Reklama

Reklama

Tomasz Kłos: W czerwcu zawsze było pod górkę

W piątek w Kiszyniowie polscy piłkarze muszą pokonać Mołdawię, by zachować szanse awansu do mistrzostw świata. W czerwcu, po ligowym sezonie, ostatnio reprezentacji nie wiodło się najlepiej. "Zawsze było pod górkę" - przyznał były kadrowicz Tomasz Kłos.

W 21. wieku, nie licząc lat, w których "Biało-czerwoni" przygotowywali się do występu w mundialu bądź mistrzostwach Europy, kadra rozegrała w czerwcu 13 spotkań. Wygrała cztery, trzy zremisowała i doznała sześciu porażek.

Reklama

W sześciu przypadkach stawką były punkty eliminacji MŚ lub ME. To zestawienie jest nieco bardziej optymistyczne, gdyż zawiera trzy wygrane, remis i dwie porażki.

"Odkąd pamiętam zawsze w czerwcu mieliśmy "pod górkę". Zmęczeni sezonem ligowym, niektórzy poobijani, inni myślami na wakacjach bądź przy zmianie klubów. W dodatku tak się układało, że zazwyczaj graliśmy na wyjazdach i to często w miejscach, gdzie aura bardzo nam nie sprzyjała" - powiedział wieloletni reprezentant Polski Tomasz Kłos.

W czerwcu 2001 roku drużyna prowadzona przez Jerzego Engela zdobyła cztery cenne punkty w kwalifikacjach MŚ, wygrywając w Cardiff z Walią 3-1 i remisując 1-1 na gorącym terenie w Erywaniu z Armenią. Eliminacje skończyły się happy endem i "Biało-czerwoni" awansowali do mundialu.

"Trudno zapomnieć o spotkaniu z Ormianami. Pojechaliśmy w roli faworyta, zwłaszcza po zwycięstwie w Cardiff. Interesowały nas tylko trzy punkty, a skończyło się remisem po dramatycznym meczu, w którym Jacek Bąk najpierw strzelił bramkę, a później w kontrowersyjnych okolicznościach został ukarany czerwoną kartką. Graliśmy po południu, przy temperaturze 35 stopni Celsjusza i olbrzymiej wilgotności. Na trybunach było równie gorąco, a na boisku istna wojna. Wiele wysiłku i nerwów kosztował nas ten punkt" - zaznaczył Kłos.

Dwa lata później, już pod wodzą Pawła Janasa, Polaków czekał ważny mecz w batalii o udział w Euro 2004. Na nieistniejącym już stadionie Rasunda w Sztokholmie przegrali jednak ze Szwedami 0-3.

Rok później na tym samym obiekcie w spotkaniu towarzyskim gospodarze, przygotowujący się do występu w ME, wygrali 3-1.

W 2005 roku polski zespół w czerwcu czekała potyczka w eliminacjach MŚ z Azerbejdżanem w Baku. Daleka wyprawa przyniosła sukces i zakończyła się zwycięstwem 3-0.

"Wynik może być nieco mylący, bo to nie był łatwy mecz. Wygraliśmy dość pewnie, ale zdrowia na boisku zostawiliśmy mnóstwo. Generalnie dużo milej wspominam mecze jesienne czy wiosenne. Także dlatego, że chyba wolimy grać przy 4 stopniach niż 34. A po trudach sezonu ligowego łatwiej o zmęczenie materiału, organizmy piłkarzy częściej się buntują i trudniej je zmusić do maksymalnego wysiłku" - podsumował 69-krotny reprezentant kraju.

Czerwiec 2007 roku oznaczał kolejny wyjazd za Kaukaz. Drużyna narodowa pod wodzą Holendra Leo Beenhakkera najpierw pokonała w Baku Azerbejdżan 3-1, a następnie doznała porażki w Erywaniu z Armenią 0-1. Kwalifikacje ME były jednak udane i rok później "Biało-czerwoni" w Austrii zadebiutowali w tej imprezie.

W 2009 roku holenderski selekcjoner zabrał zespół do RPA. Kadra poleciała tam w okrojonym mocno składzie, gdyż wielu czołowych piłkarzy przedstawiło zwolnienia lekarskie. Efektem była porażka 0-1 z ekipą gospodarzy oraz remis z Irakiem 1-1.

Rok później Franciszek Smuda budował już drużynę na Euro 2012. Miały w tym pomóc mecze towarzyskie mecze z Serbią i Hiszpanią. Pierwszy, rozegrany w Austrii, zakończył się bezbramkowym remisem, a szykujący się do wyjazdu na mundial mistrzowie Starego Kontynentu rozbili "Biało-czerwonych" 6-0.

Nieco lepsze wrażenie polscy piłkarze zostawili po sobie w czerwcu 2011 roku. Najpierw pokonali w Warszawie Argentynę 2-1. Mecz miał charakter oficjalny, choć goście wystąpili w całkowicie rezerwowym zestawieniu. Cztery dni później na stadionie Legii triumfowała reprezentacja Francji, wygrywając 1-0.

W piątek w Kiszynowie stawka będzie dużo większa, a strata punktów ograniczy niemal do zera szanse "Biało-czerwonych" na występ w przyszłorocznych MŚ. Tym razem aura nie powinna im zbytnio przeszkadzać, bo najnowsze prognozy przewidują, że podczas meczu termometry będą wskazywać 18-20 st. C, ale można się spodziewać obfitych opadów deszczu. W takich warunkach toczył się wtorkowy sparing z Liechtensteinem (2-0) w Krakowie.

"Spacerek to na pewno nie będzie, ale myślę, że Polacy wiedzą, o co grają. Tylko trzy punkty sprawią, że pozostaną w walce o awans, choć szanse i tak będą niewielkie" - zaznaczył 40-letni Kłos.

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Mołdawia - Polska!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje