Reklama

Reklama

Rozterki mistrzów a sprawa polska

Jutro na Saint Denis w Paryżu przekonamy się, czy droga mistrzów świata do obrony tytułu w Brazylii będzie wiodła przez baraże.

"Polska wyszła na mecz, żeby uniknąć wstydu. Nie udało się" - fragment relacji sprzed prawie trzech lat opisującej towarzyskie starcie w Murcii, w którym drużyna Franciszka Smudy z Kubą Błaszczykowskim i Robertem Lewandowskim w podstawowym składzie uległa Hiszpanii 0-6, przytaczam nie po to, by zaostrzyć żałobę po klęsce z Ukrainą. 8 czerwca 2010 roku nasi gracze zrobili Hiszpanom tak naprawdę niedźwiedzią przysługę, w świat poważnej piłki wprowadzili ich Szwajcarzy osiem dni później bijąc mistrzów Europy już na starcie afrykańskiej batalii. Batalii zakończonej historycznym sukcesem, ale po morderczym trudzie: w RPA żaden mecz, nawet ten z Hondurasem nie był dla "La Roja" banalny. Ofensywny team Vicente del Bosque zdobył Puchar Świata wbijając w całym turnieju zaledwie 8 goli.

"Z nikim nie wygrywa się łatwiej niż z Polakami" - taki wniosek nie jest szokujący dla nas, ale musiał być zaskakujący dla Hiszpanów. W ich zbiorowej pamięci wciąż żyją obrazy sprzed 30 lat, gdy Zbigniew Boniek z Grzegorzem Lato potwierdzali status gwiazd na turnieju rozpoczętym w Barcelonie, zakończonym finałem w Madrycie na Santiago Bernabeu. Hiszpanie, tak jak pół piłkarskiej Europy pamiętającej lata 70 i 80, wciąż trwa w przeświadczeniu, że Polska to drzemiący kolos, który wcześniej czy później musi się odrodzić. Przecież ma w składzie Piszczka, Lewandowskiego, Błaszczykowskiego, czy Szczęsnego, którymi zainteresowana byłaby zdecydowanie większa część klubów Primera Division, może nawet włącznie z Barceloną i Realem Madryt.

Przed piątkowym meczem z Finami w eliminacjach MŚ 2014, podwójni mistrzowie Europy i mistrzowie świata nie potrafili się skoncentrować. Sądzili zapewne, że na "El Molinion" w Gijon zdarzy się coś takiego, jak blisko trzy lata wcześniej w Murcii. Przestraszony rywal zmagający się z własną słabością i kompleksami miał być łatwą ofiarą dla supermocarstwa. Najwyraźniej jednak skromni Finowie, przyspawani do ostatniego miejsca w tabeli grupy I, mieli na piątkowy wieczór własne plany. Udało im się nie tylko uniknąć pogromu, ale strącić faworyta z pozycji lidera.

Reklama

Zobacz sytuację Hiszpanii w tabeli grupy I eliminacji MŚ 2014

"Finlandia nas zamroziła" - donosiła prasa hiszpańska nazajutrz po remisie 1-1. Wynik skazujący mistrzów świata na ogromny dyskomfort przed wyprawą do Paryża. We wtorek muszą wygrać na Saint Denis, by w drodze na brazylijski mundial uniknąć baraży. A przecież Francja to dla Hiszpanów tradycyjnie fatalny rywal. Dopiero podczas Euro 2012 "La Roja" zdołała odnieść nad nią pierwsze zwycięstwo w meczu o punkty. Od finału Euro’86, po mecz 1/8 finału na niemieckim mundialu w 2006 roku, "Trójkolorowi" zawsze byli dla Hiszpanów twardsi niż kamień.

Na wspomnianym już mundialu w 1982 roku Polska pokonała Francję 3-2 w meczu o brązowy medal. Dziś trudno o jakiekolwiek porównanie. Podczas gdy niedawno cała Polska świętowała transfer 22-letniego Bartosza Salamona do AC Milan, gdzie nie zagrał dotąd ani razu, 19-letni Raphael Varane stawał się gwiazdą w Realu Madryt. Biorąc pod uwagę jak grała polska defensywa w starciu z Ukrainą (Salamon patrzył na to z ławki), wydaje się, iż nasza wiara w bujność talentu młodego pokolenia, jest wciąż marnie uzasadniona.

Być może we wtorek okaże się, że remis z dzielnymi Finami był dla mistrzów świata bardzo kosztowny. Skandynawom nie dał praktycznie nic, poza satysfakcją z dobrze wykonanej roboty. My musimy się pogodzić z refleksją, że coraz trudniej znaleźć w europejskim futbolu nacje mniej odporną od Polaków. Już nie tylko wśród piłkarskiej klasy średniej.

Kiedy drużyna Vicente del Bosque rozgromiła Italię w finale Euro 2012, Neymar wysłał wiadomość do Andresa Iniesty: "dobrze zrobione, czekamy na Was w Brazylii". Zapewne ani gwiazdorowi Santosu, ani Barcelony nie przeszło nawet przez myśl, że coś może stanąć na przeszkodzie tak unikalnej drużynie. Że aż tak trudno będzie przebić się przez eliminacje. W historii mundiali nie było przypadku, by mistrz nie otrzymał szansy obrony trofeum. Do 2002 roku awans do kolejnego turnieju miał zapewniony, potem Brazylijczycy i Włosi wygrywali kwalifikacje. Zapewne tak samo stanie się z Hiszpanami, choć gra w barażach to dla nich perspektywa nie tylko przerażająca, ale i upokarzająca.

Vicente del Bosque rzuci na Paryż wszystkie siły. Z Xavim Hernandezem i Xabim Alonso, zmagającymi się ostatnio z urazami. Mistrz świata z 1998 roku Lilian Thuram uważa, że "La Roja" to taka Barcelona bez Messiego. Jaką różnicę robi czterokrotny laureat Złotej Piłki? Będzie to można ocenić w ciągu 7 dni. Tydzień po Hiszpanach do Paryża przybędą Katalończycy na ćwierćfinał Ligi Mistrzów z PSG.

Autor: Dariusz Wołowski

Porozmawiaj o artykule na blogu Darka Wołowskiego

We wtorek gramy z San Marino. Mamy się czego bać? Dyskutuj!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL