Reklama

Reklama

Robert Lewandowski. Ważna deklaracja napastnika Orłów

W sierpniu Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski i Wojciech Szczęsny odmówili wzięcia udziału w kręceniu reklamy sponsora reprezentacji Polski. Nie podobało im się, że tylko PZPN dostaje za to pieniądze, a w tego typu akcjach wykorzystywane jest głównie wspomniane trio.

Po interwencji prezesa PZPN-u Zbigniewa Bońka konflikt został zażegnany i choć sam Boniek podkreślał, że problem został trwale rozwiązany ("Nie ma żadnego problemu. Wyjaśniliśmy wszystko w pięć minut" - podkreślał prezes), jeszcze do niedawna pojawiały się informacje, że jest inaczej.

Reklama

Zapytaliśmy Roberta Lewandowskiego o to, czy kwestie udziału w reklamach zostały na dobre uregulowane.

- Wszystko jest wyjaśnione, z tym na pewno nie mamy problemu - powiedział po meczu ze Słowacją Robert.

Nasz najlepszy napastnik próbował szukać pocieszenia po porażce. - Nie możemy się załamać, musimy walczyć dalej - mówił.

Adam Nawałka zapowiadał, że postara się wymyślić sposób na grę, dzięki któremu Lewandowski będzie lepiej wykorzystywany, niż dotąd i pomocnicy zaczną mu stwarzać sytuacje. Na razie wyszło słabo, w spotkaniu ze Słowakami piłkarz Borussii nie miał ani jednej stuprocentowej okazji.

- Wiadomo, że chciałbym mieć piłkę na ziemi, by móc oddać strzał, ale nie w każdym meczu się to udaje. Musimy walczyć dalej. Jeżeli ktoś się spodziewał, że nagle z przyjściem nowego trenera tych sytuacji będzie milion i będę strzelał, jak na zawołanie, tak jak robię to w Borussii, był w błędzie. Nie oszukujmy się, ciężko od razu uzyskać w kadrze takie zgranie, jakie mamy w klubie - tłumaczy Lewandowski.

Podczas gdy napastnik Słowaków Adam Nemec dostojnie czekał na piłkę między polskimi stoperami i prędzej czy później Marek Hamszik i spółka mu ją dostarczyli, Lewandowski musiał biegać niemal po całym boisku, bo najczęściej był odcięty od podań.

- Gdy widzę, że jestem kryty przez rywala, czy nawet dwóch, to próbuję schodzić do drugiej linii, ciągnąć moich "stróżów" za mną, żeby zrobiło się wolne pole. Wtedy boczni, czy środkowi pomocnicy mogą wchodzić na moje miejsce. Na pewno nie za każdym razem to wychodzi, ale będziemy to trenować, wyciągać wnioski i wykorzystywać przede wszystkim to, że powstaje wolna przestrzeń - tłumaczy Lewandowski.

Po fatalnym występie przeciw Słowakom trudno było szukać optymizmu przed wtorkowym starciem z Irlandią w Poznaniu, gdzie "Lewy" będzie się czuł jak w domu. - Mam nadzieję że nawet w tym momencie stać nas na znacznie więcej, niż pokazaliśmy to w meczu ze Słowacją, ale też trudno oczekiwać, że w ciągu następnych 48 godzin nasza gra się zmieni o 360 stopni. Mam nadzieję jednak, że ona będzie lepsza, lepszy też będzie wynik, ale musimy być cierpliwi. W piłce nic nie przychodzi z dnia na dzień - przypomina Robert.

Kandydat do zdobycia "Złotej Piłki" chciałby wygrywać nie tylko z Borussią, ale też z reprezentacją Polski, na co czeka dosyć długo. - Po ostatnich porażkach w eliminacjach do mistrzostw świata nie jest łatwo wyjść na boisku i zagrać na luzie. Tego luzu brakuje nam bardzo. Mam nadzieję, że w końcu to napięcie pęknie i wtedy będzie się łatwiej grało - kończy Lewandowski.

Autor: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje