Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Wojciech Szczęsny zdradził, dlaczego nie napisze więcej miłosnych piosenek

- Nie jestem artystą, a po drugie, jestem dwumetrowym facetem. Gdy widzisz kogoś takiego jak ja, piszczącego piosenki miłosne, czujesz się trochę dziwnie. Dlatego napisałem jeden utwór dla żony i na tym koniec - zwierza się bramkarz reprezentacji Polski i Juventusu Wojciech Szczęsny.

Szczęsny udzielił wywiadu telewizji klubowej Juventus.tv. Uczynił to podczas jazdy samochodem i opowiedział nie tylko o kwestiach sportowych, ale też o życiu prywatnym, które słynni piłkarze tak często skrywają.

- Napisałem piosenkę dla żony i wcale nie dla żartu. Żona przysłała mi muzykę do tego utworu. Spędziłem cały wieczór, trzy-cztery godziny, pisząc tekst. Wysłałem jej to jako wstępny projekt, a ona odpowiedziała: "To jest świetne". Ja z kolei: "Ale nie użyj tego" - opowiadał Wojtek.

- Niestety, ona nie posłuchała. Czułem się zażenowany, przecież nie jestem artystą. Ta część mnie jest bardzo prywatna, ale ona zdecydowała włączyć tę piosenkę do repertuaru. To piosenka o miłości, ale nie całkiem pozytywna, dosyć skomplikowana - opowiadał.

Reklama

Piosenka z tekstem Wojtka nosi tytuł "I do", znalazła się na albumie "On my way", jaki zadebiutował w listopadzie ubiegłego roku.

- Te sprawy mnie trochę żenują. Po pierwsze, nie jestem artystą, a po drugie, jestem dwumetrowym facetem. Gdy widzisz kogoś takiego jak ja, piszczącego piosenki miłosne, czujesz się trochę dziwnie. Dlatego zdarzyło się to raz i wystarczy - zapewnia. - Poza tym, jak mam być szczery, to nawet nie pamiętam jak ta piosenka leciała.

Na uwagę, że tata Maciej był również bramkarzem, Wojtek odpowiedział:

- Toczymy wojnę - przyznał.

Szybko jednak dodał:

- O to, co będzie robił nasz syn Liam. Musimy znaleźć dla niego nowy zawód - śpiewający bramkarz. Po każdej udanej interwencji bierze mikrofon i śpiewa, zabawiając publikę - żartuje reprezentant Polski

Został też zagadnięty o najbardziej niewiarygodne interwencje.

- To prawda, że obroniłem kilka strzałów oddanych z bliska, ale ja odczuwam większą satysfakcję, gdy obronię najprostszą sytuację, ale moja interwencja jest perfekcyjna od strony technicznej, z właściwym timingiem - tłumaczy Szczęsny.

- Natomiast 90 procent to na ogół "cudowne" interwencje, bo popełniłeś błąd podczas przygotowań do obrony strzału. Później musisz stanąć na głowie, by zatrzymać piłkę - opowiada Polak.

Juventus, ze Szczęsnym między słupkami, wygrał już grupę D Ligi Mistrzów. Jutro, o godz. 21 zmierzy się na wyjeździe z Bayerem Leverkusen.

MiKi



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama