Reklama

Reklama

Trochę więcej niż kopanina

Piłkarze Franciszka Smudy nie umieli wbić bramki Finom, przekonując się jak trudno wzbić się ponad przeciętność. Skala trudności przed nimi rośnie jednak na poziom światowy. Serbowie to finaliści mundialu, Hiszpanie jego faworyci.

Mecz Polaków z Finami był tradycyjnie daniem "ciężkostrawnym", po skosztowaniu, którego jeszcze raz się przekonaliśmy, że Franciszek Smuda nie ma piłkarzy potrafiących wykonać kluczowe podanie. Jedyne miał debiutujący Adrian Mierzejewski, ale Ireneusz Jeleń go nie wykorzystał. Poza tym nawet jeśli polscy piłkarze przeprowadzili płynną akcję, nie było nikogo, kto umiałby zaskakująco i celnie zagrać piłkę do napastników. Piłkarze Smudy oddali w Kielcach masę strzałów, wszystkie jednak z dystansu, lub pozycji nieprzygotowanych.

Finowie przesadnie Polakom nie przeszkadzali, ale też i nie pomagali. Poważny kiks zdarzył się obronie gości tylko raz - w doliczonym czasie gry stoper nie trafił w piłkę, ta doleciała do Artura Sobiecha, który źle przyjął, a potem kopnął ją pionowo w górę. Kilkadziesiąt sekund wcześniej Sobiech zmienił Roberta Lewandowskiego. Napastnik Lecha na taką okazję czekał bezskutecznie 90 minut zaliczając jeden z gorszych meczów w kadrze. To samo dotyczy drugiego z bohaterów pojedynku z Bułgarami. Kuba Błaszczykowski powinien być właśnie tym, który bierze na siebie trud wykonania czegoś nieprzewidywalnego, tymczasem dziś skuteczność go zawodziła. Miał kilka rajdów, dobrych dryblingów, wszystko to jednak za daleko od bramki. Im bliżej miejsc gdzie rozstrzygają się mecze, tym Błaszczykowski był mniej efektywny.

Reklama

Oczywiście można do znudzenia przypomnieć, że to tylko gra towarzyska, okazja do selekcji, że Smuda ma na zbudowanie drużyny na Euro jeszcze dwa lata, a teraz dopiero wstępnie testuje zawodników. Dziś nie widziałem jednak zbyt wielu optymistycznych przebłysków, ani u debiutantów, ani doświadczonych kadrowiczów.

Spotkanie w Kielcach nie było bezładną kopaniną: Polacy potrafili kilka razy dokładnie i szybko rozegrać piłkę, ale w zespole nie było jakości przewyższającej Finów. Piłkarze Smudy biegali, walczyli, zostawili sporo zdrowia na boisku, poczucie, że panują nad rywalami mogli mieć zaledwie kilka minut. Po ciekawych akcjach wszystko wracało do normy, czyli zagrań niechlujnych, zbyt wolnych i przewidywalnych. Może w środę finaliści mistrzostw świata Serbowie zmuszą piłkarzy Smudy do czegoś więcej? Dziś gospodarze zagrali "na alibi", mając poważne kłopoty, by pokazać cokolwiek nieprzeciętnego (jak rajd Piszczka z pierwszej połowy zakończony jednak złym podaniem). Dlatego bezbramkowy remis z Finami na swoim boisku nie pozostawił u mnie wrażenia, że Polaków spotkała jakaś niesprawiedliwość.

Dariusz Wołowski, Kielce

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje