyny i samych bramkarzy.

Przed Euro 2012 selekcjoner Francuszek Smuda ogłosił, że u niego numerem 1 w bramce będzie Wojciech Szczęsny. I w meczu otwarcia z Grecją Szczęsny dostał czerwoną kartkę za faul w polu karnym. Między słupki wszedł Przemysław Tytoń i ocalił drużynę przed porażką broniąc jedenastkę.

- Na Smudę to lepiej nich się pan nie powołuje, bo zdobył zaszczytne czwarte miejsce w najsłabszej grupie w historii finałów mistrzostw Europy. Poza tym w meczu z Grecją Szczęsny zachował się bez zarzutu, trudno obwiniać go o karnego w sytuacji, gdy rywal był przed nim sam.

Na Euro 2016 była powtórka. Nawałka postawił na Szczęsnego, który w pierwszym meczu z Irlandią Północną doznał kontuzji. Fabiański bronił wspaniale do końca mistrzostw.

- Ja niczego Łukaszowi nie ujmuję. Jest znakomitym bramkarzem, wspaniałym człowiekiem, kochanym przez kibiców. Nigdy nie zawiódł oczekiwań, co nie zmienia faktu, że uważam go za numer 2 wśród polskich bramkarzy. Szczęsny dał wielki impuls kadrze Nawałki w historycznym meczu z Niemcami wygranym 2-0 w kwalifikacjach do Euro 2016. Bez jego wspaniałej gry, nie byłoby przełomu, może jeszcze długo Polska pętałaby się w okolicach 70. pozycji w rankingu FIFA.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Zgadza się pan jednak z tezą, że aby osiągać sukcesy w kwalifikacjach mundialu w Katarze i w finałach Euro 2021 Paulo Sousa będzie potrzebował dwóch świetnych bramkarzy.

- Jasne. I trzech nie zaszkodzi. Gdyby selekcjoner mógł wystawić w meczu dwóch bramkarzy, powinien posłać na boisko Szczęsnego i Fabiańskiego. Wtedy bylibyśmy jednak pośmiewiskiem Europy, tak jak byliśmy nim, gdy Brzęczek wystawiał trzech środkowych napastników naraz: Roberta Lewandowskiego, Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika. Są pewne normy w piłce. Drużyna ma bramkarza numer 1 i bramkarza numer 2. O obydwu trener dba tak samo, jak o każdego z 23 piłkarzy jadących na wielki turniej. Fabiański ma jechać do Budapesztu, na Wembley, czy na Euro 2020 w jak najlepszej formie, ale do bramki powinien stawać Szczęsny. Paulo Sousa nie ma innego wyjścia niż postawić na Wojtka.

Wyobraźmy sobie jednak, że kadra wyjeżdża do Budapesztu na mecz z Węgrami w eliminacjach mundialu w Katarze, a Sousa posyła między słupki Fabiańskiego.

- Szat nie będę rozdzierał. Każda decyzja Sousy będzie lepsza niż to co robili Nawałka i Brzęczek, stosując w bramce szkodliwą rotację. Jeśli numerem 1 u Sousy będzie Fabiański, to ja się z tym pogodzę, byle zasada była przestrzegana. Wszystko jest dobre, co służy drużynie. A drużynie służy stabilizacja wśród bramkarzy, z powodów, które tu już wymieniłem.

Rozmawiał Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama