Reklama

Reklama

Smuda już opracował taktykę na Euro 2012

- Nie jestem czarodziejem tylko trenerem - powiedział selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Franciszek Smuda 24 godziny przed towarzyskim meczem z Kanadą w Bydgoszczy. Prosił o cierpliwość i zapewnił, że gra zespołu narodowego ściągnie na trybuny tłumy widzów.

"Nie wymagajcie od razu cudów, bo nie jestem czarodziejem tylko trenerem. Jak się coś montuje niemal od zera, to trzeba czasu zanim zacznie funkcjonować jak należy" - powiedział dziennikarzom Smuda podczas konferencji prasowej.

"Wiem, że wyniki reprezentacji zawsze są ważne, nie ma meczów bez znaczenia. Zresztą i ja, i zawodnicy bardzo chcemy wygrywać. Ale cierpliwości. Samochód, nawet najlepszy, nie od razu ma 200 na liczniku. Najpierw trzeba go dotrzeć" - wyjaśnił w swoim stylu szkoleniowiec.

"Zresztą, co by to dało, gdybyśmy wygrali z Rumunią 5:0 (było 0:1)? Przecież nikt by nie powiedział, że mamy już gotowy zespół na Euro-2012. Teraz jest najlepszy czas, by obserwować błędy. Chcę poznać sposób myślenia piłkarzy, ich umiejętności techniczne. Zawodnicy też muszą wiedzieć, co mają do poprawienia, by w klubach nad tym pracowali. Dostaną pracę domową, a wiosną cały sztab szkoleniowy będzie ich bacznie obserwował. Jeśli wyeliminują niedociągnięcia, będą mogli liczyć na kolejne powołania" - dodał Smuda, który przedstawił długofalowy czas plan pracy z kadrą.

Reklama

"Rok 2010 poświęcimy na selekcję piłkarzy. Musimy wybrać tych, którzy dadzą nadzieję na dobry wynik w mistrzostwach Europy. W 2011 roku będziemy grać sparingi z bardzo silnymi rywalami. Mam gwarancję PZPN, że na otwarcie stadionów ściągnięci zostaną potentaci. A ostatnie pół roku zostanie nam na dopracowanie do perfekcji naszej taktyki" - poinformował.

W porównaniu do składu, który rozpoczął jego selekcjonerski debiut, w środę dojdzie do kilku zmian.

"Chcę m.in. porównać bocznych obrońców. Kowalczyka z Rzeźniczakiem, Brożka z Gancarczykiem. Stąd zmiany. Poza tym chcę zobaczyć, jak niektórzy piłkarze spisują się +pod ciśnieniem+. Podczas treningu nie wszystko można dojrzeć" - zauważył.

Smuda zapowiedział także, że w drużynie narodowej zadebiutuje w środę 19-letni bramkarz Arsenalu Londyn Wojciech Szczęsny, syn byłego reprezentanta - Macieja, z którym obecny selekcjoner pracował w Widzewie Łódź i Wiśle Kraków.

"Ale u mnie korupcji nie ma - zaznaczył. - Wojtek to duży talent i dlatego jest w kadrze. Jest prawie taki sam jak stary, z tym, że lepiej radzi sobie na przedpolu. Obaj z Kuszczakiem zagrają po 45 minut. Tomek rozpocznie mecz, bo jest starszy".

Rywali z Kanady opisał krótko: "To nie są turyści czy kelnerzy. Widziałem ich przegrany mecz z Macedonią. Wcale nie było tak źle, jak wskazywałby wynik (0:3). Zresztą nie wykorzystali w tym spotkaniu dwóch rzutów karnych".

Przyznał, że jego zespół też jeszcze nie ćwiczy jedenastek. "Na razie na to za wcześnie. Jednak numerem jeden jest na razie Żewłakow. Gdyby był karny, to pewnie on podejdzie, wydaje się najpewniejszy. Zresztą może też Obraniak. No i jest Radek Majewski. Ten to pali się do wszystkiego" - dodał trener drużyny narodowej.

Jak zaznaczył, niezależnie od wyniku środowego meczu, o kończącym się roku w wykonaniu reprezentacji trzeba jak najszybciej zapomnieć.

"Krok po kroku będziemy szli do przodu. A jak gra będzie wyglądać lepiej, to i kibice wrócą na trybuny. Jak zaczynałem pracę w Lechu Poznań, to na stadion przychodziło po 8-10 tysięcy widzów. Po 3-4 miesiącach był już komplet, a później zaczęło brakować biletów, które błyskawicznie znikały w przedsprzedaży. Tak samo będzie z reprezentacją" - zakończył Franciszek Smuda.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje