Reklama

Reklama

Rozpoczęto polowanie na złą atmosferę w kadrze

"Tak złej atmosfery w reprezentacji Polski nie mieliśmy dawno" - przebija się z serwisów informacyjnych. Czy aby na pewno? A może: "Nie dzieje się nic, więc niech chociaż spadnie jedna głowa! Co z tego, że gramy o pietruszkę?"

INTERIA.PL zaprasza na relację na żywo z meczu Polska - Argentyna

W miniony poniedziałek reprezentacja Polski rozpoczęła zgrupowanie przed meczami towarzyskimi (takimi o przysłowiową pietruszkę) z Argentyną (w niedzielę o godz. 17) i Francją (w czwartek, o godz. 21). Rywale będą w składach rezerwowych. Mecze te nie udowodnią niczego, będą po prostu kolejną okazją dla selekcjonera Franciszka Smudy, by sprawdzić swych Orłów, popracować z nimi przed imprezą wszech czasów - Euro 2012. Czy do wszystkich to dociera? Niekoniecznie.

Reklama

Obraz pierwszy

Oglądam raporty z obozów kadry w najbardziej aktywnych telewizyjnych kanałach - Orange Sport Info i nSport. Na pierwszy plan przebija się jedno: "Tak złej atmosfery nie było już dawno na kadrze".

To jest oczywiście logiczne, że coś, czego nie było już dawno, a może nawet nigdy, zdecydowanie lepiej się sprzedaje. A może cały problem w tym, że ten Franz Smuda nie jest tak czarujący, jak był Leo? No i przede wszystkim nie mówi do nas piękną angielszczyzną, tylko łamaną polszczyzną!

Słowa o niespotykanie złej atmosferze wypowiadają ludzie, którzy byli np. przed dwoma laty w Mariborze, gdzie liderzy naszej kadry zapewniali, że stoją murem za Leo Beenhakkerem, po czym - wiedząc o szykowanej w zarządzie PZPN-u gilotynie na głowę Holendra - zdradzili go na boisku (0-3 ze Słowenią w eliminacjach do MŚ w RPA). Powinni zatem pamiętać, że jeśli nawet teraz jest źle, to całkiem niedawno było znacznie gorzej, a to że teraz jest lepiej, nie powinno gryźć nikogo.

Obraz drugi

"Przegląd Sportowy" publikuje wywiad z Robertem Lewandowski, w którym "Lewy" po raz drugi (wcześniej w kwietniu, na łamach "Gazety Wyborczej") atakuje taktykę Franciszka Smudy. "Lewy", stojąc przed lasem mikrofonów na zgrupowaniu reprezentacji zaprzecza, jakoby udzielił takiego wywiadu "PS". "Ja nic takiego (na temat taktyki) nie mówiłem. Sam się zdziwiłem, bo przez kilka tygodni nie rozmawiałem z tą gazetą, a tu nagle dzisiaj taki wywiad. Udzielałem wywiadu ("Przeglądowi"), ale z pół roku temu, może dwa-trzy miesiące temu, ale nie w przeciągu ostatnich kilkunastu dni. Powiedziałem to, co wcześniej, że czas na eksperymenty już minął, trener coś takiego ostatnio też powiedział, więc musimy się tylko zgrywać".

"PS" publikuje oświadczenie na drugiej stronie piątkowego wydania. "W związku z pojawiającymi się na portalach internetowych wypowiedziami Roberta Lewandowskiego, usiłującego podważać prawdziwość rozmowy z nim, która została opublikowana 1 czerwca 2011, kategorycznie oświadczamy, że wywiad taki miał miejsce 10 maja w Dortmundzie".

"PS" dodaje nazwiska autorów wywiadu (Łukasz Olkowicz i Maciej Szmigielski), zapewnia też, że ma nagrane słowa w pliku mp3.

Sęk w tym, że Lewandowski zaprzeczył temu wywiadowi nie w bliżej nieokreślonych "portalach internetowych", tylko wobec kamer, bardzo łatwo odnaleźć w sieci nagranie z tego wywiadu. Zatem mamy pewność, że te słowa nie zostały wymyślone przez złowrogie "portale internetowe".

"PS" w momencie publikacji wywiadu popełnił błąd w sztuce - nie zaznaczył, że wywiad został przeprowadzony przed trzema tygodniami, więc jak na dziennik sportowy, jest cokolwiek nieświeży. Obie strony - zarówno Lewandowski, jak i "PS" popełniły kolejny błąd w sztuce, wynikający z prawa prasowego - mianowicie nie domagały się autoryzacji. Jeśli ona jest przeprowadzona, wówczas wszystko jest jasne i nikt się później nie wykręca.

Obraz trzeci

Franz Smuda, w wywiadzie z Darkiem Wołowskim się nie patyczkuje. "Jedzie" po nas, dziennikarzach. Na pytanie, czy krytyka mu nie ciąży, odpowiada:

"Merytoryczna krytyka nie. Ale przyznam, że te 17 miesięcy pracy w reprezentacji zmieniło moje podejście do dziennikarzy. W klubie jest ich zwykle 5-7 zainteresowanych tym, by klub odnosił sukcesy. A więc trener i dziennikarz chcą właściwie tego samego. Przy kadrze jest dziennikarzy 200, a duża część chce wyłącznie wywoływać destrukcyjne sensacje. Dlatego stałem się ostrożniejszy, już nie mówię wszystkiego dziennikarzom, bo jest to wykorzystywane potem przeciwko mnie i drużynie. Irytują mnie np. takie twierdzenia, że drużyna Smudy ciągle przegrywa, podczas gdy w ośmiu ostatnich meczach przegraliśmy tylko z Litwą.

(Z naszymi wynikami) nie jest tak źle, tyle że mentalność Polaków jest wciąż wojenna. My wolimy niszczyć niż budować. Ja tego nie zmienię, mogę tylko zaakceptować."

Mocne słowa, rozpoczęcie wojny z dziennikarzami wielce ryzykowne. W naszym kraju nikt jej chyba jeszcze nie wygrał.

Najprościej skomentować to w ten sposób: oczekiwanie na mecze o stawkę dłuży się wszystkim, piłkarzom, kibicom i dziennikarzom. Sęk w tym, że dzisiaj nikt ani Franciszek Smuda, ani Grzegorz Lato nie jest pewien, czy doczeka ich obecny selekcjoner... Tymczasem ewentualna zmiana trenera na niespełna rok przed ME może sprawić, że to, co jest mało prawdopodobne (wyjście Polski z grupy), stanie się niemożliwym.

Dyskutuj na blogu Michała Białońskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje