Reklama

Reklama

Włochy - Polska 2-0. Roman Kołtoń: Niekochani? Niekochany Brzęczek...

Selekcjoner próbował stworzyć narrację - "my", "oni". Próbował dzielić świat. Na drużynę i tę publiczność niechętną wokół. A już wręcz nie cierpiał dziennikarzy, co doskonale widać w jego autobiografii. Tyle, że to droga donikąd. Każdy normalny człowiek kocha reprezentację. Jest dumny z niej. I będzie jej kibicował na dobre i złe.

W październiku było sporo dobrego. Już wówczas jednak cytowałem Roberta Lewandowskiego na łamach tygodnika "Piłka Nożna" w tekście: "Pan się nie boi panie Brzęczek - niezależenie od tego z kim grasz"! Kapitan Biało-Czerwonych" - po wygranej z Bośnią - powiedział Marcinowi Feddkowi we Wrocławiu: "Fajnie, że graliśmy do przodu, nie boimy się. Dziś od początku było czuć, że chcemy pressować, chcemy atakować. To też przynosi efekty, jak wywierasz presję na przeciwniku. Niezależnie od tego, z kim grasz". Żeby nie było, że coś wyrywam z kontekstu, to zacytuję do końca: "Oczywiście trzeba mierzyć siły na zamiary, ale jak pokażesz, że się nie boisz, to przeciwnik też musi bardziej uważać".

Brak właściwej taktyki, gdy rywal jest silny

Reklama

"Lewy" już wtedy wiedział, gdzie leży problem drużyny narodowej. A leży w nastawieniu do meczów z silnymi rywalami. Strach, bojaźliwość, brak właściwej taktyki, która pozwoliłaby postraszyć takich Włochów. Za kadencji Brzęczka z dziewięcioma silnymi rywalami było tylko jedno zwycięstwo. "Z Austrią w Wiedniu, ale psim swędem" - jak zaznacza Artur Wichniarek. Z tymi samymi Austriakami w Warszawie było 0-0. Z Włochami kolejno: 1-1, 0-1, 0-0 i teraz 0-2. Z Portugalią 2-3 i 1-1. W końcu z Holandią 0-1. Tamten mecz w Amsterdamie był koszmarny. Jednak nie był tak fatalny, jak ten w niedzielę we Włoszech. W Holandii we wrześniu pozwoliliśmy rywalowi na dużo mniej. Teraz Włosi nas kompletnie zdominowali - od pierwszej do ostatniej minuty. Oddali 19 strzałów, a my tylko dwa. Lewandowski przyznał: "Tak naprawdę nie mieliśmy ani jednej sytuacji". Rzucała się w oczy bezradność. I rzucał się w oczy Jacek Góralski, który brutalnością jakby chciał obudzić "Biało-Czerwonych". Wszedł na boisko w 46. minucie, a wyleciał z niego w 77. minucie...

Niekochani? Niekochany Brzęczek...

Nigdy nie spodziewałem się, że tak łatwo zgodzę się z Arturem Wichniarkiem, jeśli chodzi o noty. - To co "dwójki" - poza Szczęsnym - najwyższe? - zapytał mnie ekspert Polsatu Sport. I nawet specjalnie nie dyskutowaliśmy, kto co przewinił, bo sam Bartosz Bereszyński przyznał w wywiadzie: "W przerwie każdy z 11 piłkarzy, który był na murawie nadawał się do zmiany". Jerzy Brzęczek w przerwie zdecydował o trzech zmianach. Nic nie dały. Dalej gra wyglądała fatalnie. Robert Lewandowski na pytanie Bożydara Iwanowa, czy przypomina sobie mecz o takim przebiegu, jak ten w Reggio Emilia, odparł, że "nie przypomina sobie".

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski | Jerzy Brzęczek | Robert Lewandowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama