Reklama

Reklama

Włochy – Polska 2-0. Żurawski: To była wielka katastrofa. Zabrakło koncepcji, decyzje były chybione

- Po pierwszej połowie miałem ochotę wyłączyć telewizor i iść spać. To był taki mecz, po którym aż żal gnębić naszą drużynę. Przecież widzieliśmy, że wszystko nam nie wychodziło. Uważam, że ten mecz był wielką katastrofą – powiedział po porażce z Włochami były reprezentant Polski Maciej Żurawski.

Sebastian Staszewski, Interia: - Czy mecz z Włochami był najgorszym podczas kadencji Jerzego Brzęczka?

Reklama

Maciej Żurawski: - Powiedziałbym, że jednym z najgorszych. Szczerze mówiąc to po pierwszej połowie miałem ochotę wyłączyć telewizor i iść spać. To był taki mecz, po którym aż żal gnębić naszą drużynę. Przecież widzieliśmy, że wszystko nam nie wychodziło. Uważam, że to była jedna wielka katastrofa...

Bolesna o tyle, że przyszła po zwycięstwach z Bośnią i Hercegowiną, Finlandią czy ostatnio z Ukrainą... 

- Zacznę od tego, że po meczu z Włochami całkiem inaczej patrzę na spotkanie z Ukrainą. Tam nasza gra nie była fajna, ale jednak wygraliśmy i styl przeszedł bez wielkiego echa. Po porażce z Italią, gdzie zaprezentowaliśmy się jeszcze słabiej i nawet przez moment nie byliśmy blisko remisu, widzę spory problem. Bardzo słabo wyglądaliśmy pod względem taktycznym. Nawet po czerwonej kartce Jacka Góralskiego kilkukrotnie próbowaliśmy wychodzić wysokim pressingiem, przez co robiła się jeszcze większa dziura. To wskazuje nam na brak rozsądnej koncepcji. Bo nie wydaje mi się, że ta była dobra. 

Polacy od pierwszej minuty przegrali walkę o środek pola. Właśnie tam zaczynało się wszystko co złe.

- Wyjście tercetem Moder-Krychowiak-Linetty okazało się fatalnym pomysłem. Krychowiak od dawna nie jest w najlepszej formie, Linetty nie potwierdził formy z października, a Moder od kilku tygodni zalicza zjazd, który było widać w meczu z Legią Warszawa. Wiem, że jest pomysł, aby rotować kadrą, ale patrząc na to chłodnym okiem to decyzje, które podjął w niedzielę Brzęczek, okazały się chybione.

Włosi wykorzystali to świetnie, traktując centrum boiska jako autostradę bez ograniczenia prędkości.

- Szwankowało wyprowadzanie piłki, słabe było poruszanie się, bardzo złe było krycie w środkowej strefie boiska. Włosi znajdowali miejsce za plecami pomocników, między linią pomocy, a linią obrony. Do tego doszło przestraszenie. Ten strach nas paraliżował, nie mogliśmy przejąć piłkę, wyjść do akcji dryblingiem. Piłka nam po prostu przeszkadzała. Nie radziliśmy sobie także agresywnością Włochów.

Nijako było także w ofensywie. Przez cały mecz nie oddaliśmy jednego strzału. Z czego to wynikało?

- Skrzydła nie funkcjonowały całkowicie. Duet Jóźwiak-Szymański miał być główną bronią do pomocy Robertowi Lewandowskiemu, ale Włosi zdominowali ich tak bardzo, że ci zawodnicy angażowali się tylko w grę defensywną. Gdy środek nie funkcjonuje i boki nie funkcjonują to napastnik jest samotny.

Przez chwilę wydawało się, że jest światełko w tunelu, bo całkiem nieźle zaczęliśmy drugą połowę...

- Wtedy nie było takiej dziury w środku boiska. Ale tylko przez chwilę. W pierwszej połowie tak nisko zawiesiliśmy sobie poprzeczkę, że po przerwie trudno było zagrać jeszcze gorzej. Ale później Góralski otrzymał czerwoną kartkę i wszystko się posypało. Sytuacja była podobna do tej z pierwszej połowy. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje