Reklama

Reklama

To kadra choruje, a nie Lewandowski!

8 meczów bez gola, 12 godzin - co się dzieje z Robertem Lewandowskim w reprezentacji? Czy będzie drugim Krzysztofem Warzychą, który w zagranicznym klubie był wielki, a w reprezentacji nic nie znaczył i to mimo 50 gier z Białym Orłem na piersi?

Otóż moja diagnoza sytuacji jest zupełnie inna. To nie Lewandowski choruje, a kadra choruje. Gra ofensywna zbudowana jest w oparciu o Ludovica Obraniaka, który zachowuje się niczym rozkapryszona diva operowa...

Na miłość do Obraniaka zachorował Franciszek Smuda. I przegrał Euro 2012. Dla Waldemara Fornalika zawodnik z Francji też jest cenny. "Czy możemy sobie pozwolić na stracenie takiego piłkarza?" - powtarzał jesienią 2012 roku. Szczególnie, że sami kadrowicze byli bliscy bojkotu Obraniaka, który w Podgoricy dostał czerwoną kartkę za głupie zachowanie. Obraniak w Dublinie zawiódł na całej linii. Selekcjoner "Biało-czerwonych" z pewnością widział to wyraźnie i nawet, jeśli publicznie nie chce formułować żadnych wniosków, będzie musiał je wyciągnąć.

Metoda na skuteczność Lewandowskiego? Forsowałbym wariant z Kubą Błaszczykowskim za Lewandowskim i dwoma skrzydłowymi. Ciekaw jestem formy Macieja Rybusa, nie wykluczałbym Sławomira Peszki, Kamila Grosickiego, czy Jakuba Koseckiego lub Pawła Wszołka. Naprawdę, gdzie jak gdzie, ale na skrzydłach mamy wybór nadzwyczajny. Niech zdecyduje forma najbliższych tygodni. Można również zastanowić się nad wariantem z Adrianem Mierzejewskim, jako playmakerem. Pomocnik Trabzonsporu jest w życiowej formie...

A może Lewandowski cofnięty? A na szpicy Arkadiusz Milik, Artur Sobiech lub Łukasz Teodorczyk? Raczej nie. "Lewy" najlepszy jest na pozycji wysuniętego napastnika. Po co powtarzać casus Warzychy. Snajper Panathinaikosu Ateny cierpiał w kadrze, właśnie dlatego, że nie grał na swojej pozycji. Najczęściej występował na boku pomocy, a nie na szpicy. Stąd kiepska skuteczność legendy ligi greckiej.

Najnowszy magazyn "Kicker" zastanawia się nad sposobem gry Lewandowskiego - na tle Mario Gomeza i Mario Mandżukicia, a więc snajperów Bayernu Monachium. "Który z nich jest idealny dla Bayernu?" - dopytuje się Karlheinz Wild. "Kicker" zamieszcza między innymi mapy poruszania się zawodników - od początku sezonu 2011/2012 i to zarówno w Bundeslidze, jak i w Champions League. Wychodzą pewne prawidłowości. "Gomez najczęściej jest przy piłce w polu karnym i jego okolicach. Jest efektywny i biega najmniej". "Mandżukić dużo więcej biega do linii środkowej, a Chorwat najskuteczniejszy jest również w pojedynkach - zarówno w ofensywie, jak i defensywie, czy to na ziemi, czy też w powietrzu". "Lewandowski jest bardzo aktywny między linią środkową a szesnastym metrem. Schodzi chętnie na skrzydła - szczególnie na lewe. Biega najwięcej". 

Reklama


Wszyscy trzej są niezwykle skuteczni. W Bundeslidze - od lata 2011 roku - Gomez w 42 spotkaniach strzelił 29 bramek (średnia 0,69), Lewandowski w 54 meczach trafił do siatki 36 razy (średnia 0,66), a Mandżukić w 50 grach zdobył 26 bramek (średnia 0,52). Co ciekawe od listopada 2012 roku Gomez jest zdrowy, ale trener Jupp Heynckes z reguły wystawia Chorwata. Doceniając zarówno pracę, jak i skuteczność. Heynckes stara się bronić Gomeza. Okazuje się, że od lata 2011 roku napastnik reprezentacji Niemiec wystąpił w 14 meczach Ligi Mistrzów i strzelił aż 13 bramek.

Szkoleniowiec Bayernu zaznacza: "Gomez to maszyna do strzelania bramek. Potrafi być tak skuteczny, jak Messi, czy Cristiano Ronaldo". Hm, tyle, że w 10 ostatnich meczach Bayernu w Bundeslidze i Lidze Mistrzów, Gomez tylko 2 razy zagrał od początku, a Mandżukić aż 8. "A teraz jeszcze Lewandowski jest na tapecie, jeśli chodzi o Bayern" - pisze Wild.

Na umiejętnościach Lewandowskiego musi skorzystać i reprezentacja. I tu pytanie do Fornalika. Niech nie idzie drogą Smudy, który wierzył w trio z Borussii Dortmund, ale nie zdołał wypracować własnego wariantu gry. Nasza drużyna narodowa nigdy nie będzie grała, jak Borussia. Jednak może się postarać o mądrą strategię - szczególnie w ofensywie, gdzie nie brakuje nam utalentowanych i szybkich piłkarzy. Dość Obraniaka, z którym poległ Smuda. Czas na skrzydłowych, których będzie niosła ambicja.

A propos Warzychy. Może już w tym sezonie Lewandowski prześcignie najlepszego polskiego snajpera Champions League. Snajper Panathinaikosu zdobył 8 goli w Lidze Mistrzów. Bramka Roberta w Doniecku była jego 6 w najważniejszych rozgrywkach klubowych Starego Kontynentu. Na trzecim miejscu są Jacek Krzynówek (Leverkusen) i Emmanuel Olisadebe (Panathinaikos), którzy strzelili po 3 gole.

Roman Kołtoń

Autor jest komentatorem Polsatu Sport

Jeszcze więcej informacji i komentarzy na blogu "...a bramki są dwie" Romana Kołtonia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje