Reklama

Reklama

Urugwaj, czyli skąd ich siła?

Mistrzów świata w całej historii futbolu było tylko ośmiu - na dziewiętnaście dotychczasowych turniejów. Brazylia wygrała pięć razy, Włosi cztery razy, Niemcy trzy razy, Argentyna dwa razy, Anglicy, Francuzi i Hiszpanie po razie. I w to towarzystwo wmieszał się Urugwaj - z dwoma triumfami!

Urugwaj jest jedną z najpotężniejszych nacji w historii futbolu. W przeszłości i teraźniejszości, choć Urugwajczyków jest tylko 3,5 miliona. Poza dwoma zwycięstwami jeszcze trzy razy znaleźli się w półfinale - w 1954, 1970 i 2010 roku. Na liście wszech czasów piłkarskich turniejów o mistrzostwo świata znaleźli się na 9. miejscu, choć jeśli chodzi o populację zajmują dopiero 131. miejsce na świecie. Udział Urugwaju w historii futbolu od dawna mnie fascynuje, stąd postanowiłem przybliżyć kilka faktów, przypomnieć kilku bohaterów...

Reklama

Siła z genów

Najpierw pytanie podstawowe - skąd się bierze ich siła? Jedna z odpowiedzi - pewnie istotna - z genów. Społeczeństwo Urugwaju to w zdecydowanej większości potomkowie hiszpańskich i włoskich imigrantów (88 procent populacji pochodzi z Europy). Włosi i Hiszpanie pięć razy zdobywali mistrzostwo świata, gdyby doliczyć do tego dwa triumfy Urugwaju, to okazałoby się, że te trzy kraje zagarnęły ponad 1/3 dotychczasowych trofeów. Tak, niewątpliwie Włosi, Hiszpanie, Urugwajczycy, a także Brazylijczycy i Argentyńczycy to szczególne nacje jeśli chodzi o futbol. Odegrały wielką rolę w przeszłości, a i sporo znaczą obecnie - już w XXI wieku. Jednak populacja Urugwaju jest szczególnie mała. Kolejny kraj, który może się pochwalić tytułem mistrza świata, to Argentyna - jednak ich liczba ludności przekracza 40 milionów. Bardzo blisko - i to aż trzy razy! - mistrzostwa świata byli Holendrzy (za każdym razem przegrywali w finale - w 1974, 1978 i 2010). Jednak Holendrów też jest znacząco więcej niż Urugwajczyków - 16,5 miliona. Warto zwrócić uwagę, że Urugwaj nadzwyczajną rolę odegrał również w Ameryce Południowej - zdobył aż 15 tytułów mistrza Copa America, podczas gdy Argentyna 14 razy, a Brazylia 8 (pozostali triumfatorzy - Paragwaj i Peru po 2 razy, Kolumbia i Boliwia - po razie). 

Szacuje się, że we współczesnym Urugwaju żyje kilkanaście tysięcy obywateli, mających polskie korzenie. Jeśli chodzi o piłkę nożną, to najbardziej znaczącym był Ladislao Mazurkiewicz, uznawany za jednego z najlepszych bramkarzy w historii Ameryki Południowej. 21-letni bramkarz - którego ojciec wyemigrował spod Warszawy - stał się rewelacją 8. finałów MŚ w 1966 roku. Jako pierwszy golkiper spoza Wielkiej Brytanii zachował czyste konto na Wembley - i to w inaugurującym meczu finałów z Anglią! Ostatecznie Urugwaj odpadł w ćwierćfinale - po klęsce z Niemcami. Wielu obserwatorów 9. finałach mistrzostw świata w 1970 roku uznaje, że najlepszym bramkarzem tego turnieju był właśnie Mazurkiewicz. Urugwaj awansował do półfinału, gdzie poległ z fenomenalną Brazylią, uznawaną za najlepszą drużynę wszech czasów. Mazurkiewicz bronił jeszcze w finałach 10. finałach MŚ w 1974 roku. I znowu zebrał niezwykle pochlebne recenzje!

Mistrzowie olimpijscy i świata

Najlepszym piłkarzem Urugwaju przed II wojną światową był Jose Leandro Andrade, który miał udział w trzech złotych medalach - dwóch igrzysk olimpijskich (Paryż 1924 i Amsterdam 1928) oraz 1. finałów mistrzostw świata (Montevideo 1930). Życie Andrade tak dobiegło końca, jak się zaczęło - w biedzie. Jednak w międzyczasie jego udziałem było bogactwo i sława - przygoda pełna muzyki, mody i seksu. W czasie igrzysk w Paryżu bawił się w najlepsze w kabaretach, a kobiety marzyły, aby na nie spojrzał. Był jednym czarnoskórym piłkarzem podczas całego turnieju! Mając 23-lata zachwycił wszystkich, podobnie jak cała ekipa Urugwaju - stylem gry, w którym było miejsce na popisy, wręcz sztuczki techniczne. W dodatku połączone to było z niezwykłą dyscypliną taktyczną.

Finał IO 1924 to był triumf 3-0 nad Szwajcarią. Finał IO 1928 to było zwycięstwo 2-1 z Argentyną (w drugim spotkaniu, bo w pierwszym mimo dogrywki padł remis 1-1). Finał mistrzostw świata 1930 roku na przepięknym Estadio Centenario był kapitalny. I też rywalem była Argentyna. Oficjalne źródła podają, że na trybunach było 68 tysięcy widzów, ale tak naprawdę było ich 90 tysięcy. Ciekawostka, że obie drużyny chciały grać "swoją" piłką. Sędzia z Belgii, John Langenus zdecydował się na "salomonowe" rozwiązanie - w pierwszej połowie grano piłką Argentyny, a w drugiej Urugwaju. Gospodarze prowadzili 1-0, później przegrywali 1-2, następnie padł gol na 2-2. Ostatecznie zwyciężył Urugwaj 4-2, a zaprocentowały na pewno 3-miesięczne przygotowanie zaaplikowane przez trenera Alberta Suppiciego. Na co dzień był profesorem kultury fizycznej, który starał się zadbać o ciało, ale i "ducha zespołu". Nie wahał się tuż przed turniejem wyrzucić z drużyny dwukrotnego mistrza olimpijskiego, najlepszego bramkarza, Andresa Mazaliego, który oddalił się z obozu treningowego. 

Jeśli finał MŚ 1930 roku był jednym z najbardziej fascynujących w historii, to co powiedzieć o finale MŚ 1950 roku?! Nota bene po raz pierwszy i ostatni o tym, kto wzniesie Złotą Nike decydowały rozgrywki grupowe. Do ostatecznej rozgrywki przystąpiły zespoły Brazylii, Szwecji, Hiszpanii i Urugwaju. Najpierw gospodarze finałów, Brazylijczycy zdeklasowali Szwedów, wygrywając aż 7-1. W spotkaniu Hiszpanii z Urugwajem padł remis 2-2. Później "canarinhos" ograli aż 6-1 Hiszpanów, a Urugwaj wymęczył zwycięstwo 3-2 ze Szwecją. Szwedzi pokonali Hiszpanów 3-1. Do decydującego spotkania Brazylia przystępowała z 4 punktami, a "Urusi" tylko z 3 (obowiązywał regulamin - 2 punkty za zwycięstwo, 1 za remis). Gospodarzom na słynnym stadionie Maracana wystarczał remis. Na trybunach zasiadło ponad 200 tysięcy widzów! Brazylia objęła prowadzenie w 47. minucie. Później jednak świat zobaczył coś niesłychanego, coś co uciszyło wszystkich. W 66. minucie Alcide Edgardo Ghigga przebił się na skrzydle, dośrodkował, a genialny Juan Alberto Schiaffino uderzył z woleja. W 79. minucie sam Ghigga uderzył z ostrego kąta, piłka odbiła się od słupka i wpadła. Świat nie widział takiej sceny, jak ta która nastąpiła po ostatnim gwizdku arbitra z Anglii, George'a Readera. Schiaffino tak po latach relacjonował: "To co ujrzeliśmy to byłą tragedia - przypominało pogrzeb. Ludzie płakali". Prezydent FIFA, Jules Rimet gdzieś w przejściu odszukał kapitana Urugwaju, Obdulio Varelę, aby wręczyć trofeum... Architektem tamtego zwycięstwa był Juan Lopez, który oddał środek pola Brazylii, aby przed własnym polem karnym zagęścić pole. Wyznaczył również Victora Andrade do indywidualnego krycia świetnego łącznika Zizinho. Najlepszy z Brazylijczyków Ademir został "odcięty" od piłek. Ademir - z ośmioma bramkami na koncie - wywalczył tytuł króla strzelców, ale z Urugwajem do siatki nie trafił. 

Spadkobiercy

Współczesny Urugwaj też odegrał wielką rolę w ostatnich, 19. finałach mistrzostw świata. Spadkobiercy Andrade, Schiaffino, czy Mazurkiewicza, zagrali fenomenalny turniej. Suwerennie wygrali grupę, najpierw remisując 0:0 z Francją, a następnie wygrywając 3-0 z RPA (2 gole Forlana i bramka Alvaro Pereiry) oraz zwyciężając 1-0 z Meksykiem (trafienie Luisa Suarez). W 1/8 finału podopieczni Tabareza pokonali 2:1 Koreę Południową (2 gole Suareza). W ćwierćfinale stoczyli bój z Ghaną wręcz niesłychany. Ostatni reprezentant Afryki prowadził po golu Sulleya Muntariego, ale Forlan wyrównał. W ostatniej minucie dogrywki Dominic Adiyiah strzelił głową i Suarez wyręczył własnego bramkarza, broniąc rękami. Sędzia wykluczył asa Urugwaju i podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Asamoah Gyan i kropnął w poprzeczkę. Gra nie była już kontynuowana, bo upłynął doliczony czas. Karnymi wygrali Urugwajczycy 4-2! W swoim marszu zatrzymali się w półfinale, przegrywając 2-3 z Holandią (gole Forlana i Maxi Pereiry). Spotkanie o trzecie miejsce również przegrali 2-3 - z Niemcami (dla Urugwaju trafili Edinson Cavani i Forlan). 

Urugwajczycy grają w charakterystyczny dla siebie sposób. Określiłbym to jednym słowem: konsekwentnie. Na bazie piłkarzy dobrych technicznie potrafią stworzyć kolektyw. Tak było u zarania wielkich zmagań w świecie futbolu - w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku, tak jest i teraz. W Gdańsku dojdzie do pierwszego meczu Urugwaju na polskiej ziemi. Bilety rozeszły się, jak świeże bułki. Pierwszy gwizdek w środę o godzinie 20.45, ale nasze studio w Polsacie Sport już od godziny 18.30. Zapraszam serdecznie!

Autor: Roman Kołtoń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje