Reklama

Reklama

​Stanisław Terlecki - krnąbrny kolega Beckenbauera i Neeskensa

Grał w piłkę z największymi gwiazdami swoich czasów. Poznał Pelego, Beckenbauera oraz Neeskensa. - Pamiętam treningi za czasów Leszka Jezierskiego. Jak jakiś słabszy technicznie zawodnik zabrał mu piłkę, to zawsze śmiał się i krzyczał: "No nie, no nie! Taki drewniak zabrał mi piłkę, niemożliwe" - mówi Marek Chojnacki, wspominając czasy wspólnej gry ze Stanisławem Terleckim. Przypominamy tekst, który powstał z okazji 62. urodzin legendy.

28 listopada 1980 roku reprezentacja Polski rozpoczynała zgrupowanie przed meczem eliminacji MŚ z Maltą w Valletcie. Na lotnisku Okęcie, skąd piłkarze mieli polecieć na Maltę, stawił się bramkarz Orłów - Józef Młynarczyk. Świadkowie zdarzenia twierdzili, że golkiper Widzewa przybył w stanie nietrzeźwym. Selekcjoner Ryszard Kulesza postanowił odesłać Młynarczyka do domu, ale za kolegą wstawili się: Zbigniew Boniek, Władysław Żmuda i Stanisław Terlecki.

Trener uległ i zabrał bramkarza na zgrupowanie do Włoch. Na miejscu o powrocie do kraju Młynarczyka i trójki buntowników zdecydował jednak prezes PZPN, generał Marian Ryba. Miesiąc później federacja ukarała piątkę zawodników dyskwalifikacjami. Piątym ukaranym był Włodzimierz Smolarek, który miał imprezować z Młynarczykiem.

Reklama

Terlecki, który wraz z Bońkiem otrzymał najdłuższą - roczną dyskwalifikację, był jedynym piłkarzem, który nie pokajał się i nie prosił o złagodzenie kary. W efekcie 25-letni wówczas zawodnik ŁKS-u zakończył reprezentacyjną karierę.

"Afera na Okęciu" idealnie opisuje niepokornego, bezkompromisowego piłkarza, który, choć talent miał wielki, nigdy nie zasmakował gry na mundialu.

- Zawsze był krnąbrny. Opowiadał mi, że kiedy wchodził do szatni jako młody zawodnik i jeden ze starszych piłkarzy zwrócił się do niego "Co Ty, młody jesteś", to od razu ruszył i krzyknął do niego: "Jak chcesz, to chodź, podwijamy rękawy i jeden na jeden". Nie dawał sobie w kaszę dmuchać - wspomina, w rozmowie z Interią, Marek Chojnacki, który występował z Terleckim w ŁKS-ie.

Nigdy nie ukrywał również, co myśli. W książce "Tajna historia futbolu. Służby, afery i skandale" Grzegorz Majchrzak z Instytutu Pamięci Narodowej ujawnił, że podczas jednego z lotów reprezentacji Polski na mecz wyjazdowy Terlecki pokazał generałowi Rybie wielkie uszy, sugerując, że ten donosi na piłkarzy Służbie Bezpieczeństwa.

Terlecki wychował się w warszawskich klubach, a w lidze debiutował w Gwardii. Gwiazdą został jednak dopiero po transferze do Łódzkiego Klubu Sportowego.

- Bardzo dobrze wyszkolony technicznie. To co go charakteryzowało, to gra obiema nogami. Lewa, prawa, nie było problemu. Nienaganny technicznie, z dobrym uderzeniem, dryblingiem. Miał praktycznie wszystko. Ja byłem pod wrażeniem, jak na niego patrzyłem - dodaje Chojnacki.

To jako zawodnik ŁKS-u trafił do reprezentacji, w której rozegrał 29 spotkań i strzelił siedem goli.

W 1978 roku znalazł się w kadrze na mundial w Argentynie, ale uszkodzenie łąkotki w meczu ligowym wykluczyło wyjazd na mistrzostwa świata.

- Nie wiem, czy to nie przyczyniło się bardziej do przedwczesnego zakończenia kariery reprezentacyjnej niż "afera na Okęciu". Uszkodzenie łąkotki w tamtych czasach było jak wyrok. Jak nawet zawodnicy dochodzili do siebie, to już nie grali tak samo. Myślę, że Stasiek miał dużo większe możliwości - ocenia legenda ŁKS-u.

Po "aferze na Okęciu" wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Za oceanem szatnię New York Cosmos dzielił z Johanem Neeskensem i Franzem Beckenbauerem. Poznał także Pelego (wówczas ambasadora nowojorskiego klubu).

W Stanach spędził najlepsze lata i chociaż sportowo nie był to może najwyższy poziom, to uczynił z niego milionera. - Zacząłem w Pittsburgu, który rocznie płacił mi w sumie 200 tys. dolarów. Kolejny kontrakt podpisałem już z San Jose Earthquakes, gdzie zastąpiłem mojego wielkiego idola, George'a Besta. Właściciel tego klubu, multimilioner, zapłacił mi 100 tys. dolarów kontraktu, a resztę dołożył w nieruchomości - opowiadał kilka lat temu na łamach "Super Expressu".

Po powrocie do kraju grał jeszcze w ŁKS-ie, Legii oraz Polonii Warszawa. Wcale jednak nie "odcinał kuponów" - z "Wojskowymi" wygrał dwa Puchary Polski.

- To był świetnie wyszkolony zawodnik. Świetnie współpracował z Darkiem Dziekanowskim - wspomina, w rozmowie z Interią, Andrzej Strejlau, który prowadził Legię w tamtym czasie.

Po zakończeniu kariery szukał miejsca w polityce. Dwukrotnie bez powodzenia starał się o mandat poselski, a także o miejsce w sejmiku wojewódzkim.

Trzy lata temu znów zrobiło się o nim głośno, chociaż bynajmniej nie chodziło o futbol. Na łamach "Super Expressu" ukazała się seria artykułów poświęconych byłemu reprezentantowi Polski. Terlecki opowiadał w nich o uzależnieniu od leków i alkoholu, a także o rodzinie, która, jego zdaniem, odwróciła się od niego, kiedy potrzebował pomocy.

W 2015 roku wrócił do Łodzi, z którą najbardziej utożsamiał się w trakcie i po zakończeniu kariery.

Obecnie pracuje w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji, gdzie prowadzi "Piłkarskie Technikum" i uczy młodych adeptów futbolu techniki.

- Funkcjonuje w czymś, co umie najlepiej - kończy Chojnacki.

Kamil Kania

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy