Reklama

Reklama

Smuda: Trzymam kciuki za Fornalika

- Wiem, jak trudna jest praca selekcjonera. Trzymam kciuki za Fornalika, chcę, żeby osiągał jak najlepsze wyniki - mówi w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Kubą Wasiakiem były selekcjoner reprezentacji Polski Franciszek Smuda. - Gdybym ja prowadził reprezentację, oparłbym się o drużynę, którą prowadziłem na Euro. To był zespół młodych, obiecujących piłkarzy - dodaje.


Reklama

Kuba Wasiak: Naszym gościem jest Franciszek Smuda, były selekcjoner reprezentacji Polski. A czy nowy trener Wisły Kraków?

Franciszek Smuda: - Jeszcze niezupełnie. Kontraktu nie podpisałem, ale jesteśmy na dobrej drodze do dogadania się.

Po co pan po raz trzeci wchodzi do tej samej rzeki?

- Mam bardzo duże zaufanie u prezesa. On uważa, że razem możemy odbudować Wisłę, bo w tej chwili nie jest zadowolony z tej drużyny. Musimy na nowo budować, tak, jak już dwa razy to robiłem i za każdym razem zostawiałem dobry zespół.

Ciągle ma pan takie zaufanie, mimo kadry, mimo niepowodzenia w Ratyzbonie?

- Można różnie analizować. W kadrze miałem tylko trzy mecze o punkty. Dwa były dobre, zabrakło tylko zwycięstwa. Można było się o nie pokusić, wejść do następnej rundy i wszystko byłoby OK. Niestety zawiedliśmy - ja razem z piłkarzami. Nie udało się. Zarzucam sobie pewien błąd. Po meczu z Rosją była niesamowita euforia. Tak samo było przed meczem z Czechami. Gdy widziałem zespół w szatni, drużyna wyglądała na bardzo zmotywowaną, najlepiej, jakby im nikt nie przeszkadzał. A to chyba było błędem. Myślę ciągle o tym meczu z Rosją i o tym, co było po meczu. O tym, że nie stonowaliśmy trochę euforii i nie podeszliśmy z pokorą do meczu z Czechami. Może byłoby lepiej.

A co tym razem chce pan osiągnąć w Wiśle? Jakie będą cele w przyszłym sezonie?

- Na pewno nie będzie to cel zdobycia mistrzostwa Polski. Musimy budować drużynę od zera. Bogusław Cupiał daje nawet półtora roku, trzy okienka transferowe, żeby zbudować silną, atrakcyjnie grającą drużynę.

Wiadomo już, jacy nowi piłkarze pojawią się w Wiśle?

- Teraz trudno powiedzieć. Mamy znakomity skauting, oni mają dużą listę piłkarzy. Wiadomo, że finansowo nie możemy sobie pozwolić od razu na zakup wielkiej klasy zawodników.

Rozmawiamy rok po Euro 2012. Często pan mówił, że nie ma pan sobie wiele do zarzucenia na tym turnieju. Jak z perspektywy roku ocenia pan ten czas?

- Każdy z nas - sztab szkoleniowy, piłkarze - każdy dał z siebie wszystko w przygotowaniach. Także PZPN na wysokim poziomie zorganizował przygotowania. Ja już powiedziałem, jaki błąd popełniłem. Brakowało trochę, nie powiem szczęścia, ale też umiejętności. Wykorzystania tych wszystkich sytuacji bramkowych. Przy stanie 0-0 z Czechami mieliśmy dwie sytuacje, z których powinny paść bramki. Z Grecją mogliśmy do przerwy prowadzić 3-0, 4-0. Z Rosją też sytuacji było co niemiara. Akurat tych bramek nie zdobyliśmy i dlatego zawiedliśmy.

Mówiąc o błędzie ma pan na myśli brak stonowania euforii po meczu z Rosją, ale większość kibiców widziała błędy w meczu z Grecją - brak zmian - i w meczu z Rosją, gdzie nie wykorzystaliśmy dużej przewagi.

- Jeżeli chodzi o zmiany. Każdy kibic, który siedzi na stadionie, widzi w tym zespole zmiany. Ja pracuję na co dzień z zespołem i każdy trener wie najlepiej, na kogo postawić, jaką dać zmianę. Wiele razy próbowałem zmian w towarzyskich meczach i widziałem, że te zmiany były często niepotrzebne, gra od razu siadała. Tylko od czasu do czasu były dobre zmiany, zmiennicy strzelali gole, czy rozkręcali zespół. W takich meczach naprawdę zawodnik musi być słaby czy kontuzjowany, żeby go zmienić.

Kiedy obejmował pan kadrę trzy lata przed mistrzostwami Europy, wielu widziało w panu zbawcę polskiej piłki, ale takim zbawcą pan się nie okazał.

- Nikt nie jest zbawcą. Każdy wiedział, jaki mamy materiał w naszym kraju. Tego materiału nie było na tyle, żeby można było przebierać tak, jak Niemcy - oni mogli sobie stworzyć dwie drużyny bardzo silne i robili to w czasie Euro wstawiając trzech, czterech zawodników i oni nie byli gorsi od podstawowych piłkarzy. My nie mogliśmy sobie na to pozwolić. Kiedy obejmowałem kadrę, zaczynałem od dwóch, trzech zawodników. Resztę trzeba było dobrać. Żeby w ciągu dwóch i pół roku stworzyć silny zespół, to tego materiału mieliśmy za mało.

Franek Smuda czyni cuda - tak kibice mówili kiedyś. A co mówią dziś?

- Szczerze mówiąc, jestem zaskoczony, bo wielu kibiców chodzi po ulicach miast i rzadko zdarza się, by ktoś mnie obrażał. Wręcz przeciwnie, dziękują za emocje, jakich ta drużyna dostarczyła. Do ostatniej sekundy każdy miał nadzieję, że uda się wyjść z grupy. Ludziom te emocje się podobały, ale też i gra nie była taka, jak w niektórych meczach na początku mojej przygody z reprezentacją.

Czy po ostatnim gwizdku w meczu z Czechami chciał się pan zapaść pod ziemię?

- Nie. Ja tak szybko się nie zapadam. Mam jeszcze dość sił, żeby coś zrobić z zespołem, z którym będę pracował. Na pewno było mi przykro, bo nie chciałem zawieść kibiców. Teraz wiem, jaka trudna jest praca selekcjonera. Kiedy oglądam mecze różnych reprezentacji, zawsze współczuję selekcjonerom. Nie ma czasu na przeprowadzenie poważnych treningów, nauczenia czegoś piłkarzy. Jest krótki okres, trzeba grać i liczyć na dobry dzień zespołu, dobry klimat i walkę do końca.

Trener Waldemar Fornalik jest dobrym selekcjonerem?

- Trudno mi oceniać, bo to mój kolega, przyjaciel. Jeszcze raz powtórzę, trzymam kciuki za niego, chcę, żeby osiągał jak najlepsze wyniki i zakwalifikował się co najmniej do baraży o mistrzostwa świata.

Ale podoba się panu gra Polaków w tych eliminacjach, w meczach towarzyskich?

- Tę ocenę robię sobie indywidualnie dla mnie, a nie dla dziennikarzy. Wiem, jak jest trudno.

Brak Ludovica Obraniaka to duża strata dla reprezentacji?

- To bardzo dobry zawodnik, gra w swoim zespole, w silnej lidze. Kadra go potrzebuje. Myślę, że dojdzie do porozumienia i wkrótce zobaczymy go w drużynie.

Ale kto tu zawinił? Obraniak się zbyt szybko obraził, czy jego zbyt mocno obrażano?

- On jest bardzo ambitny, także niełatwy do prowadzenia. Nie wiem, jakie sytuacje były między nim i trenerem. Najlepiej, jak usiądą i dojdą do porozumienia.

Czy wśród młodych - Bereszyński, Salamon, Zieliński - widzi pan kogoś, kogo brakowało panu na Euro?

Wtedy oni byli bardzo młodzi, nie grali jeszcze w podstawowych składach. Dziś rozwijają się i trzeba na nich stawiać. Nie na wszystkich, ale na bardzo utalentowanych tak - w meczach towarzyskich. My nie dysponujemy dużą liczbą świetnych piłkarzy.

Kwestia awansu do mundialu to kwestia cudu czy piłkarskich umiejętności?

- Tak jak na mistrzostwach Europy - trzeba mecze wygrywać.

Tam się nie udało.

- Tu jest łatwiej. Presja, obciążenie są inne niż na Euro. Tam każdy wiedział, że są tylko trzy mecze. Tu jest ich więcej. Jak się raz zremisuje, to nie przekreśla szans na awans.

Czytaj też na rmf24.pl

Dowiedz się więcej na temat: Franciszek Smuda | Waldemar Fornalik | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje