Reklama

Reklama

Świerczewski radzi włodarzom PZPN

Piotr Świerczewski był jednym z liderów kadry Jerzego Engela, zarówno na boisku jak i poza nim. W rozmowie z "Tylko Piłką" opowiada o warunkach, jakie panowały w ośrodku polskiej kadry podczas mistrzostw świata w Korei i Japonii, a także dzieli się uwagami na temat potrzeb piłkarzy w trakcie takiego turnieju.


Ośrodek w Korei:

- Warunki były znakomite, a architektonicznie robił ogromne wrażenie. Wewnątrz znajdowały się stoły do tenisa stołowego, basen, Internet, siłownia, sauna. Właściwie wszystko, co można sobie wymarzyć. Byliśmy w niecałe 50 osób w ośrodku, który mógł pomieścić ponad 200 ludzi! Koreańczycy bardzo obawiali się ewentualnych ataków terrorystycznych, dlatego obserwowano nas ze wszystkich stron - by na nasz teren nie przedostała się żadna niepożądana osoba. To miało swoje plusy i minusy. W tej twierdzy spędziliśmy blisko miesiąc w swoim towarzystwie. Można było "zwariować"! Dla porównania, tacy Brazylijczycy mieli zorganizowane wyjścia na miasto - do ludzi. Dostawali również wolne wieczory, by się rozluźnić i iść np. do dyskoteki. I zdobyli mistrzostwo świata! My takich eskapad nie mieliśmy. W trakcie całego pobytu, tylko raz pozwolono nam swobodnie wyjść z ośrodka. Byliśmy wolni, a jednak zamknięci. Dziwna sytuacja. Dobrze, że pojechaliśmy tam dużo wcześniej, ale nie wiem dlaczego koszarowano nas niczym w wojsku.

Reklama

Błąd organizacyjny:

- W naszym przypadku źle dobrano strefę klimatyczną. Na szczęście w Niemczech nie będzie takich problemów. Ale chciałbym podzielić się pewną uwagą na temat Korei. Moim zdaniem dzieli się ona na dwie strefy. Jedna, gdzie powietrze jest normalne, suche. A druga - ze zwiększoną wilgotnością. My przebywaliśmy w ośrodku w strefie suchej, a na pierwszy mecz pojechaliśmy do tej drugiej. Niesamowicie się tam pociliśmy. Bardzo ciężko było nam się przystosować. 15 minut w naszym wykonaniu wyglądało jeszcze nieźle, ale później zaczęło brakować sił. Miejmy nadzieję, że dzięki sprzyjającemu klimatowi w Niemczech występ polskiej reprezentacji zakończy się lepszym wynikiem niż ten sprzed 4 lat.

Przestroga:

- Fajnie jest przez tydzień siedzieć z kolegami, śmiać się, rozmawiać, pograć w bilard, czy w pingponga. Ale po tygodniu wyczerpuje się repertuar zajęć. Powinno się dać piłkarzom więcej luzu. Miło jest choćby na krótko gdzieś wyjść - do ludzi - zobaczyć nowe twarze, pochodzić po sklepach. Trzy tygodnie w swoim gronie to naprawdę dużo - w Korei dochodziło przez to do niepotrzebnych spięć i kłótni w drużynie. W trakcie takiego turnieju pojawia się także tęsknota za rodziną. Dlatego ważne jest, aby mieć stały kontakt z bliskimi. Do Niemiec będą mogły szybko i łatwo dotrzeć żony piłkarzy. Ale trzeba im umożliwić swobodny dostęp do swoich mężów, a nie izolować jednych od drugich. W czym by im one przeszkadzały? Jak chcą, to niech wchodzą. Najgorzej jest odciąć piłkarzy od ich problemów, bo oni i tak się o nich dowiedzą przez telefon!

Potrzeby piłkarzy:

- W takim ośrodku piłkarzowi przede wszystkim potrzebny jest spokój. Ale jednocześnie organizatorzy powinni sporządzić jakiś program zajęć dodatkowych. Żeby zawodnicy nie myśleli tylko o piłce, piłce i piłce. Wtedy można "oszaleć". Ważny jest też komfort pokojów. Szczególnie wygodne powinny być łóżka - piłkarze spędzają w nich wiele czasu, także w dzień - przed treningiem i po nim. Pokoje powinny być natomiast przestronne, żeby można było swobodnie oddychać. Co do ilości osób w jednym pokoju - to powinna być indywidualna sprawa każdego z reprezentantów. Jak ktoś chce być w "jedynce", to powinno mu się ją zapewnić. Jedni lubią intymność, aby spokojnie posiedzieć przy komputerze, porozmawiać przez telefon z bliskimi, nie słyszeć chrapania kolegi. A drudzy wolą np. być w "trójce", gdzie jest weselej.

Rada dla PZPN przy wyborze ośrodka:

- Moim zdaniem ważne jest zapewnienie fajnych, komfortowych pokojów. Co do boisk, to myślę, że dwa w zupełności wystarczą - na jednym trenowaliby po meczu piłkarze z podstawowej jedenastki, a na drugim ci, którzy nie grali. Ważna jest także odnowa biologiczna. No i nie ma co ich zamykać, np. 40 km za miastem. Co będą tam robić?! Autokarem jeździć dla rozrywki? Ja np. nie czuję się dobrze, jak jestem gdzieś daleko poza miastem, w dodatku zamknięty. Mieszkanie na odludziu jest fajne, jak się tam jedzie na trzy dni, czy nawet na tygodniowy obóz z drużyną. Ale na dłużej, to istna tragedia!

Tylko Piłka/Wojtek Szaniawski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje