Reklama

Reklama

​Reprezentacja Polski. Wizjonerskie wpadki podważają autorytet Brzęczka

Nie piłkarskie klęski czy spadek z Dywizji A Ligi Narodów są największym problemem reprezentacji Polski. Prawdziwy kłopot jest taki, że Jerzy Brzęczek chciał być wizjonerem, a zachował się jak dziecko, uparcie wkładające palce do kontaktu - pisze w najnowszym felietonie Piotr Jawor.

Przygotowujecie się do egzaminu maturalnego. Znajomi na korepetytora biorą najlepszego nauczyciela w mieście, a Wy stawiacie na nowatorską metodę. Nieznaną, nieprzetestowaną, ogólnie mówiąc - wycieczka w nieznane. 

Przychodzą pierwsze sprawdziany. Na początek jest nieźle, bo wpada 4. Ale później kolejno: 2, 2 i na końcu 1. Matura coraz bliżej, a efekty korepetycji coraz gorsze. I co robić? Właśnie takie pytanie zadają sobie teraz nie tylko kibice, ale przede wszystkim piłkarze reprezentacji Polski, którzy po ostatnich porażkach mogą mieć spore wątpliwości, czy prowadzi ich odpowiedni nauczyciel.

Reklama

Bezsensowne pytania

Ostatnie porażki to nie tylko bolesne klęski i spadek z Dywizji A Ligi Narodów, ale przede wszystkim olbrzymie wotum nieufności, o które Jerzy Brzęczek sam zawnioskował. Jego uczniowie (piłkarze) w karierze mieli już wielu wybitnych szkoleniowców. Robert Lewandowski Pepa Guardiolę i Juppa Heynckesa, Kamil Glik Leonardo Jardima, Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański Arsena Wengera, Mateusz Klich obecnie pracuje z Marcelo Bielsą, a Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński z Carlo Ancelottim. I do szatni takich zawodników wszedł Jerzy Brzęczek - były trener Rakowa Częstochowa, Lechii Gdańsk, GKS-u Katowice i Wisły Płock.

Nie chodzi o to, żeby Brzęczka dyskredytować jego trenerskim CV. Wręcz przeciwnie - Adam Nawałka też nie miał imponującego życiorysu, a mimo to osiągnął najwięcej z wszystkich polskich selekcjonerów od ponad 30 lat. Trzeba jednak mieć świadomość, że jeśli Brzęczek w ogóle ma u zawodników autorytet, to tylko dlatego, że zbudował go Zbigniew Boniek. No bo skoro prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej trafił z wyborem Nawałki, podczas gdy większość kibiców na tę kandydaturę pukała się w czoło, to teraz mamy prawo wierzyć, że trafi również z Brzęczkiem. Na razie jest więc wiara, a na resztę Brzęczek musi zapracować sam. Czasu ma jednak niewiele, a zaczął fatalnie.

Co prawda Nawałka na początku też nie przekonywał (porażka ze Słowacją i remis z Irlandią), ale z kolejnych 13 spotkań przegrał tylko jedno i tym kupił szatnię. Tymczasem Brzęczek poległ od razu w dwóch (choć z dużo mocniejszymi rywalami), a gdyby z Portugalią i Włochami stracił łącznie 10 bramek, to na niesprawiedliwość nie mógłby narzekać. 

Najgorsze jest jednak to, że Brzęczek na żadnym polu nie pokazuje, że znalazł rozwiązanie jakiegoś problemu, a zamiast tego stawia kolejne bezsensowne pytania, tracąc tym samym zaufanie szatni.

Grzechy Brzęczka

Selekcjoner uparł się, że będzie próbował systemu bez klasycznych skrzydłowych. Efekt? Fatalna gra, niemal zerowa kreatywność i w efekcie pierwsze słowa krytyki ze strony zawodników. Zawodników, którzy mieszanie ustawieniem przeżyli już przed mundialem i wspominają to fatalnie. Nawałka kombinował grą z trzema obrońcami, więc piłkarze subtelnie zwracali uwagę, że to nie dla nich, że wolą klasyczne 4-4-2. Nawałka się jednak uparł i skuteczna, szybka gra skrzydłami poszła do kosza. Tak samo jak nasze marzenia na wyjście z grupy mistrzostw świata.

Jeśli więc Brzęczek próbował przekonać piłkarzy, że jest wizjonerem i widzi od nich więcej, to w przypadku ustawienia absolutnie poległ. Zresztą pomeczowe wypowiedzi zawodników dotyczące gry 4-3-1-2 można streścić tak: "Wiedzieliśmy, że trener nie powinien wkładać palca do kontaktu, ale się uparł... No i go pokopało. Cóż, mamy nadzieję, że teraz będzie mądrzejszy".

Podobnie było z doborem zawodników. W pierwszym składzie z Włochami Brzęczek postawił na Recę, Bednarka i Góralskiego, czyli piłkarzy, którzy ostatnio grają niewiele lub nie grają wcale. Odważny ruch i gdyby się sprawdził, szatnia mogłaby uznać, że Brzęczek widzi jednak więcej. Niestety, okazało się, że selekcjoner miał moment zaślepienia, bo wszyscy spisali się bardzo słabo.

Albo zmiana w meczu z Włochami. Brzęczek w samej końcówce wpuszcza Artura Jędrzejczyka za Recę (narzekał na uraz), a za moment obrońca Legii jest zamieszany w stratę bramki. I gotowe, kolejna rysa na autorytecie Brzęczka wyryta.

Jak kupić szatnię?

Na wizjonerskie wpadki mogą pozwolić sobie Ancelotti, Bielsa, czy Guardiola , bo przynajmniej na początku kupią zawodników hasłem: "Spokojnie, nie takie drużyny prowadziłem, nie z takich opresji wychodziłem". A co dziś Lewandowskiemu, Glikowi, czy Szczęsnemu ma powiedzieć Brzęczek? On autorytet powinien budować od początku, a na razie tylko sam go podważa.

To spory problem, bo reprezentacja Polski znalazła się  w takim momencie, gdy potrzebny jej przywódca, za którym wszyscy pójdą w ogień. Tymczasem na razie selekcjoner urządza sobie jednoosobowe zabawy prądem. 

Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL