Reklama

Reklama

Sousa jak Nawałka? Pierwszymi powołaniami wysłał jasny sygnał

Za nami pierwsze powołania nowego selekcjonera reprezentacji Polski, Paulo Sousy. Portugalczyk od początku pokazał brawurę i na swoje premierowe zgrupowanie zaprosił aż siedmiu debiutantów. To podobny sygnał jak ten, który jesienią 2013 roku wysłał polskim zawodnikom trener Adam Nawałka.

Gdy Adam Nawałka obejmował reprezentację Polski, rewolucję zrobił z marszu. Na pierwsze zgrupowanie nie zaprosił Kamila Glika czy Eugena Polanskiego, stawiając między innymi na Rafała Kosznika i Tomasza Hołotę. W poniedziałek premierowe powołania ogłosił natomiast trener Paulo Sousa. Portugalczyk postawił na siedmiu debiutantów, jednocześnie wysyłając polskim piłkarzom sygnał podobny do tego, który w 2013 roku przesłał Nawałka: - Drzwi do reprezentacji są dla was otwarte. 

Grosicki za zasługi?

Portugalczyk nie zdecydował się na detonację bomby i nie zrezygnował z liderów reprezentacji: Kamila Glika, Grzegorza Krychowiaka czy Mateusza Klicha. Nie ma w tym żadnego zaskoczenia, bo alternatyw dla najlepszych kadrowiczów wciąż brak. Być może takie przekonanie towarzyszyło Sousie przy powołaniu Kamila Grosickiego - to najbardziej kontrowersyjna decyzja portugalskiego selekcjonera. 32-letni skrzydłowy od 19 stycznia nie zagrał w ligowym meczu WBA, a mimo to na konferencji trener go bronił, podkreślając wielkie zasługi "Grosika". Być może selekcjoner nie chce rozbijać grupy, a może zamierza osobiście sprawdzić formę piłkarza? Tak czy inaczej marcowe spotkania eliminacji będą dla Grosickiego bezwzględnym testem przydatności.

Reklama

Niespodzianką nie jest natomiast powołanie Arkadiusza Milika, który odżył po przenosinach do Olympique Marsylia. Cztery bramki w siedmiu meczach i opinie takie, jak portalu Football365.fr (który napisał o Miliku, że "ma naprawdę wyjątkowe cechy) nie pozostawiły Sousie wątpliwości. I całe szczęście, bo 27-latek może być dla reprezentacji bezcenny. Jego przyjazd na zgrupowanie doda zresztą pikanterii rywalizacji w ataku, bo Krzysztof Piątek także swoją umocnił pozycję w Hercie Berlin.

Sousa zaprasza na bal debiutantów

Sporo pozytywnych emocji budzi grupa debiutantów. Pierwsze powołania Sousy mają zresztą wiele wspólnego z decyzjami Nawałki, który na początku kadencji wpuścił do kadry dużo powietrza i świeżej krwi. Portugalczyk zrobił podobnie. O ile postawienie na Karola Świderskiego i Michała Helika jest jak najbardziej uzasadnione, bo obaj w swoich drużynach są wyróżniającymi się postaciami, o tyle wybór Sebastiana Kowalczyka, Kacpra Kozłowskiego czy Kamila Piątkowskiego jest dużym wydarzeniem.

Docenienie niezauważonych do tej pory przez Brzęczka zawodników, takich jak Świderski, Helik czy Rafał Augustyniak, a także dopuszczenie do stołu dla dorosłych ligowców może być impulsem, jaki dał Nawałka. Osiem lat temu nagle okazało się, że w jedenastce kadry swoje miejsce mają Michał Pazdan czy Krzysztof Mączyński. Dlaczego teraz takiej roli nie mogliby pełnić Piątkowski i Slisz? A nawet jeśli nie zdarzy się to na Euro, to Sousa zabezpiecza kadrę na to, co wydarzy się po mistrzostwach.

Sousa odwraca się od wyborów Brzęczka

Dużym wydarzeniem miał być powrót do kadry Bartosza Kapustki, który po świetnym roku 2016 zaliczył wielki zjazd. 24-latek jednak się nie załamał i przez Leicester, Freiburg, Leuven i Warszawę wrócił do formy. Ale Kapustki wśród powołanych zabrakło. W tej grupie znalazł się za to Paweł Dawidowicz, który regularnie gra w Hellas Verona. Obrońca do tej pory zgromadził w reprezentacji tylko jeden mecz - i to dawno temu, w 2015 roku. Teraz dostanie szansę, aby w drużynie zagościć na dłużej.

Brak kogo - poza Kapustką - mógł jeszcze zaskoczyć? Raczej nie Michała Karbownika i Sebastiana Walukiewicza, którzy nie grają w swoich klubach. Na pewno duży żal może czuć Tomasz Kędziora, który do tej pory był w reprezentacji jednym z najczęściej grających zawodników. Na powołanie mógł liczyć również Karol Linetty, który także nie znalazł się na liście. Już wcześniej pominięci zostali Paweł Bochniewicz, Robert Gumny i Damian Kądzior. Tym samym Sousa dość mocno odciął się od decyzji Jerzego Brzęczka, dla którego Kędziora czy Walukiewicz byli ostatnio naturalnymi wyborami.

Strzał w dziesiątkę czy strzał w stopę

Sousa z pewnością zaczął swoją kadencję dobrze. Z jednej strony poinformował zawodników nieobeznanych do tej pory z reprezentacją, że nie zamyka przed nimi drzwi. Z drugiej pokazał dobitnie, że kadra to nie miejsce dla piłkarzy, którzy się nie wyróżniają albo nie grają w klubach. Jednocześnie uszanował hierarchię, powołując Grosickiego. Każdą dotychczasową decyzję Sousy będzie można obronić do 25 marca, czyli eliminacyjnego spotkania z Węgrami. To właśnie wtedy przekonamy się czy wybory nowego selekcjonera były strzałem w dziesiątkę czy może.. strzałem w stopę.

Sebastian Staszewski, Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje