Reklama

Reklama

Słowenia - Polska 2-0. Lewandowski: Nie wiem, co sędzia tam zauważył

- Wygrałem pojedynek główkowy, zgrałem do "Grosika" i nie wiem, co sędzia tam zauważył. Szkoda, bo może gdybyśmy się ożywili, poszli za ciosem i bardziej zaryzykowali, to może moglibyśmy spróbować coś strzelić, a tak sędzia nam na to nie pozwolił - oceniał niezrozumiałą decyzję rosyjskiego arbitra Robert Lewandowski.

Była 67. minuta spotkania. Polacy chwilę wcześniej stracili bramkę i przegrywali już 0-2. Wówczas Lewandowski wyskoczył do górnej piłki, w powietrzu starł się z jednym z rywali, ale zdołał dograć do Kamila Grosickiego. Ten uderzył z pierwszej piłki i pokonał Jana Oblaka. 

Reklama

Polacy zaczęli cieszyć się z trafienia, bo mieliby jeszcze co najmniej 25 minut na kolejną bramkę i doprowadzenie do remisu. Mieliby, gdyby sędzia Siergiej Karasiow nie dopatrzył się faulu Lewandowskiego.

Powtórki pokazały jednak, że kapitan reprezentacji Polski nie faulował. Zresztą Lewandowski od razu ruszył z pretensjami do arbitra, ale niewiele wskórał - zamiast bramki, był rzut wolny dla Słoweńców.

- Wygrałem pojedynek główkowy, zgrałem do "Grosika" i nie wiem, co sędzia tam zauważył. Szkoda, bo gdybyśmy się ożywili, poszli za ciosem i bardziej zaryzykowali, to może moglibyśmy spróbować coś strzelić, a tak sędzia nam na to nie pozwolił - opisywał po meczu Lewandowski.

"To jest nie do zaakceptowania"

Napastnik Bayernu Monachium nie miał jednak wątpliwości, że piątkowy wieczór nie należał do Polaków.

- W ofensywie mieliśmy zdecydowanie za mało sytuacji, by spróbować powalczyć o jakieś punkty. Poza tą prawidłowo strzeloną bramką brakowało wrzutek, lepszego rozegrania i spokoju. Ciężko było przedrzeć się bokami, bo tam już Słoweńcy czekali na nas. Graliśmy za wolno - analizował Lewandowski.

- Trochę spodziewaliśmy się agresywnej gry rywali, ale mimo to bolą dwie stracone bramki. To jest nie do zaakceptowania, szczególnie jeśli chodzi o stały fragment gry. Mamy jeszcze dużo do poprawy - dodał.

Polacy nie tylko nie zdobyli bramki, ale oddali tylko jeden celny strzał. Tymczasem trener Jerzy Brzęczek postawił na ofensywną taktykę i od pierwszej minuty posłał na boisko dwóch napastników. Współpraca Lewandowskiego z Krzysztofem Piątkiem nie przypominała jednak tej z meczów wiosennych.

- Mieliśmy mało sytuacji i mało piłek, do tego po bramce Słoweńcy się cofnęli, a my nie wykorzystywaliśmy przestrzeni. Nie uderzaliśmy z dystansu, nie przeprowadzaliśmy kombinacyjnych akcji. Było dużo błędów i rzeczy, które nie funkcjonowały - przyznaje Lewandowski.

Austria jest faworytem

Okazję do odkucia się Polacy będą mieli już w poniedziałek na Stadionie Narodowym, gdy zmierzą się z Austrią. Ranga tego spotkanie urosła do meczu o przewodnictwo w grupie, bo rywale tracą do nas już tylko trzy punkty.

- Mam nadzieję, że z Austrią pokażemy tą lepszą stronę reprezentacji. Zawsze dobrze reagowaliśmy po takich porażkach i mam nadzieję, że tak samo będzie teraz, choć rywale są na fali i w formie, więc na pewno łatwo nie będzie. Do tego meczu musimy podejść tak, że łatwo nie będzie i to Austriacy są faworytem, a nie my - uważa kapitan "Orłów".

PJ, MiBi z Lublany

Dowiedz się więcej na temat: Robert Lewandowski | Eliminacje Euro 2020

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje