Reklama

Reklama

Rozgardiasz w bramce to polska specjalność

Od lat polski futbol bramkarzami stoi, tylko jakoś reprezentacja nie może doczekać się między słupkami solidnej podpory. Miał swojego faworyta Paweł Janas, miał Leo Beenhakker, a także Franciszek Smuda. U Waldemara Fornalika wyścig zaczyna się właśnie od nowa.

Powołanie, które wysłał Fornalik na mecze z Ukrainą i San Marino dla Wojciecha Szczęsnego, zbiegło się z utratą przez niego pozycji bramkarza numer 1 w Arsenalu. W oczach Arsene’a Wengera Szczęsny zaczął przegrywać rywalizację z Łukaszem Fabiańskim, ten zaliczył dwa bardzo dobre mecze bez puszczonej bramki. Oczywiście da się zrozumieć selekcjonera wystrzegającego się reakcji zbyt nerwowych, pojawiła się jednak szansa, by Tomasza Kuszczaka zastąpił Fabiański. Fornalik zdecydował się jednak na najbardziej zasłużonego w tych eliminacjach Przemysława Tytonia.

Reklama

Wydaje się, że przeciw Ukrainie między słupkami stanie ktoś z pary: Szczęsny - Artur Boruc. Ten drugi próbuje odbudować swoją pozycję w kadrze po konflikcie z Franciszkiem Smudą. Przed Euro 2012 Smuda ślepo uwierzył, że oszałamiająca kariera Szczęsnego w Premier League, rozwiąże mu wszelkie problemy między słupkami. Ta pewność zawaliła się po zaledwie 69 minutach inaugurujacego historyczny turniej meczu z Grecją. Wtedy, w dramatycznym momencie drużynę ocalił Tytoń, wskakując między słupki niczym filip z konopi.

Siedem lat minie niedługo od chwili, gdy Paweł Janas zszokował fanów drużyny narodowej, decydując, że nie zabierze na mundial w Niemczech Jerzego Dudka. Dudek, który jeszcze wcześniej tworzył bramkarską sztafetę z Adamem Matyskiem u Jerzego Engela, w 2006 roku został złożony w ofierze. Janas nie brał go na mistrzostwa, żeby Boruc miał spokój. Jak pamiętamy, był to przedostatni przypadek, gdy bramkarz stał się dla drużyny narodowej niemal wybawicielem. Ostatni taki przypadek nastąpił na Euro 2008, drużyną kierował wtedy Leo Beenhakker. Opromieniony aureolą narodowego bohatera Boruc zaliczył potem jednak równie spektakularny upadek.

Od tamtej pory chaos w polskiej bramce trwa. Ani Kuszczak, ani Szczęsny, ani Tytoń, ani Fabiański nie potrafili dorobić się niekwestionowanej pozycji w kadrze. W ten galimatias miesza się znowu Boruc, któremu udało się odbudować karierę w Southampton. Niby problem nadmiaru to sytuacja znakomita dla każdego trenera, jak wiemy jednak akurat ta pozycja na boisku wyjątkowo nie lubi ciągłych i gwałtownych zwrotów. Z ilu bramkarzy będzie musiał skorzystać Fornalik w 10 spotkaniach eliminacyjnych? Z dwóch, a może nawet czterech, jeśli sytuacja w Arsenalu pozostanie taka, jak ostatnio. Trudno na dłuższą metę stawiać do reprezentacyjnej bramki rezerwowego, ignorując bramkarza numer 1.

Ten swoisty wyścig w polskiej bramce sprawia, że wszyscy bramkarze są pod zdwojoną presją. Nikt nie dorobił się kredytu u Fornalika, poza Tytoniem, który grał we wszystkich dotychczasowych meczach o punkty eliminacji MŚ 2014. Tyle, że od dawna jest rezerwowym w PSV Eindhoven. Dziś selekcjoner ma najmniej powodów, by przeciw Ukrainie posłać między słupki właśnie jego. To wiązałoby się z podjęciem naprawdę dużego ryzyka.

Większość bramkarzy twierdzi, iż nieustanna walka o miejsce i niepewność jutra, im szkodzi. Oby inaczej było w przypadku Szczęsnego, Tytonia i Boruca, bo starcie z Ukrainą, to jednak najgorszy moment na eksperymenty. W piątek drużyna może potrzebować bramkarza w życiowej formie.

Ostatnio golkiper bywał mężem opatrznościowym reprezentacji tylko incydentalnie. Kibic wiedział, że na tej pozycji mamy klęskę urodzaju, ale nie mógł być pewny, czy coś pozytywnego z tego wynika. Bajeczna gra Boruca na mundialu w 2006 i Euro 2008 to już prehistoria. Fenomenalny występ Szczęsnego w towarzyskiej potyczce z Niemcami, nie doczekał się dalszego ciągu. Tytoń ocalił remis z Grecją na inaugurację Euro 2012, potem bronił poprawnie w eliminacjach MŚ 2014, aż popadł w kłopoty. Czy kraj bramkarzy doczeka się znów bohatera z prawdziwego zdarzenia? A może do końca drogi na brazylijski mundial kibic drużyny narodowej będzie musiał zachodzić w głowę, kogo zobaczy w bramce tym razem?

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj z autorem artykułu na jego blogu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje