Reklama

Reklama

Szczęsny: Trenerzy mają w kim wybierać

Wojciech Szczęsny prawdopodobnie zadebiutuje w środę w piłkarskiej reprezentacji Polski. 19-letni bramkarz Arsenalu Londyn, choć nie zagrał dotąd w drużynie narodowej, to nie był zaskoczony powołaniem od trenera Franciszka Smudy. Jak przyznał, nowy selekcjoner największą uwagę podczas zgrupowania zwraca na dyscyplinę.

Na pierwsze zgrupowanie "nowej" kadry Smuda powołał dwóch bramkarzy angielskich klubów - Tomasza Kuszczaka z Manchesteru United i Szczęsnego. Ten pierwszy bronił w sobotnim spotkaniu z Rumunią (0:1), drugi ma szansę zagrać w środowym meczu z Kanadą w Bydgoszczy, choć trenerzy nie zdecydowali jeszcze czy rozpocznie grę w podstawowym składzie.

- Debiut? Na razie nic o tym nie wiem. Słyszałem tylko wypowiedź trenera Smudy, że wszyscy przebywający na zgrupowaniu zagrają. To jedyny sygnał w tej sprawie. Jestem jednak gotowy. Ochotę do gry mam wielką. Liczę, że dostanę szansę i ją wykorzystam - powiedział Wojciech Szczęsny, który szczerze przyznał, że powołanie do kadry go nie zaskoczyło.

Reklama

- Powiedzieć, że się spodziewałem, to może za dużo, ale na pewno miałem nadzieję. Szczególnie w sytuacji, gdy kontuzji nabawili się Łukasz Fabiański i Artur Boruc. Liczyłem, że trener mnie powoła. Wydawało mi się jednak, że przyjedzie jeszcze Łukasz Załuska z Celtiku Glasgow i będzie nas na zgrupowaniu trzech - dodał.

Syn byłego reprezentanta Polski - Macieja - nie ma wątpliwości, że na pozycji bramkarza trenerzy drużyny narodowej mają w kim wybierać, a rywalizacja o miejsce w podstawowym składzie będzie ostra, ale sportowa.

- Mówi się nawet o kłopotach bogactwa w polskiej bramce. Pewnie dlatego, że mamy dużo bramkarzy w czołowych klubach Europy. Bez względu na to, z kim przyjdzie mi rywalizować - czy to jest, jak teraz, Tomek, czy Łukasz, czy Artur - będzie to rywalizacja bardzo sportowa. Wszyscy jesteśmy bardzo przyjaźnie do siebie nastawieni. Jestem pewny, że na Euro 2012 będzie grał najlepszy z nas - podkreślił.

Obecne zgrupowanie to jego drugi kontakt z reprezentacją. Przed Euro 2008 w Austrii i Szwajcarii wychowanek stołecznej Agrykoli przez tydzień ćwiczył z drużyną Leo Beenhakkera, zastępując bramkarzy, którzy jeszcze nie zakończyli sezonu. Jego zdaniem, trudno porównać Holendra do Smudy.

- Trener Smuda, może dlatego, że jest polskojęzyczny, lepiej potrafi trzymać dyscyplinę, choć nie jest to zarzut wobec Beenhakkera. Od pierwszego dnia powiedział, że dyscyplina jest najważniejsza i wszyscy to zrozumieli i się temu podporządkowali. A metody treningowe? Ciężko mi powiedzieć. Ten tydzień, który spędziłem z trenerem Beenhakkerem, był zupełnie inny. Tam były przygotowania do Euro, a tu jest budowanie zespołu od początku, więc trudno to porównać. Jednak to dwaj zupełnie inni ludzie. Myślę jednak, że jak ocena końcowa pracy Beenhakkera nie jest w kraju raczej pozytywna, tak mam nadzieję, że na koniec pracy trenera Smudy odniesiemy jakieś sukcesy i z perspektywy czasu jej ocena będzie wysoka - powiedział.

Budowa drużyny z myślą o mistrzostwach Europy w 2012 roku, których Polska będzie współgospodarzem, rozpoczęła się od porażki. Szczęsny uważa, że słowo "falstart" nie jest adekwatne do sytuacji.

- Nie nazwałbym tego falstartem. Ze względu na stan boiska lepiej już nie wracać do tego meczu. Żeby zobaczyć, w jakim ono było naprawdę stanie, trzeba było na nie wejść. Jeszcze chyba nigdy nie grałem na czymś takim. Przyznam, że w głębi duszy myślałem sobie momentami: "chłopie, dobrze, że cię tam nie ma". Dlatego tak naprawdę chyba jeszcze nie wystartowaliśmy. Nikt jednak nie może zarzucić reprezentantom braku zaangażowania; wszyscy biegali, walczyli. A gra piłką? To było praktycznie niemożliwe. Gdyby wystawić najlepszy skład Arsenalu, wyglądałoby to pewnie podobnie - przyznał.

Szczęsny to jeden z przedstawicieli "młodej fali" w polskim futbolu. W sobotę w reprezentacji debiutowali Maciej Rybus, Maciej Sadlok i Patryk Małecki, a w kolejce czeka jeszcze Kamil Glik. Wszyscy mają 20-21 lat.

- Przygotowujemy zespół nie na "za tydzień", a na "za dwa i pół roku". Wtedy ta młodzież, miejmy nadzieję, będzie stanowić o sile reprezentacji. Im wcześniej tych młodszych zawodników oswaja się z atmosferą, im wcześniej się ich wprowadzi do zespołu, tym większy będą stanowić pożytek dla reprezentacji. To dobra sprawa, tym bardziej, że i ja na tym korzystam - ocenił.

Jak dodał, nie ma złudzeń, że powołanie do drużyny narodowej poprawi jego pozycję w Arsenalu, gdzie - oprócz Fabiańskiego - musi rywalizować z Hiszpanem Manuelem Almunią i Włochem Vito Mannone. - Informacja o powołaniu odbiła się co prawda miłym echem w klubem, koledzy i trenerzy gratulowali mi wyróżnienia, ale nie sądzę, by miało to jakieś przełożenie na moją pozycję w klubie. Muszę twardo walczyć o swoje. I tyle - zakończył.

CZYTAJ TAKŻE

Wojciech Szczęsny: Jestem gotowy!

Dowiedz się więcej na temat: zgrupowanie | Franciszek Smuda | Łukasz | kadry | trenerzy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje