Reklama

Reklama

Włochy - Polska 2-0. Marcin Lepa: Mniej niż zero

Kiedy miesiąc temu pisałem, że reprezentacja Włoch jest daleko przed nami w rozwoju i budowie drużyny, nie myliłem się, ale wynik z Gdańska nieco zaciemnił ocenę tamtego spotkania. Można było mieć nadzieję, że potrafimy nawiązać z Italią walkę. Starcie w Reggio Emilia to już sprawiedliwy werdykt – drużyna z Półwyspu Apenińskiego w dwa lata zrobiła kolosalny postęp i odjechała nam niesamowicie - specjalnie dla Interii pisze Marcin Lepa z Polsatu Sport.

O Polakach powstaną w najbliższych dniach liczne teksty, a ja w swym cyklu zajmuję się głównie Italią, więc postaram się odnieść do analogicznych sytuacji w obu drużynach. 

Po pierwsze trener

Reklama

Mancini od początku postawił na jasny system gry i wybiera wykonawców tylko pod swój pomysł. W aktualnym momencie selekcjoner Italii musiał powołać aż blisko 50 piłkarzy, aby sklecić kadrę na trzy listopadowe mecze, bowiem koronawirus i kontuzje utrudniły mu zestawienie drużyny. Mimo tego Italia na Mapei Stadio grała dalej swoje, a nawet jeszcze lepiej niż w Gdańsku. Czy my dziś możemy być pewni tego, że "Biało-Czerwoni" w każdym meczu pokażą konsekwencję i klarowny styl Brzęczka?

Po drugie środek pola

Pod nieobecność Bonucciego włoscy kibice mogliby mieć obawy o poczynania Acerbiego i Bastoniego przeciw Lewandowskiemu. Mogliby, gdyby nie fakt, że pozostali piłkarze naszych rywali zabrali Polakom "sprzęt" i bawili się piłką przez pełne 90 minut. Nie dali nawet szansy na zagrożenie bramce Donnarummy. Locatelli, Jorginho i Barella zwłaszcza, ale także Insigne oraz Emerson zdominowali środek pola i postanowili zabawić się, jak w gierce treningowej.

Po trzecie agresja i dynamika

Włosi na lepszej niż w Gdańsku murawie mogli łatwiej utrzymywać się przy piłce, a kiedy ją tracili, natychmiast doskakiwali do nas, grali blisko i skutecznie w odbiorze. Polacy nie potrafili zagrać tak skutecznie w pressingu. Tak grają Włosi zawsze i tak potrafili zdominować także Holandię.

Po czwarte system

Przed wczorajszym meczem, razem z Piotrem Czachowskim, analizowaliśmy w studiu Polsatu Sport system gry Italii. Powtarzalność w jego realizacji jest zabójcza u Włochów. Niemal wszystko, co pokazaliśmy, sprawdziło się także w Reggio Emilia. Czy potrafilibyśmy tak dokładnie nakreślić system gry Polaków?

Po piąte selekcja

Mancini rozpoczynając przygodę z reprezentacją Italii był w potwornie trudnej sytuacji. Drużyna była pozbawiona nadziei, rozbita wewnętrznie, grała słabo i nieskutecznie. Włosi nie pojechali na mistrzostwa świata w Rosji. Z ostatniego meczu Gian Piero Ventury dziś u Włochów nie ma już Buffona, Barzaglego, Candrevy, Parolo, Darmiana, Gabbiadiniego oraz wówczas rezerwowych Astoriego, Ruganiego, Zappacosty, De Rossiego i Edera. Wśród piłkarzy, którzy wyszli wczoraj na plac tylko Acerbi miał ponad 30 lat, a jedynie Insigne i Florenzi mają ponad 30 spotkań w reprezentacji! A mimo tego drużyna jest niemal gotowa i już uformowana na mistrzowską imprezę.

Z podstawowego składu Adama Nawałki przeciwko Japonii na mundialu w Rosji dziś nie ma tylko Jędrzejczyka i Kurzawy. Pozostali piłkarze są także najważniejszymi w aktualnej kadrze. 

To powinno być naszym atutem, a drużyna po dwóch latach pracy selekcjonera powinna grać lepiej, a nie coraz gorzej. Z czterech meczów z Włochami za kadencji Brzęczka to w Reggio Emilia było najgorsze! Już mecz z Ukrainą pokazał, że coś złego dzieje się z naszą drużyną. Czy mamy nadzieję, że Brzęczek zdiagnozuje problemy kadry i wreszcie znajdzie antidotum na słabe występy, jak zrobił to Roberto Mancini?

Marcin Lepa, Polsat Sport

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje