Reklama

Reklama

Robert Lewandowski: Zwycięstwo, progres i mankamenty

To był prawdziwy mecz na przełamanie. W spotkaniu z Litwą "Biało-czerwoni" wygrali po raz pierwszy za kadencji Adama Nawałki (nie licząc wypadu do Abu Zabi), przerywając tym samym niekończącą się passę meczów bez zwycięstwa i strzelonego gola. - Jest progres w naszej grze, wreszcie wygraliśmy, ale cały czas są też mankamenty - powiedział po meczu Robert Lewandowski, autor zwycięskiego gola.

Choć gra Polaków nie rzucała na kolana, to jednak Robert Lewandowski był w doskonałym humorze i niemalże w każdym słowie chwalił grę swoją i kolegów.

- Mieliśmy bardzo dużo sytuacji, to dobry znak przed rozpoczęciem eliminacji mistrzostw Europy. Zawsze męczyliśmy się, grając w ataku pozycyjnym, nawet rywalizując ze słabszymi rywalami niż Litwa. Dzisiaj potrafiliśmy sobie stworzyć okazje do zdobycia gola, mimo że przeciwnik grał bardzo defensywnie  - powiedział napastnik, który od pierwszego lipca będzie zawodnikiem Bayernu Monachium.

Zdaniem "Lewego" w pierwszej połowie "Biało-czerwonym" zabrakło spokojnego rozegrania piłki. - Pierwsza połowa była za nerwowa w naszym wykonaniu, ale mieliśmy pomysł, jak konstruować ataki. Gdybyśmy jako pierwsi strzelili gola na początku, to ten spokój na pewno by przyszedł. W tym momencie nie ma to jednak znaczenia - dodał.

Reklama

Lewandowski był pewny wygranej z Litwinami nawet w przerwie, kiedy przegrywaliśmy 0-1. - Trener nie był wkurzony, nie krzyczał na nas. Nasza gra nie wyglądała tak źle i naprawdę kwestią czasu było, kiedy trafimy do siatki. Gol Litwinów nie wybił nas z tego rytmu. To też dobry znak, bo po przerwie dalej graliśmy swoje i jeszcze podkręciliśmy tempo. Jakoś miałem takie wewnętrzne przeczucie, że na pewno wygramy i strzelimy w drugiej połowie przynajmniej dwa gole - kontynuował Lewandowski.

26-letniego piłkarza ucieszył zwłaszcza pierwszy gol, kiedy po ładnej akcji Kamila Grosickiego, piłkę do pustej bramki wbił Arkadiusz Milik. - O to właśnie chodzi. Musimy szybko wymieniać piłkę z przodu, ale też być cierpliwym i po jednym nieskutecznym ataku, cały czas mieć pewność, że niedługo będą kolejne okazje do zdobycia gola.

Druga bramka dla "Biało-czerwonych" padła po rzucie karnym. W 78. minucie Robert Lewandowski został sfaulowany w polu karnym i sam pewnie trafił do siatki. - Karny był ewidentny. Po prostu zostałem kopnięty i się wywróciłem. Sędzia też mógł podyktować jedenastkę w pierwszej części meczu. Przyjmowałem piłkę będąc plecami do bramki i zostałem popchnięty - kontynuował.

Lewandowski w dzisiejszym meczu powinien trafić przynajmniej jeszcze raz, w samej końcówce spotkania. - Wszystko zrobiłem dobrze, wyszedłem na pozycję, minąłem bramkarza i prawdę mówiąc chciałem strzelać po ziemi, ale jakoś tak piłka siadła mi na nodze, że poleciała nad bramką. Może lepiej, że dziś nie trafiłem wszystkiego, bo zostawiłem sobie coś na eliminacje - zakończył z uśmiechem na ustach.

Krzysztof Oliwa, Gdańsk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL