Reklama

Reklama

Stadion Śląski: trzy lata bez meczu kadry

​W niedzielę mijają trzy lata od ostatniego meczu piłkarskiej reprezentacji Polski na modernizowanym Stadionie Śląskim. Dyrektor chorzowskiego stadionu Marek Szczerbowski zapewnia jednak, że o przyszłość obiektu się nie boi.

14 października 2009, po samobójczym golu Seweryna Gancarczyka, Polska przegrała w Chorzowie na ośnieżonym boisku ze Słowacją 0-1 w eliminacjach MŚ. To był 55. mecz Polaków na tym stadionie. Dwa tygodnie później rozpoczął się ostatni etap modernizacji areny (m.in. montaż ogromnego dachu nad widownią). Po awarii, jaka miała miejsce w lipcu 2011, wciąż nie wiadomo, kiedy prace zostaną zakończone.

Stadion miał być początkowo jedną z aren Euro 2012. Ostatecznie "odpadł" z tej rywalizacji.

- Większości Polaków Stadion Śląski kojarzy się z wielkimi wydarzeniami - koncertami czy  meczami piłkarskimi. To buduje wizerunek medialny obiektu - powiedział Marek Szczerbowski.

- W okresie, kiedy nie mamy możliwości organizowania takich imprez, skupiliśmy się na prowadzeniu działalności sportowo - rekreacyjnej. Z wykorzystaniem boisk do piłki nożnej, siatkówki, koszykówki, kortów tenisowych oraz  przestrzeni parkowej. W pierwszych dwóch kwartałach 2012 zorganizowaliśmy 88 imprez dla kilkunastu tysięcy ludzi - podsumował dyrektor.

Wstępną rezerwację obiektu zrobili organizatorzy koncertu Madonny, który odbył się ostatecznie w stolicy. Zdaniem Szczerbowskiego chorzowski stadion w ostatnim czasie ominęło osiem dużych przedsięwzięć, nie tylko muzycznych.

Mimo to na brak imprez nie narzeka. - Ogranicza nas brak infrastruktury, a nasza ciężka praca nie przebije medialnie jednego meczu reprezentacji Polski - zauważył Szczerbowski.

W jego opinii kluczem do dobrego funkcjonowania stadionu jest grający na nim regularnie ligowy klub piłkarski. Stąd zaawansowane negocjacje z Ruchem Chorzów.

- Życie wymusiło na nas zmiany funkcjonowania stadionu. Musimy sobie radzić bez wykorzystania głównej płyty. O przyszłość się nie boimy. Będziemy na nią przygotowani, cały czas monitorujemy rynek - zakończył dyrektor.

Do awarii i przerwania prac na stadionie doszło 15 lipca 2011, tuż przed zakończeniem - trwającego od 12 dni - podnoszenia linowej konstrukcji, która ma utrzymywać dach obiektu. Pękły wówczas dwa "krokodyle", czyli uchwyty łączące liny promieniowe dachu z jego wewnętrznym pierścieniem rozciąganym.

Cały czas nie wiadomo dokładnie, dlaczego doszło do awarii. Urząd marszałkowski zlecił Instytutowi Techniki Budowlanej opracowanie dokumentu wskazującego przyczyny. ITB wskazał na błędy wykonania elementu, który pękł. Miał nie spełniać parametrów technicznych.

Wyniki te zostały zakwestionowane przez wykonawcę, który twierdzi, że przyczyną leży po stronie błędnie opracowanego projektu.

W związku z tymi rozbieżnościami zlecona została ekspertyza całego projektu.

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski | Stadion Śląski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje