Reklama

Reklama

Tymoszczuk: Właśnie dlatego tercet z Borussii nic nie wskórał

- Trójka z Borussii to kluczowi piłkarze kadry Polski. Poza tym tercetem, są w waszej kadrze jeszcze inni gracze występujący w Bundeslidze. Nie powiodło im się, bo my zagraliśmy bardzo dobrze, byliśmy skoncentrowani przez cały mecz. Zabezpieczyliśmy wszystkie strefy, walczyliśmy na całym boisku jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Dlatego Polakom nie było łatwo - powiedział nam doświadczony pomocnik reprezentacji Ukrainy i Bayernu Monachium - Anatolij Tymoszczuk.

Znajdź nas na Facebooku! Będziesz na bieżąco!

Reklama

INTERIA.PL: Spodziewał się pan tak w sumie łatwego zwycięstwa nad Polską 3-1?

Anatolij Tymoszczuk, pomocnik Bayernu Monachium i Ukrainy: - Może nie to, że się spodziewałem, ale miałem dobre przeczucia wynikające z właściwego nastawienia naszej drużyny. Wiedzieliśmy, że gra będzie ciężka, ale w zasadzie dwa szybko strzelone przez nas gole w jakimś stopniu były dzisiaj decydujące.

W drugiej połowie graliśmy spokojnie, wykorzystując wolną przestrzeń, jaką nam na swojej połowie zostawiła reprezentacja Polski, która za wszelką cenę chciała odrobić straty, więc wyszła wyżej. I wszystko nam wychodziło dobrze, za wyjątkiem wykorzystywania wypracowanych sytuacji. Ale możemy być zadowoleni, zarówno ze stylu naszej gry, jak i wyniku. Najważniejszym dla nas było wydarcie trzech punktów w tym pojedynku.

Co mówiliście sobie przed meczem: "Agresja, koncentracja", ale jakie słowa jeszcze padały?

- Tu nie trzeba było za dużo gadać, gdyż każdy z nas rozumiał, jaką wagę ma dla nas ten mecz. Ale wygrana nad Polską nie będzie miał aż tak wielkiego znaczenia, jeśli w następnym meczu z Mołdawią u siebie stracimy punkty. Dlatego starcie z Mołdawią będzie tak samo ważne, jak to z Polską. Dopóki nie wrócimy do grona liderów tabeli grupy, dopóki wszystkie szanse awansu na mistrzostwa świata nie będą spoczywać tylko i wyłącznie w naszych rękach - bez oglądania się na wyniki rywali, w żadnym wypadku nie mamy prawa tracić koncentracji i jednego choćby punktu.

Gdy prowadziliście w siódmej minucie 2-0 pomyślał pan sobie: "Już ten mecz wygraliśmy"?

- Przede wszystkim martwiłem się o to, abyśmy nie stracili kontaktowej bramki. Ale i tak to się stało, Polacy gnietli nas, mieli szanse przy stanie 1-2, ale o wszystkim przesądził strzelony przez nas gol na 1-3 w 45. min, czyli klasyczny gol "do szatni". To był kluczowe trafienie w tym pojedynku, najważniejsze dla nas. Po nim gra się uspokoiła i w drugiej połowie byliśmy bardziej skoncentrowani i zaprezentowaliśmy dojrzały futbol.

Po Euro 2012 wasza reprezentacja jest w okresie przebudowy. Czy sądzi pan, że bez lidera, jakim był Andrij Szewczenko możecie tworzyć silniejszy zespół?

- Według mnie na Euro 2012 pokazaliśmy grę na wysokim poziomie. Nie awansowaliśmy, ale wszyscy pamiętamy błędy sędziowskie. Wbrew nim nasza "sborna" zaprezentowała się dobrze, walecznie i zasłużyła na wyjście z grupy tym bardziej, że grała u siebie. Niestety, nie udało się awansować, ale myślę, że mistrzostwa Europy i tak były dla nas świetnym doświadczeniem. Zwłaszcza dla młodszych zawodników, którzy dopiero zaczynają karierę reprezentacyjną. W tym sensie Euro 2012 było dla nas bez wątpienia olbrzymim plusem.

Dlaczego pana kolegom z Bundesligi grającym w reprezentacji Polski mecz przeciwko wam nie wyszedł?

- Trójka z Borussii to kluczowi piłkarze kadry Polski. Poza tym tercetem, są w waszej kadrze jeszcze inni gracze występujący w Bundeslidze. Nie powiodło im się, bo my zagraliśmy bardzo dobrze, byliśmy skoncentrowani przez cały mecz. Zabezpieczyliśmy wszystkie strefy, walczyliśmy na całym boisku jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Dlatego Polakom nie było łatwo, ale i tak mogę każdego zapewnić, że to zawodnicy na wysokim poziomie.

Rozmawiał na Stadionie Narodowym: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje