Santos postawił na swoim. To miał być sekret. Jeden z baronów PZPN ujawnił kluczowy zapis
Fernando Santos nie podołał roli selekcjonera reprezentacji Polski, ale udowodnił, że o swoje interesy potrafi zadbać znakomicie. Po ubiegłotygodniowej dymisji wrócił do Portugalii z przekonaniem, że jego ostatni pracodawca nie będzie mu psuł reputacji. Reguluje to specjalny zapis w dokumencie, który formalnie zakończył współpracę Portugalczyka z PZPN. Jedno z kluczowych ustaleń ujawnił właśnie wiceprezes krajowej federacji, Henryk Kula.

Nikt nie przypuszczał, że przygoda Fernando Santosa z reprezentacją Polski potrwa niespełna osiem miesięcy. Pod jego wodzą kadra zdążyła rozegrać sześć spotkań. Porażką zakończyła połowę z nich, za każdym razem potykając się boleśnie w el. Euro 2024.
Koniec kadencji Portugalczyka nastąpił w trybie nagłym, po wyjazdowej przegranej z Albanią (0-2). W niedzielę poległ w Tiranie, a w środę (13.09) musiał ustąpić ze stanowiska. Umowę rozwiązano za porozumieniem stron.
Santos zabezpieczył swoje interesy. PZPN nie może go publicznie krytykować
Na co dokładnie PZPN umówił się z 68-letni szkoleniowcem? Do tej poty było to spowite klauzulą top secret. Niespodziewanie jeden z kluczowych zapisów dokumentu rozwiązującego kontrakt Santosa ujawnił - świadomie lub przez roztargnienie - Henryk Kula, wiceprezes PZPN.
- Nie będę oceniał trenera Santosa. Każde słowa wypowiedziane na jego temat mogą kosztować związek 50 tys. euro. Uważam, że był dobrym człowiekiem, ale jak to w życiu bywa, nie zawsze wychodzi - oznajmił Kula na antenie Radia eM.
Nie będę oceniał trenera Santosa. Każde słowa wypowiedziane na jego temat mogą kosztować związek 50 tys. euro.
Wymieniona przez szefa Śląskiego ZPN kwota będzie musiała trafić na konto portugalskiego trenera, jeśli ktokolwiek ze struktur PZPN publicznie wypowie się na jego temat krytycznie. Wtedy do gry wejdą prawnicy Santosa. Mają dobrą renomę, potrafią być skuteczni.
- Mówi się, że jak PZPN negocjował rozwiązanie umowy z Santosem, to musiał zapłacić dziesiątki milionów złotych. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością - zapewniał niedawno na antenie Canal+ sekretarz generalny krajowej federacji Łukasz Wachowski.
Sprawa wzajemnych rozliczeń - przynajmniej w teorii - nie jest jednak definitywnie zamknięta. Santos zabezpieczył swoje interesy. Nie wiadomo natomiast, czy na podobny krok zdecydowało się kierownictwo PZPN












