Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski zakończyła rok 2015. Najwięksi wygrani ostatnich batalii z Islandią i Czechami

Reprezentacja Polski we wtorek zakończyła rok 2015. Z przytupem, pokonując groźnych Czechów 3-1. Oto najwięksi wygrani batalii z naszymi południowymi sąsiadami i tej Islandią na Stadionie Narodowym.


Bartosz Kapustka

Reklama

19-latek w reprezentacji Polski? Na ogół ktoś kto nosi sprzęt za starszymi kolegami, powoływany jest na mecze "o pietruszkę", z rywalami z ogona rankingu FIFA. Na ogół "Biało-czerwoni" nie mieli kogoś takiego, bo rządzi zasada senioratu. Np. najmłodszym członkiem kadry Jerzego Engela na MŚ w 2002 roku rolę żółtodzioba odgrywał Arkadiusz Głowacki, który miał wówczas 23 wiosny.

Temu schematowi zaprzecza Bartosz Kapustka z Cracovii. W dobie, gdy hula propaganda, że szkolenie młodzieży w Polsce leży na łopatkach, a Robert Lewandowski, Grzegorz Krychowiak, Arkadiusz Milik, Kamil Glik, czy Jakub Błaszczykwski to tylko wypadek przy pracy, na naszych oczach, z miesiąca na miesiąc rośnie kolejny talent. Diament z Tarnovii, oszlifowany w najstarszym polskim klubie piłkarskim.

W  meczu z Islandią wchodzi jak rutyniarz i pierwszym dotknięciem strzela na 1-1. Gol, który odwraca losy meczu.

Starcie z Czechami zaczyna w wyjściowym składzie, a początek występu ma równie piorunujący: odbiera piłkę rywalowi na jego połowie, podciąga pod pole karne i z lewej nogi idealnie podaje na głowę Arkadiusza Milika. Jeeest! Szalona radość na trybunach, Orły prowadzą 1-0 i ten mecz - z niewygodnym od zawsze rywalem - idzie im jak z płatka.

Kapustka nie jest jedyny. Nawet w Cracovii czai się do wybuchu kolejny talent z rocznika 1996: Mateusz Wdowiak, czekamy na powrót po kontuzji lechity Dawida Kownackiego, jest 20-latek Przemysław Frankowski, a na końcówkę spotkania z Czechami wszedł jego rówieśnik Paweł Dawidowicz. Każdy z nich może pójść w ślady "Lewego", czy Kuby. 


Adam Nawałka

Zwycięzcą eliminacji, ostatniego dwumeczu, ale przede wszystkim starcia z Czechami jest Adam Nawałka. Wielu ekspertów, na czele z szefem PZPN-u Zbigniewem Bońkiem podkreśla, nie bez racji: - Rola trenera jest przeceniana. Na wyniki największy wpływ mają klasowi piłkarze. Jeśli ich masz, to wygrywasz tak jak Barcelona. W przeciwnym razie czekasz na Ligę Mistrzów 20 lat.

Były głosy też takie: "Z będącym w takiej dyspozycji strzeleckiej Lewandowskim reprezentację do zwycięstw poprowadziłaby i moja teściowa".

Tymczasem w spotkaniu z Czechami brakowało nie tylko "Lewego", ale właściwie połowy wyjściowego składu: Grzegorza Krychowiaka, Jakuba Błaszczykowskiego, Łukasza Piszczka, Łukasza Fabiańskiego, a od drugiej połowy najlepszego obrońcy Kamila Glika.

Bez tych liderów drużyna również grała jak z nut! To dowód, że strategia, dyscyplina taktyczna narzucone przez Nawałkę są skuteczne nie tylko w wykonaniu topowych graczy, ale też tych teoretycznie drugiego planu.

I całe szczęście. Na wypadek - odpukać - kontuzji, które są przecież codziennością w sporcie kontaktowym, nie będziemy drżeć.

Ktoś powie, że nie ma co przywiązywać zbyt wielkiej wagi do spotkań towarzyskich. Sęk w tym, że każdy Islandczyk i każdy Czech w starciach z Polską - po wygraniu batalii o Euro 2016 - brał udział w kolejnej bitwie: o załapanie się do składu na mistrzostwa Europy.

Selekcjoner Czechów Pavel Vrba gromił na konferencji we Wrocławiu swych podopiecznych: - Jak tak dalej pójdzie, to kilku moich graczy z defensywy może zapomnieć o Euro 2016.

Dwa zwycięstwa z rzędu z silnymi rywalami - jak teraz z finalistami ME Islandią i Czechami, nie zdarzyły nam się od jesieni 2006 roku, gdy kadra pod wodzą Leo Beenhakkera pokonała Portugalię (2-1), a później - na wyjeździe - Belgię (1-0). Ale nawet wtedy nie strzelaliśmy tak skutecznie, by po dwóch grach cieszyć się hokejowym bilansem bramek 7-3.


Tak dużego wpływu selekcjonera na oblicze reprezentacji nie było od czasów Leo Beenhakkera, który nie tylko wyprowadził nas z "drewnianych chatek" i przeprowadziła na "jasną stronę księżyca", ale też uczynił poważnych reprezentantów z takich piłkarzy jak Paweł Golański, Radosław Matusiak, Michał Pazdan (dzisiaj to lider Legii i coraz mocniejszy punkt kadry, ale wówczas prześmiewczo był nazywany "Panem Pazdanem"), Grzegorz Bronowicki, czy Tomasz Zahorski.

Kibice sami potrafili docenić wartość pracy Nawałki. We Wrocławiu 40 tys. ludzi spontanicznie skandowało jego nazwisko.

- Na początku mojej pracy wszyscy obawiali się o środek obrony, o lewą stronę, ale dla mnie nie było problemów. Podejście było takie, że nie ma paniki, a jest plan i jestem optymistą - mówi Nawałka i trafia w punkt. Do mnie jednak bardziej trafiają jego słowa o tym, że kadra nie da się zagłaskać i ma jeszcze sporo do poprawy.

Arkadiusz Milik


W meczu z Czechami godnie zastąpił "Lewego". Miał udział przy wszystkich golach. Zwłaszcza asysta na 3-1 potwierdziła, że jest zawodnikiem niesamowicie dojrzałym, a przecież wiek pozwala mu ciągle na grę w młodzieżówce! 99 na 100 napastników pokusiłoby o strzał na bramkę Petra Czecha. Było przecież tak blisko i nikt nie przeszkadzał. Arkadiusz jednak oddał na pustą bramkę Kamilowi Grosickiemu. To się nazywa gra zespołowa!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama