Reklama

Reklama

Taką decyzję selekcjoner musi uzasadnić

​W kontekście do zbliżających się batalii o wszystko z Ukrainą i Anglią martwią mnie dwie sprawy. Za bardzo koncentrujemy się nad tym, jakiego królika z kapelusza wyjmie Artur Boruc, jaką interwencją zatrzyma Konopliankę, a jaką paradą wybije z głowy strzelanie Rooneyowi.

Tymczasem piłka to nie hokej. Tu bramka ma nie 183 cm szerokości, tylko 7,32 metra, przez co i znaczenie bramkarza w tej dyscyplinie nie jest kluczowe.

Druga sprawa - selekcjoner Waldemar Fornalik nie chce wyjaśnić, dlaczego zrezygnował z powołania Sebastiana Boenischa - jedynego grającego regularnie polskiego obrońcy w Bundeslidze i Lidze Mistrzów jednocześnie. Mógł przecież chociażby powiedzieć tak jak wiceprezes PZPN-u Marek Koźmiński ("Boenisch w kadrze gra tragicznie, sprawia wrażenie, jakby mu nie zależało, więc lepszy już Wawrzyniak, który się przykłada i walczy całym sercem"), albo jak mawiał poprzedni selekcjoner Franz Smuda ("Dopóki ja tu rządzę, to nie dziennikarze będą dyktować kogo mam powoływać, tylko sam to zrobię, bo to ja odpowiadam za wynik.")

Fornalik tak nie mówi, na temat braku powołania dla Boenischa z jego ust słyszymy (cytat za "Przeglądem Sportowym"): - "Proszę darować, nie chcę się zagłębiać w tę decyzję."

Przez brak logicznego wytłumaczenia rezygnacji z Boenischa, w głowach kibiców będą się rodziły spekulacje i pytania: "Czy selekcjoner uległ jakimś naciskom rezygnując z Sebastiana?", "Jest miejsce w kadrze dla ludzi z 2. Bundesligi, a nie ma dla  faceta z drużyny, która jako jedyna dotrzymuje kroku w Bundeslidze Borussii i Bayernowi"?

Daleki jestem od twierdzenia, że Boenisch to być albo nie być Polski na mundialu. Lewy obrońca rzadko decyduje o obliczu reprezentacji, chyba że nazywa się Roberto Carlos, albo Fabio Coentrao. Ma pomóc w odbiorze piłki, czasem podłączyć się do ataku, dobrze dośrodkować, żadnych cudów. Dobrze by się jednak stało, by w wypadku Sebastiana nie powtórzyła się sytuacja z Ludovikiem Obraniakiem, który został trochę zaszczuty i podziękował nam za gościnność. Franz Smuda poświęcił trochę czasu i energii, by namówić mistrza Europy do lat 21 z Niemcami do gry dla Polski. Podczas Euro 2012 Boenisch był kiepski, gdyż nie doszedł do siebie po kontuzji. Ostatnio w kadrze również grywał słabo, ale mam wrażenie, że i tak zbierał zbyt mocne cęgi, krytyka pod jego adresem przekraczała czasem granice dobrego smaku.

Spośród lewych obrońców w kadrze zostaje nam Jakub Wawrzyniak, do którego jak ulał pasuje powiedzenie Tomasza Hajty: "To fajny chłopak, tyle że nie ma takiej pozycji na boisku". Będziemy trzymać kciuki za legionistę, by w meczach z Ukrainą i Anglią zagrał tak, by nikt nie tęsknił nie tylko za Bonischem, ale także za klasowym lewym obrońcą z polskim paszportem, który nie istnieje, bądź nikt o tym nie wie.

Autor: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje